List czternasty do ja z innego komputera

Mój  drogi ja z innego komputera

To miała być tylko jednorazowa, wakacyjna korespondencja. No i wyobraź sobie, że nie, nie będzie tak. Przynajmniej dzisiaj, jednorazowo przełamiemy letnią umowę, a potem wszystko wróci do normy. Trudno. Taki los jak mówią.

Pamiętasz? Taki obraz. Jeden z wielu. Wracasz wieczorem, chociaż nie wiadomo dokąd wracasz, ale masz taki nawyk, że gdzieś trzeba wrócić. Masz na sobie cały ten kurz dnia. Pot. Blizny. Zdarte buty. Wszystko to masz na sobie, w sobie, nad sobą i pod też, pod sobą również. I intuicyjnie wydaje ci się, że tam dokąd wracasz jest to miejsce, gdzie zetrzesz z siebie kurz, pot, opatrzysz blizny, zreperujesz buty. Tak ci się wydaje, co? Że tak niby jest. Że to taki naturalny porządek świata. Że musi być takie miejsce. Dom. Ale nie pułapka. Nie powtórka, nie kolejne tony kurzu, litry potu, nie noże wymierzone, gładkie i błyszczące,  nie drogi, na których zedrzesz podeszwy. Myślisz tak, mój drogi ja z innego komputera? Że jest taki dom, a nie pułapka?

Tak, wiem co mi powiesz. Ten dom jest możliwy do zaistnienia i zarazem niemożliwy do zaistnienia.

I to chciałem usłyszeć od ciebie, mój drogi ja z innego komputera. Że domu nie ma i zarazem dom jest. I tyle. Miło się z tobą, wiesz, gada.

Twój ja, który znowu wie, że coś zarazem jest i jednocześnie tego czegoś nie ma. Twój ja, który mówi sobie: nieźle, to naprawdę nieźle sobie o tym od czasu do czasu przypomnieć.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz