Odwieczny spór

Na balkonie papieros za papierosem. Od czasu, kiedy jeden z moich znajomych zwrócił uwagę na to, że można gasić papierosy w słoikach i one same (te papierosy) się tam wypalają (się), od tej pory nie znam lepszego sposobu. Nawet dzisiaj. W wielką sobotę.

***

Psychologia, to ten rodzaj nauki, który został zaakceptowany nie tak dawno, pomimo tego, że jest tylko i wyłącznie spisem obserwacji, które od początku świata są dostępne człowiekowi. Kto się (siebie) obserwuje z miejsca może przejąć funkcję najlepszego psychologa w powiecie, województwie, a nawet kraju. Psychologia to nic więcej niż spis mniej lub bardziej błyskotliwych obserwacji, dotyczących mechanizmów, które dominują w człowieku i relacjach międzyludzkich. Nic odkrywczego. Człowiek się nigdy nie zmienił. Nie zmieni. Od zawsze kierują nim te same pobudki, żądze, intuicje itp.

Na przykład, gdyby mity greckie uznać jako psychologiczny poradnik, to otrzymalibyśmy niezły zapis tego co jest w człowieku, konsekwencji tego co w nim jest oraz z czego to, co jest w człowieku bierze się. Podobnie, gdyby tak rozważać Stary Testament – uzyskalibyśmy ten sam model człowieka z jego marną chwała, z jego wielkimi upadkami, rezultatami tych upadków oraz ich źródłem. Nawet współczesna genetyka nie mówi więcej ponad to, co zostało spisane w ST.

Może genetyka ma tę przewagę, chociaż niekoniecznie, że potrafi zaszachować, mówiąc na przykład o tym, że pewne choroby dziedziczy się. A dlaczego miałoby się nie dziedziczyć. Czy tysiąc lat temu nie dziedziczyło się. Oczywiście, że tak. A czy to, co człowiek odkryje, co i tak funkcjonuje od zawsze, czy ten akt dostarcza poza odsłonięciem zasłony czegoś odkrywczego? Poza spisem mechanizmów, które zawsze były, tylko człowiek, na tyle ułomny w swoich wędrówkach i badaniach, a zarazem na tyle zarozumiały, dokonując jakiegoś przełomu w jakiejś dziedzinie myśli, że złapał pana Boga za nogi. No może ta pycha, dobre samopoczucie daje jakiś komfort. Bo poza tym nie ma nic nowego. Człowiek przecież nie odkryje czegoś, czego nie ma. Odkryje tylko to, co zawsze było, jest i będzie.

***

Stąd w wielką sobotę, kiedy rozważa się śmierć i mękę Chrystusa, myślę o tym, wychodząc na balkon, że wtedy, te dwa tysiące lat temu, również pojawił się pewien mechanizm, na który nikt nie miał wpływu. Śmierć została dawno temu zapowiedziana. Czy ktoś był przy Chrystusie, kiedy go prowadzono na krzyż, czy ktoś się go zaparł, czy opłakiwano go czy nie – w pewnym sensie nie miało to znaczenia. I tak by umarł. Ponieważ otacza nas coś więcej niż to, co rozumie człowiek i potrafi pojąć.

***

Dlatego wychodząc na balkon dzisiaj, paląc papierosy, widząc jak w taki dzień wszyscy niemal korzystają z okazji i wywieszają pranie, sprzątają, zajmują się swoimi sprawami, myślę, że tak właśnie jest dobrze. Że dosyć ma dzień utrapień swoich. Dlaczego miałbym myśleć o tym, co wydarzy się jutro. Nie wiem nawet czy dożyję jutrzejszego zmartwychwstania. Wiem natomiast, że muszę zrobić pranie, umyć naczynia, może nawet klatkę schodową, bo być może to moja kolej.

I może dlatego Czesław Miłosz pisał, że innego końca świata nie będzie, ponieważ to, co naprawdę toczy się między i ponad ludźmi, to odwieczny, przedwieczny i powieczny spór między światłem a mrokiem. I my też w tym bierzemy udział, ale nie jesteśmy (być może nie jesteśmy) nawet trzeciorzędnymi aktorami. Jakoś uczestniczymy, ale spór jest ponad nami. Nie o nas jest kłótnia. Stąd u Miłosza taka konstatacja, bo być może innego końca nie będzie. Ale tego też nie wiadomo.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz