Poprzedni blog ,,ale sam w to nie wierzę” wyczerpał się. Dużo się zmieniło od czasu, kiedy powstał. Miał tworzyć dodatkową platformę w ramach Zw.pl, współtworzoną przez Adama Muszkietę i Michała Józefiaka. Adam już od dobrych kilku lat nie pracuje z nami, Michał tragicznie zmarł. I już wtedy platforma blogowa, którą stworzyliśmy, przestała spełniać swoją rolę. Ostatecznie sprawy, które na blogu opisywałem, przeniosły się na portal zw.pl.
Próbowałem blog po wyborach samorządowych w 2014 roku wskrzesić prywatnymi zapiskami i za każdym razem wiedziałem, że to się nie uda. Że nie będę szczery, czegoś nie dopiszę, coś pominę. To w ogóle był duży błąd i świadczył tylko o mojej nieszczególnej higienie intelektualnej. Więc ostatecznie porzuciłem ten zamysł, a że w pewnym sensie muszę pisać, bo bez tego tracę równowagę, zawsze coś pisałem, bez względu na to, czy to miało sens, czy nie, taki wewnętrzny imperatyw, niewyczerpujący się przymus każdego amatora, któremu marzy się w tym zakresie profesjonalizm, więc cierpliwie czekałem na coś, co mnie na nowo zainspiruje.
I jest jeszcze jeden powód, dla którego blog ,,ale sam w to nie wierzę” przestał pełnić swoją funkcję. Jego nazwa – dla mnie samego potrzebna i dla mnie samego samospełniająca się masochistyczna mantra, której nie miałem zapomnieć – nawiązywała do mojego prywatnego życia. Do takiej przestrzeni, która przez długie lata nie była we mnie rozwiązana. I chyba nadal nie jest, ale już w mniejszym stopniu.
A sama nazwa wzięła się z piosenki CKOD ,,Uważaj”. Szło to mniej więcej tak:
wmawiam sobie, że jesteś chujowa
i że mi nie zależy,
ale sam w to nie wierzę.
I teraz kilka słów o nowym blogu. W lipcu tego roku przeczytałem w końcu ,,Prześnioną rewolucję. Ćwiczenia z logiki historycznej” Andrzeja Ledera oraz – jestem w trakcie – ,,Przygodność, Ironię i Solidarność” Richarda Rorty’ego. Książka Ledera, szczególnie dwa pierwsze rozdziały (pozostałe też, ale już w innym znaczeniu) potwierdziły moje intuicje co do polityczno-społecznych zmian, jakie dokonują się obecnie w kraju. Kraj oczywiście to zupełnie inna sprawa, dla mnie to, o czym napisał Leder w dwóch pierwszych rozdziałach pomaga zrozumieć obecną sytuację we Wschowie, ale i Sławie, gdzie język opozycji od dawna przybiera formę tego, co działo się we wschowskiej opozycji kilka lat temu. Więc w tym sensie i Leder i Rorty są dla mnie dzisiaj ważni i inspirujący. Dodam jeszcze, że Leder korzysta w swojej książce z psychoanalitycznych narzędzi Jacques’a Lacana. Kto mnie dość dobrze zna, wie, że kilka lat temu miałem obsesję na punkcie Lacana. Cały świat Lacanem tłumaczyłem. Trochę mi przeszło, ale sentyment pozostał ogromny.
Książka Rorty’ego z kolei daje mi narzędzia, którymi mogę posługiwać się, opisując to, co dzisiaj obserwuję. A to ważne, bo bez tego, nadal nie wiedziałbym, jak się ze swoimi myślami obchodzić. A, że często nie wiem, to na chwilę mogę odetchnąć.
Stąd tytuł bloga (roboczy, bo chyba ulegnie zmianie): o tym, co się nie nadaje. Bo to też moje doświadczenie: to, co się nadaje do czegokolwiek, w tym również we Wschowie, musi być zwięzłe, mocne, sensacyjne, itp. Próbowałem już tego i nie czuję, że zbudowałem na tym cokolwiek. W każdym razie gdzieś muszę zapisywać to, o czym myślę od czasu do czasu, bo jak z tego rezygnuję, to potem mam poczucie, że wiele mi umyka. Ludzie mi znikają, świat, Wschowa, nawet ja sam sobie umykam. A to już niedobrze.
Proszę więc być cierpliwym i czasami tutaj zaglądać.