W małym miasteczku, co jakiś czas, znaczna część mieszkańców w wyniku politycznego sporu nie czuje się u siebie

Motto:

Twierdzę, że są to grzechy, nie dlatego, żebym uważał, że dobrze jest czuć nienawiść, ale dlatego, że zaklinaniem ani pouczaniem, a tym bardziej drwiną nie redukuje się nienawiści. Raczej się ją wzmacnia. Te przeżycia, emocje i wynikające z nich nastawienia istniały i istnieją. I nawet sami zainteresowani, ci, którzy je przeżywają, nie mają na ten fakt wpływu. W Polsce zawsze było i wciąż jest wielu ludzi, którzy czują się – słusznie czy nie – skrzywdzeni i traktowani niesprawiedliwie. W związku z tym pragną odwetu. A także języka, które to pragnienie wyraża.

(Andrzej Leder, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, s. 37)

Pamiętam takie spostrzeżenie gdzieś w połowie 2015 roku, nieskomplikowana obserwacja dziennikarska, czyli osoby, która bierze udział w różnych lokalnych wydarzeniach bez względu na to, kto jest u władzy.

Wtedy zdaję sobie nagle sprawę, że w większości wydarzeń, które miały miejsce do 2014 roku, nie uczestniczyli członkowie Stowarzyszenia Odnowy Samorządu, z których niektórzy są dzisiaj radnymi. I pamiętam takie niemiłe uczucie, gdzieś właśnie w połowie 2015 roku, że sam czuję się nieswojo na wydarzeniach organizowanych przez nową władzę. Rozumiem wtedy, że opozycja, dzisiaj ludzie u władzy, czuli się obco, niemile widziani, na marginesie. Musiałem sam to przeżyć, żeby zrozumieć, co to jest za uczucie i z czego wynika.

Trochę role się odwróciły, jak to w życiu bywa.

Zdaję sobie sprawę, że między innymi czuli się obco dlatego, że byli krytyczni wobec wszystkiego, co poprzednia władza proponowała. Trudno wtedy, z takiej prostej, psychologicznej przyczyny czuć się u siebie, kiedy każde działanie, sensowne lub nie, podważa się na każdym kroku. Ale też, pewnie jednocześnie, przybierając taką a nie inną postawę, trudno było im utożsamiać się z tym, co oferowała gmina do 2014 roku, czyli do wyborów samorządowych, w których dotychczasowa opowieść o gminie została negatywnie zweryfikowana przez wyborców.

Wiem, że można na to nałożyć bezwzględnie racjonalną siatkę pojęć, która wytłumaczy każdy z mechanizmów, które przytoczyłem powyżej. Mam jednak wrażenie, że dawno już przestała ta siatka pojęć spełniać swoją rolę tak na poziomie ogólnopolskim, jak i lokalnym.

Kiedy zderzają się emocje z racjonalnością, to wygrywają emocje. Można przyjąć chłodną postawę racjonalizmu, ale wcześniej czy później ten wybór pęka w szwach. I takie odnoszę wrażenie, że do 2014 roku, nie wchodząc teraz w szczegóły, w gminie panował chłodny racjonalizm. I nikomu do głowy nie przyszło, że buzujące emocje na marginesie miasta w końcu zwyciężą. Bo jak długo można tłumaczyć swoje decyzje formalnym przymusem, kiedy jednocześnie te decyzje wywoływały ogromne emocje u mieszkańców.

Przykład udziału przedstawicieli władzy i opozycji w wydarzeniach gminy jest symboliczny, jest metaforą, chociaż może wydawać się trywialny. Literalnie można się zarżnąć wykłócając o szczegóły. Sytuacja się odmieniła, ale scenariusz jest ten sam. I to dość niepokojące, kiedy w małym miasteczku znaczna część mieszkańców w wyniku politycznego sporu nie czuje się u siebie. Tłumaczy to Lacan. I o tym przy okazji innych wpisów.

 

Dodaj komentarz