Zombie

Metafora snu stała się popularna. Chyba ponownie. Jak za czasów Wyspiańskiego. Tam może był chocholi taniec, ale znaczenie ma podobne, innymi słowy sen, to taki stan, kiedy człowieka ogarnia niemoc, nie ma na nic wpływu. Tę metaforę w ostatnich latach przywrócił Andrzej Leder w książce ,,Prześnione rewolucje. Ćwiczenia z logiki historycznej”. W książce przedstawia dwa wydarzenia z historii Polski, które zdaniem Ledera, jako społeczność, przespaliśmy. Kto chce, to zajrzy do książki i będzie wiedział, o czym mowa. Książka sama w sobie jest genialna i brakuje mi kompetencji, żeby wchodzić z nią w dialog na poziomie faktów. Mnie tylko i wyłącznie na potrzeby tego bloga interesuje metafora snu. U Ledera wygląda ona mniej więcej w ten sposób, uogólniając rzecz do granic możliwości: obcy/inny dokonuje głębokiej i brutalnej zmiany w naszym otoczeniu, my nie jesteśmy w żaden sposób przeciwstawić się tej zmianie, w związku z tym uciekamy w sen, aby tę głęboką i brutalną zmianę przeczekać i budzimy się do nowej rzeczywistości. Wydaje nam się, że nic się nie zmieniło (bo śniliśmy) i żyjemy tak, jak do tej pory, ale, że rzeczywistość uległa głębokiej zmianie i nie da się jej już przywrócić, udajemy przed samymi sobą, że to, co zastaliśmy jest niezmienione (w pewnym sensie dalej śnimy, ale to już inny sen jest).

W związku z tym, ze metafora snu przywołana przez Ledera żyje już własnym życiem, to komentatorzy wykorzystują ją, opisując obecną rzeczywistość. Na przykład, wykorzystując metaforę snu do opisu zmian, jakie zachodzą w kraju po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości.

Jest taka audycja w radio tokfm Tomasza Stawiszyńskiego, w której rozmawia z Jackiem Dobrowolskim o tym ,,czym jest polskość”. I tam Dobrowolski mówi między innymi, że po wygranej PiS nie za bardzo część społeczeństwa polskiego rozumie, co się stało. Zaczęła śnić. Nie ma języka, który by zmianę opisał, nie ma pomysłu, jak się do tego ustosunkować. Śni KOD, śni opozycja, śnią publicyści, śni Gazeta Wyborcza, korzystając z elementów opisu rzeczywistości, które były jakoś tam pomocne przed zmianami. Dzisiaj – mówi Dobrowolski – dobrze się bawimy w KOD, opozycję, publicystykę i Gazetę Wyborczą, ale nie rozumiemy właściwie co się wydarzyło. Mało tego, zdaniem Dobrowolskiego, wszystko, co dzieje się w opozycji do PiS jest wynikiem właśnie tego, że się obecnej sytuacji nie rozumie i w efekcie każda inicjatywa jest jedynie snem, a zdaje się, że największym snem jest sen KOD-u. I – mówi Dobrowolski – trzeba znaleźć nowy język, żeby te zmiany, które zachodzą opisać, w przeciwnym wypadku zdani jesteśmy jedynie na własną niemoc. I tutaj dochodzimy do tego samego, o czym mówi Richard Rorty: nowy opis można zastąpić tylko nowym opisem. Innego wyjścia nie ma.

To są oczywiście dość odległe sprawy, bo, jak wiadomo, na tym blogu interesuje nas Wschowa (i Sława, która w kolejnych wpisach powinna bardziej wybrzmieć). Ale, żeby ten sen sprowadzić do Wschowy, to przypomniała mi się kategoria muzułmana (w obozach koncentracyjnych), dochodiagi (w radzieckich łagrach), czyli człowieka wyniszczonego fizycznie i psychicznie, na wpół żywego, który rezygnował za życia z życia i inni przez to rezygnowali najczęściej z niego. Może metafora zombie byłaby też adekwatna. Ale po co to wszystko? Bo skoro śnimy, również we Wschowie, to warto znaleźć właściwy stan tego, czym się jest w trakcie snu i rezygnacji. Bo załóżmy, że prawdą jest, że komuś do głowy wpadło, żeby namawiać do pobicia radnego, albo komuś po głowie chodzi system zastraszania, polegający na wymuszaniu na osobie podległej posłuszeństwa. Gdybyśmy nie śnili, nie byli zombie, czy dochodiagą, to zapewne nie byłoby nam to obojętne. Nie przechodzilibyśmy wokół takich zdarzeń bezradni i senni. Śnimy, bo nie posiadamy nowego opisu, bo być może wydaje się, że śniąc jest bezpieczniej, nawet za cenę utraty podmiotowości, wierząc, że jak się obudzimy, to na nowo nasza podmiotowość się ujawni.  Leder by powiedział, że prześnimy rewolucję, bo – jak na wschowskie warunki – namawianie do pobicia radnego jest już rewolucją, zastraszanie jest rewolucją, która podczas naszego snu przeobrazi niektóre elementy wschowskiej rzeczywistości w inne miasto. Ale o tym innym razem.

Dodaj komentarz