Zło jest lepiej chronione niż dziura w ulicy i zarośnięte rowy

Spotlight obejrzałem dwa razy. Raz sam, za drugim razem z rodziną. Nie jesteśmy katolikami, każde z nas, co zrozumiałe, jest w innym wieku. Każdy więc z innym doświadczeniem zasiadał przed ekranem. Dobrze pamiętam reakcję po tym filmie, szczególnie młodszych widzów, ale świadomych, chociaż emocjonalnie wyrażających swoje opinie. Brzmiały one mniej więcej tak: nigdy, przenigdy katolicyzmu.

Taki wybór mam już dawno za sobą (to już 24 rok mija) i z zupełnie innych powodów. Ciekawiły mnie w związku z tym reakcje pozostałych widzów. I chętnie bym je opisał, ale – naprawdę byłem zdumiony i jednocześnie dumny – sposób w jaki przez kilka dobrych dni rozmawialiśmy o tym filmie póki co, nie nadaje się do publicznej relacji. Powiem tylko, że kto zna świat anonów, ten wie, do czego zdolne są osoby, które bardzo, ale to bardzo krytycznie podchodzą do wszystkiego, co jest związane z katolicyzmem.

Piszę o Spotlight z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że po tym filmie, ale bez związku z filmem, natknąłem się na blog dziennikarki Panoramy Leszczyńskiej Lili Gabryelów pod nazwą regiopis. Zupełnie przypadkowo, szukając opinii na temat budżetu obywatelskiego. Interesowało mnie wtedy spojrzenie na BO osób z pobliskich miejscowości, ponieważ byłem ciekaw, czy już naprawdę wszędzie bezkrytycznie i bezideowo informuje się o tym, że kolejne miasto jest miastem genialnym, ponieważ wprowadziło budżet obywatelski. I trafiłem na tekst Lili Gabryelów. I pomyślałem – jasna cholera, to jednak nie wszyscy w owczym pędzie klepią te same bezsensowne pochwały na temat innowacyjnych budżetów obywatelskich. Wprawdzie nie wiem, czy ten tekst został opublikowany w Panoramie Leszczyńskiej, czy nie, czy nadawał się tylko na blog, ale jedno wiem na pewno, to był osobny, moim zdaniem dobrze diagnozujący to, co dzisiaj w większości miast polskich dzieje się z budżetem obywatelskim.

Więc jak już trafiłem na taki tekst, to z czystej ciekawości przeczytałem większość wpisów na tym blogu. I wtedy właśnie trafiłem na ,,Tajemnice pewnej parafii”. Wrócę do tego przy okazji kolejnej noty na tym blogu, wrócę również do kolejnych, w moim odczuciu, wstrząsających tekstów Lili Gabryelów, które pojawiły się na jej blogu i ostatecznie w Panoramie Leszczyńskiej. Zacząłem jednak od Spotlight i chciałbym na chwilę przy tym filmie pozostać.

Spotlight, to film oparty na faktach. Najkrócej mówiąc bostoński dziennik tropi pedofilię w kościele, specjalna komórka w tej gazecie pracuje nad materiałami, które z jednej strony przynoszą pewnego rodzaju zadośćuczynienie ofiarom pedofilii, z drugiej strony wskazują winowajców.

W związku z tym, że też jestem dziennikarzem, z bardzo krótkim stażem i wciąż uczę się tego fachu, to ten film i moje krótkie, dziennikarskie doświadczenie, sprawiły, że zwróciłem uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze gazeta bostońska sprawą pedofilii w kościele zajęła się dopiero wtedy, kiedy redaktorem naczelnym została osoba z zewnątrz. Żadnych układów towarzyskich, żadnych biznesowych powiązań, żadnych dwuznacznych relacji. Przyszedł człowiek z zewnątrz, spojrzał na tematy poruszane przez gazetę i od razu, ot tak, po prostu zobaczył coś, czego bostońscy dziennikarze z jakichś powodów nie widzieli, chociaż od czasu do czasu o tym wspominali. Zobaczył temat i doskonale o tym wiem i mówi mi to moje nikłe dziennikarskie doświadczenie, że gdyby nie osoba z zewnątrz, to długo jeszcze bostoński dziennik nie widziałby tego, co dzieje się w kościele, nawet wtedy, gdyby miał wszystko na tacy.

Drugi wątek, wynikający z pierwszego, to te fragmenty filmu, w których okazywało się, że dziennikarze byli informowani dużo wcześniej o nieprawidłowościach w kościele, ale nigdy się tym nie zajęli. Musiał pojawić się ktoś z zewnątrz, kto dodał im odwagi. I te sceny są dla mnie najbardziej chyba dramatyczne w tym filmie, kiedy widz dowiaduje się, że ci dziennikarze posiadali tę wiedzę, a jednak z jakichś powodów się tym nie zajęli.

Kiedy więc przeczytałem ,,Tajemnice pewnej parafii” Lili Gabryelów pomyślałem o tym, że chyba w tym kraju, a już tutaj, w okolicy tym bardziej, nie ma jeszcze przyzwolenia na to, żeby opisywać pedofilię w kościele. Zdałem sobie sprawę, że ludzie chętnie przeczytają o tym, że ten lub inny polityk powiedział to lub tamto, tego lub innego polityka obraził i ten lub inny polityk odpowiedział tak lub siak. To jest w cenie. Że lampy nie świecą, że dziura w chodniku, że rowy nie wykoszone itp. Typowe lokalne dziennikarstwo opisujące, jak to jeżdżąc o ósmej do pracy nie ma dobrej widoczności z powodu zarośniętych rowów, albo kiedy wraca się z pracy widoczność przed domem się pogarsza z powodu braku oświetlenia; w tych sprawach jest ogólnopolska, regionalna, powiatowa zgoda – trzeba to piętnować, krzyczeć i bić na alarm, bo przy okazji można zdobyć poparcie elektoratu, który w zbliżających się wyborach nie zapomni o kimś kto z taką troską dopominał się o rowy i lampy. Ale kiedy dzieje się coś naprawdę złego, samo zło ma odwagę wypełznąć i ogrzewać się w świetle dnia, to nagle okazuje się, że to zło jest chronione o wiele bardziej niż dziura w ulicy, brak oświetlenia czy zarośnięte rowy. Malo tego, nagłaśnianie zła nie sprzyja politycznej koniunkturze, nie sprzyja nikomu, politykom, dziennikarzom, komukolwiek. Trzeba wtedy wybrać, czym się zająć. Lila Gabryelów wybrała.

Dodaj komentarz