Wschowski kongres kobiet, czyli syci, aktywni i ludzie sukcesu

Chyba od samego początku Wschowski Kongres Kobiet był kojarzony z ideą omawiania istotnych problemów kobiet. Najlepiej, żeby były to problemy kobiet z terenu powiatu wschowskiego. Przynajmniej tak kongres był traktowany przez osoby, które krytycznie wypowiadały się o tej inicjatywie. Najczęściej artykułowane zapotrzebowanie na tematykę kongresu, a to, co kongres miał do zaoferowania, mówiąc delikatnie, rozmijało się i rozbijało na pierwszym zakręcie. Organizatorki kongresu na czele z panią Urszulą Chudak podkreślały, że jeżeli uda się dzięki kongresowi zaktywizować choćby jedną kobietę z terenu powiatu, to już jest to wielki sukces i argument za tym, że warto takie spotkania organizować.

Uczestniczyłem w większości wschowskich kongresów i zawsze miałem mieszane uczucia. Z jednej strony byłem pod wrażeniem organizacji, zapału i determinacji pań, które wchodzą w skład rady programowej kongresu. Często ze wzruszeniem słuchałem organizatorek, kiedy oficjalnie otwierały kongres, bo wiedziałem ile ich to kosztuje, ile starań i zabiegów o pieniądze, gości, prelegentów i ile krytyki spada na pomysłodawczynie. Myślałem i myślę do tej pory z dużym szacunkiem o zaangażowaniu pań Urszuli Chudak, Hannie Knaflewskiej-Walkowiak i Renacie Chilarskiej.

Z drugiej jednak strony za każdym razem miałem poczucie, że w tym kongresie, jak i – bardzo możliwe – we wszystkich tego typu kongresach, nie uczestniczą kobiety, do których przekaz kongresu jest kierowany, czyli do kobiet, które z jakichś powodów nie są aktywne na żadnym poziomie życia publicznego, zawodowego, rodzinnego.

We wschowskich kongresach – to nie jest zarzut – uczestniczą najczęściej, a może nawet wyłącznie kobiety aktywne, dobrze radzące sobie na rynku pracy, kobiety sukcesu. Od lat to są te same twarze i to też nie jest zarzut, które świetnie się rozumieją, zapewne współpracują ze sobą przy okazji wielu inicjatyw społecznych. Mógłbym powiedzieć, że jest to grupa przyjaciół, która – moim zdaniem – potrzebuje naładować baterie, ale nic poza tym. Zaproszeni goście, to często pierwsza półka życia publicznego, ale wygląda to tak, jakby najedzeni mówili do najedzonych, że gdzieś, w jakichś miejscach na ziemi znajdują się głodni. Aktywni mówią do aktywnych o tym, że jest wielu na świecie nieaktywnych. A osoby, które odniosły sukces, mówią do osób, które również odniosły sukces, że wciąż żyją gdzieś kobiety, które sukcesów nie odnoszą. Mam wrażenie i może to będzie krzywdzące, że najczęściej puentą wschowskich kongresów i być może wszystkich tego typu kongresów jest mniej więcej taka myśl: trzymajmy się razem, nie dajmy sobie wydrzeć tego, co osiągnęłyśmy, udało nam się, bądźmy czujne, walczmy, nie poddawajmy się, bądźmy w kontakcie. I – muszę to podkreślić – nie ma w tym niczego złego. Zapewne organizatorki i uczestnicy zdają sobie sprawę, że idea tych spotkań polega jedynie na tym, aby dodać sobie otuchy i siły i opuścić salę kongresu będąc pozytywnie nakręconym.

Czy kongres rzeczywiście reprezentuje wschowskie kobiety? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Jeżeli już, to reprezentuje grupę kobiet/przyjaciół. Czy ma coś wspólnego z kobietami wykluczonymi, nieaktywnymi. Nie ma. Czy wnosi coś do życia lokalnej społeczności? Moim zdaniem nic nie wnosi poza grupą uczestniczek, które i tak radzą sobie i chcą sobie radzić w życiu publicznym. Przypomina mi to trochę wypowiedź Kingi Dunin: Nadal jednak empatia lewicowa różni się od prawicowej. Zakresem. Lewicowa obejmuje Innego, prawicowa tylko swoich. I tak moim zdaniem przedstawia się wschowski kongres. Na pewno obca mu jest lewicowa wrażliwość i dbałość o wykluczone kobiety. Natomiast bliska jest dbałość o siebie. I chciałbym być dobrze zrozumiany, to nie jest zarzut. Po prostu tak jest. To się dzieje na wielu obszarach aktywności publicznej. Na przykład budżety obywatelskie. Kiedyś ich ideą było wspieranie tych najbardziej potrzebujących pomocy, słabych itp. Dzisiaj budżet obywatelski jest dla aktywnych, przedsiębiorczych, czasami cwanych. Idee, związane z wrażliwością spoleczną pozostały na sztandarach, ale z efektów tych idei korzystają syci, aktywni, ludzie sukcesu.

Dodaj komentarz