Nie wiem od czego zacząć. Chyba od słów Edwarda Stachury, które przypomniał wczoraj Tomasz Łuczak w Barze u Dudka w świetnej interpretacji utworu ,,Gdziekolwiek”.
Jest maligna, bo mnie nie ma, jest pustynia
Gospodarzem piątkowego koncertu w Sławie był Henryk Cyran. Znam Henryka od kilku lat, odkąd pracuję w Zw. Spotykamy się zawodowo. Henryk pracuje w Domu Kultury w Sławie, my często kręcimy się w okolicy, jak coś w Sławie się dzieje. Kontakty z Henrykiem, to pełen profesjonalizm. Wczoraj pytał, czy napiję się wina, a ja, żeby nie było, udałem, że mam właśnie abstynencki tydzień. Trochę w tym przesady, ale za to jak brzmi. Za taki tydzień powinienem w biedronce otrzymywać dodatkowe takie małe karteczki, które przekazuję Karolinie, bo je zbiera, a z tego będzie chyba pluszak, no nie wiem dokładnie co, ale załóżmy, że jakiś biedronkowy hicior za te karteczki otrzyma. Ale to tak na marginesie. Więc Henryka znam na polu zawodowym. Czasami zdzwonimy się, ale tylko po to, żeby omówić ile czasu trwała będzie ta lub inna impreza w Sławie i że materiał warto z tego przygotować. Czasami Henryk opowie jakiś dowcip. Dowcipów nie lubię, więc uśmiecham się dla zachowania równowagi w naszych zawodowych relacjach. Kiedy dwa tygodnie przed koncertem Henryk zapowiadał przed kamerą Zw wczorajszy koncert, to proszę mi wierzyć, twarz Henryka przybrała inny wyraz. Inaczej usta układał do słów, inaczej się uśmiechał, był tajemniczy trochę, trochę niepewny, trochę szczęśliwy, a trochę taki, jak zawsze, czyli taki, na ile chce dać się poznać.
Gdziekolwiek jestem, to mnie nie ma
Zdaję sobie sprawę, że wszyscy, niemal bez wyjątku pracujemy, obowiązki rodzinne się tloczą, inne, wszelakie. To czasami ma sens, a czasami nie. Przynosi jakąś satysfakcję, a innym razem jedynie irytuje. Nie wiem kto to wymyślił, ale na pewno nikt mądry. Przy okazji wykonywania obowiązków zawodowych i innych, codziennych, targamy ze sobą wszędzie swoją wrażliwość. Czasami ta wrażliwość jest ciemną otchłanią, a może czasami nie, nie wiem, znam tylko swoją dobrze. Lepiej do niej nie zaglądać. I nie dlatego, że można się przerazić, bo można, ale nie warto jej zgłębiać, kiedy człowiek rozgląda się dookoła i nie dostrzega nikogo o podobnej otchłani. Wtedy, gdziekolwiek jest, to go nie ma. Wielu jednak moim przyjaciołom często powtarzam, że głębina przyzywa głębinę, jak pisał Dawid w jednym z psalmów. Nie musi to być zaraz otchłań. Wystarczy, że jest coś prawdziwego w człowieku, co z jakichś powodów się ukrywa albo się z tym szczególnie nie obnosi. Zawsze, kiedy widzę drugą osobę w tej prawdziwej roli, to mam ochotę głęboko się przed nim pokłonić, popłakać z nim lub pomilczeć, pośmiać się lub wzruszać. I tak właśnie czułem się wczoraj, w Barze u Dudka, w Sławie, na koncercie Heniu i Przyjaciele. Dziękuję za ten wieczór. Bez wyjątku wszystkim wykonawcom na czele z Heniem Cyranem.
Gdziekolwiek jesteś, wyjdź za bramę/idź na pola, słysz wołanie, to ja wołam
Ten koncert przypomniał mi, że można oswajać swoje otchłanie. Nie jestem właściwie tego pewien czy można, ale przynajmniej warto próbować. Tylu ludzi wczoraj prawdziwych widziałem i słuchałem. Przypomniałem sobie, że niekoniecznie trzeba się ukrywać, włosy sobie wyrywać, nie spać po nocach Że można, podobnie jak Heniu Cyran, mieć przy sobie muzykujących przyjaciół i od czasu do czasu wyrywać się z maligny i pustyni, czyli ze świata, któremu na co dzień, prawdziwość i wrażliwość jest zbędna i do niczego nieprzydatna.
Ps. Poniżej Tomasz Łuczak w utworze ,,Gdziekolwiek”. Po wysłuchaniu wczoraj tej interpretacji, to wykonanie jest tak blisko mnie, że chyba bliżej być nie może.