Spór między rozdawnictwem a skąpstwem

W poprzednim artykule starałem się opisać sytuację wschowskiej oświaty na poziomie szkół podstawowych, pokazałem stanowiska, uogólniając je, jak to tylko jest możliwe, ale też próbując oddać najlepiej dwa obowiązujące dzisiaj stanowiska w sprawie oświaty, które funkcjonują, czy tego chcemy, czy nie, u podstaw myślenia o tym, jak wprowadzić reformę w życie.

Zdaję sobie sprawę, że problem jest bardziej zniuansowany i można by na tych szczegółach się skupić, opisując je dokładnie, upominając się o nie. I jak obserwuję dyskusję na temat zmian w oświacie, to rzeczywiście część osób, biorących udział w tej dyskusji, skupia uwagę na niuansach, typu: marznące dzieci na przystankach, tamta władza, to chciała, ale się bała, a i tak by zrobiła to, co obecna, my chcemy szkół wiejskich, a nie miejskich, itp., itd. Skupianie się na tym jest oczywiście potrzebne, artykułowanie tych szczegółów również, ale w mojej ocenie, bardziej te wypowiedzi oddają stan emocji niż realną sytuację. Jeżeli skupimy się na emocjach, na szczegółach, niuansach, a nie zobaczymy całości oraz tych dwóch głównych stanowisk, które ścierają się między sobą, to nie wyjdziemy poza zaklęty krąg oburzenia, umacniania języka emocji i szukania dla niego nowych dróg ujścia. Takie podejście, myślę, prowadzi jedynie do pogłębiającej się polaryzacji. A mnie, prawdę mówiąc, ten stan dyskusji mniej interesuje. W związku z tym też nie będę się temu poddawał. Bardziej mnie interesuje to, co jest i co ewentualnie można skorygować, jeżeli w ogóle jest to możliwe.

Przypomnę, że mamy taką oto sytuację. Od września 2017 roku w zaproponowanych przez urząd we Wschowie rozwiązaniach ruszą trzy szkoły podstawowe we Wschowie wraz z filiami w Łysinach, Konradowie i Siedlnicy, Lginiu i Osowej Sieni. Mielibyśmy więc trzy 8-klasowe szkoły podstawowe w mieście i klasy 1-3 (wraz z Oddziałami Przedszkolnymi i dwoma Punktami Przedszkolnymi) w miejscowościach wiejskich. Po spotkaniu klubów radnych pojawiła się propozycja utworzenia 8-klasowych szkół w Osowej Sieni i Lginiu. Z tym rozróżnieniem, że więcej było głosów za Osową Sienią niż Lginiem. I takie są fakty. Na tę sytuację nałożyłem w poprzednim artykule dwa stanowiska, które rysują się nie tylko po spotkaniu klubu radnych, ale od dłuższego czasu. Dwie idee – jedna, w skrócie, polega na tym, aby jednak brać pod uwagę wartości, a nie finanse, rozmawiając o szkolnictwie, drugie stanowisko, które mówi rozmawiajmy o wartościach, ale jeżeli są nieopłacalne, to z nich zrezygnujmy.

W tym miejscu warto na chwilę się zatrzymać. Te dwie idee/dwa stanowiska (w mojej ocenie skrajne, ale innych do tej pory nie udało się wypracować na terenie gminy) stanowią od lat w gminie oś sporu. I są odpowiedzią na pytanie, jak i na co wydawać publiczne pieniądze. Pierwsza idea, związana z poprzednim obozem władzy, na wielu poziomach życia publicznego, wyrażała się właśnie w ten sposób: finansujmy wartości niematerialne. Druga idea, związana z obecnym obozem władzy mówi: wydajemy publiczne środki tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli ich konsumpcja ma jakikolwiek ekonomiczny sens. Jeżeli nie ma sensu, to nie wydajemy pieniędzy. Gdyby pejoratywnie nadać znaczenia tym dwóm stanowiskom, to musielibyśmy powiedzieć, że jedna filozofia zarządzania gminą sprowadza się do rozdawnictwa, druga filozofia do skąpstwa. Wszystko to, co dzieje się od lat w przestrzeni publicznej, artykuły, które pojawiają się po jednej lub po drugiej stronie, mniej lub bardziej wyszukane, mniej lub bardziej stronnicze, mniej lub bardziej szkalujące drugą stronę sporu, sprowadzają się w gruncie rzeczy do tych dwóch stanowisk, które opisałem wyżej. A że są to stanowiska skrajne, to często też dochodzi do skrajnych postaw wobec siebie (patrz tekst: Grabieżcy, czy z drugiej strony akcja referendalna).

I to jest, po dwóch latach rządzenia obecnej pani burmistrz, punkt, w którym gmina się znajduje. Spór trwa w najlepsze i przy takich sytuacjach, jak reforma oświatowa, znowu widać jak na dłoni dwa wyraźne stanowiska. Jeżeli będziemy mieli to na uwadze, to moim zdaniem, uda nam się pominąć niepotrzebne emocje.
I tutaj znowu muszę dodać: dzisiaj, ale dopiero dzisiaj, nie oceniam tych stanowisk. Dostrzegam, że takie się zarysowały, a właściwie funkcjonują od lat. Że toczy się między nimi spór. Nie interesuje mnie też które z tych stanowisk jest lepsze, a które gorsze. Moim zdaniem, to nie ma znaczenia jeżeli chcemy szukać optymalnego rozwiązania. Po prostu trzeba pogodzić się z tym, że na terenie gminy mamy dzisiaj do czynienia z takimi punktami widzenia. Emocje tego nie zmienią, przepychanki, ani memy lub jakakolwiek inna aktywność, chyba, że byłaby próbą rozrysowania innego podejścia do gminy, a w tym konkretnym przypadku do szkolnictwa. Ale póki co tego nie dostrzegam, tzn. nikomu do tej pory nie udało się opisać gminy w inny sposób, niż czynią to te dwa, lokalne obozy polityczne. I nie jest to dziwne, ponieważ innych liczących się politycznych obozów nie ma. Te mniejsze, które funkcjonują w ramach Rady Miejskiej nie wypracowały na tyle spójnego i nośnego planu na gminę, aby był brany pod uwagę. Raczej wspierają jedną lub drugą filozofię myślenia o gminie niż kreują własną, odrębną.

I na koniec tego niestety długiego wstępu (jeżeli Czytelniku dotarłeś do tego momentu, to gratuluję i uprzedzam, że to nie koniec) muszę koniecznie dodać jeszcze jedną zmienną, którą moim zdaniem należy brać pod uwagę, rozmawiając o planach na 2017 rok. Tą zmienną są korzyści polityczne. Musiałbym być naiwny, aby myśleć, że we Wschowie żaden z lokalnych polityków nie kieruje się politycznymi korzyściami, że rozważając sytuację oświaty, zapomina o wyborach samorządowych w 2018 roku. Gdyby tak było, to chyba taka osoba nie byłaby lokalnym politykiem, a społecznikiem. To też nie jest zarzut, że myśli się o tym, w jaki sposób wybór tej lub innej szkoły wpłynie na wyborcze szanse tego lub innego lokalnego polityka. Dlatego w poprzednim artykule zwróciłem i na to uwagę, pisząc, że skoro istnieje takie ryzyko, to nazwijmy je po imieniu i spróbujmy je ograniczyć do minimum. I temu ograniczeniu poświęcę resztę artykułu*.

* Fragment tego artykułu powstawał w dniu, kiedy dotarła do wszystkich wiadomość, że pani burmistrz spotkała się z Lubuskim Kuratorem Oświaty. Był pisany z myślą zamieszczenia go na portalu Zw.pl. Informacja, jaka pojawiła się po spotkaniu z kuratorem oświaty, wytrąciła mi z rąk resztę artykułu. Publikuję ten fragment, ponieważ jestem przekonany, że dobrze oddaje, wyznacza granice sporu, jaka ma miejsce od lat w gminie. Jednocześnie wierzę, że można na bazie tych dwóch skrajnych obozów sporu, wypracować trzecią drogę. I to w mojej ocenie broni ten fragment, nawet jeżeli dzisiaj zamieszanie wokół reformy oświatowej na terenie wschowskiej gminy osiąga chwilami absurdalne rozmiary.

Dodaj komentarz