W piątek M. proponuje Once. Nie znam Once, M. również. Mnie wydaje się, że już to widziałem i kojarzę z jakąś amerykańską produkcją sprzed co najmniej 7 lat, M. kojarzy Once tylko dlatego, że to ulubiony film J., znajomego M. ze studiów. J. – mówi M. – wyżej ocenia Once niż La La Land (za chwilę wprowadzę więcej imion i przyjdzie Bóg S., który w tym znaczeniu Bogiem nie jest i zaniepokojony liczbą imion, których w tym tekście nie ma, bo operujemy tutaj jedynie ich odpowiednikami w kształcie spółgłosek zakończonych kropką; więc wymiesza ten Bóg S. kropki z przecinkami, a w miejsce znaków zapytania powstawia średniki i znowu zaczniemy mówić do siebie w obcych językach).
Wiem o czym jest La La Land, nie wiem o czym Once, ale skoro J. porównuje te filmy, to pewnie fabuła – myślę zanim zdecydujemy się na Once – sprowadza się do tego samego: popkultura unieszczęśliwia, tak jak Bóg S., który Bogiem nie jest.
W międzyczasie, zanim napisy na ekranie przeminą, bo wszystko jest ulotne i marne, myślę o różnicy między organizacją pozarządową, a lokalnym samorządem. Z obliczeń wynika, że różnica jest zasadnicza. Samorząd w osobie wiceburmistrza zaprasza na pokaz slajdów eksperta od prawa oświatowego D., a organizacja pozarządowa w osobie szefa Twórczych Horyzontów zaprasza również na pokazy slajdów podróżników, których imion jest wiele, jak imion Boga w Starym Testamencie. Problem polega na tym, że pokaz slajdów D. większość kwestionuje, a pokazy slajdów podróżników, których imion jest wiele, niczym imion starotestamentowego Boga, kwestionować nikt nie zamierza. Wniosek z tego taki, że lepiej by było, gdyby samorząd, reprezentowany przez wiceburmistrza zaprosił na pokaz slajdów do Urzędu podróżnika, a organizacja pozarządowa w osobie szefa TH miała wolną rękę przy podejmowaniu decyzji, czy pokaz slajdów eksperta od oświaty nadaje się na festiwal podróżników, czy też nie.
W każdym razie oglądamy z M. Once. M. po 40 minutach pyta, czy coś w tym filmie się wydarzy. Nie wiem, bo nie oglądałem wcześniej Once, pomimo tego, że wydawało się, że i owszem, widziałem, bo kojarzyłem nie wiadomo dlaczego z amerykańską produkcją sprzed 7 lat. A przecież Once jest starszy, więc pomyłka. Poza tym ten film, z którym pomyliłem Once, to pewnie by się M. podobał, bo tam się wydarzało, a w Once rzeczywiście wydarzać się nic nie może, bo założeniem filmu jest brak wydarzania się. Taki marksistowski film – powiedziałbym, gdybym był marksistą – który przez to, że nic się w filmie nie dzieje, krytykuje agresywny kapitalizm.
W każdym razie Once kończy się awanturą. M. pisze do J., że film chujowy. Chipsy nam się kończą. Jest późno. Też bym do kogoś napisał, że Once jest chujowy, ale nie mam do kogo. Poza tym ani przekaz z La La Land, ani z Once, którego idea jest identyczna, nie przekonują mnie. A jednak zbliżają się walentynki, a dwa ostatnie filmy, które obejrzeliśmy razem z M. próbują nas przekonać, że miłość jest jak pokaz slajdów eksperta od oświaty.