On ma rozmowy, a one się nie kończą. On ma stany zjednoczone lamp nocnych na podłodze, drawy, nikle i krzyże z brzozy. By może o tym nie wspominał, ale czuje się do tego przygotowany. Grzegorz Braun, idol wschowskiej i nie tylko wschowskiej skrajnej prawicy, powiedziałby, gdyby by powiedzieć chciał, że predestynowany on jest. Predestynowany. Że nie ma odwrotu od tego, że się nim jest, chociaż nikt nim nie zamierza zaraz i przecież i gdyby i żeby być, i nim. Żeby nim być nie ma ochotników. Kwalifikacje wojskowe to nie są, nie sprawdzą się, ani przetargi, ani konkursy na stanowisko, ani z tego publicznych pieniędzy, ani na tacę, sanktuarium z tego nie powstanie, z niego nawet kawy nie sposób zaparzyć, bo mu się skończyła nad ranem, kiedy się tego nie spodziewał.
On usłyszy, że to martwe jest. Bo ma takie łącza, światłowody, czy jak im tam – takie możliwości – że może usłyszeć, że to martwe może być. Bo w ich przedsionkach, na schodach – gdyby usiadł – światłowodów, w ich piruetach, niekoniecznie klasycznych (ale to bez znaczenia), on jeszcze mógłby nie wiedzieć, że światłowodami rozlewa się, rozlewa i rozlewa jego brak.