(Za każdym razem, kiedy myślę, że wszystko już w tej historii zrozumiałem, że wiem więcej niż ktokolwiek do tej pory pisał o tej sprawie, chociaż przeczytałem najmniej ze wszystkich osób, które poświęciły temu znacznie więcej czasu, zaglądam do dokumentu Sławomira Cenckiewicza i Grzegorza Majchrzaka z 2003 roku. Do ich ,,Wielkiej Manipulacji”. Z sześciu stron tego dokumentu bije taka pewność, kompletnie sprzeczna z moimi intuicjami, że za każdym razem zbija mnie z tropu).
14 maja 1983 roku umiera niejaki Grzymek, czy Przymek Grzegorza (s. 32), w każdym razie syn tej Barbary Sadowskiej ze Związku Literatów Polskich. Chłopak miał 19 lat. Za mało, żeby coś w życiu osiągnąć. Ale na tyle dużo, żeby trochę narozrabiać. Nic tam znowu szczególnego. Zwykłe perturbacje, które zdarzają się każdemu nastolatkowi. Na ścianie swojego pokoju zieloną kredką wykaligrafował kiedyś wiersz Rafała Wojaczka. Nie wiadomo, czy matka była o to zła, że bazgra po ścianach, raczej nie, bo przecież miała ten Związek Literatów Polskich. Grał na gitarze, pił alkohol, palił papierosy, wąchał klej, trafił na odwyk w wieku 15 lat. Sprawiał trochę kłopotów wychowawczych. Życiorys jakich wiele. Pomimo tego chłopak na stałe wpisał się w tragiczną historię współczesnej Polski. Stało się tak za sprawą kilku zwyrodniałych funkcjonariuszy z komisariatu na Jezuickiej w Warszawie, gdzie Grzymek, czy Przymek Grzegorza został pobity ze skutkiem śmiertelnym. Nikt już nie będzie przekręcał jego nazwiska, tak jak ten dziennikarz, który 14 maja zadzwonił do komisariatu i pytał o pobitego Grzymka. Nie. Od tej pory każdy będzie wiedział, że synem Barbary Sadowskiej, pobitym ze skutkiem śmiertelnym był Grzegorz Przemyk, 19-letni chłopak. Maturzysta.
Kilka dni po śmierci nastolatka, pewien pułkownik z kontrwywiadu wojskowego powie, że świat jest tak jakoś zwodniczo poukładany, że w komisariatach na całym świecie znaleźć można funkcjonariuszy sadystów. Smutna to skądinąd prawda, ale lepiej znać fakty, jakie by one nie były, niż karmić się rojeniami. W każdym razie podpułkownik nie ma złudzeń. Polska Rzeczpospolita Ludowa nie jest tutaj wyjątkiem, sadystów, którzy doprowadzili do śmierci 19-latka, trzeba ukarać, a przy okazji dobrze by było, żeby sprawę poprowadził prokurator, który sympatyzuje z opozycją.
Jest jednak już za późno. Opozycja w kraju ma swoją wersję zdarzeń. Właściwie od chwili śmierci chłopaka jest ona powielana i powtarzana. Grzegorz Przemyk został zabity przez sadystów – tutaj pełna zgoda, ale nie dlatego, że w każdym komisariacie na świecie znajdą się funkcjonariusze sadyści. Nie. Powód jest inny. To zemsta na matce, bo matka jest z opozycji. Sprawa ma zatem wymiar polityczny, a nie, jak chciałby tego podpułkownik kontrwywiadu, uwarunkowana kontynentalnym sadyzmem służb mundurowych. A skoro mamy do czynienia z polityką, obowiązują inne reguły, inne priorytety, inne imponderabilia wchodzą w grę. Nie chodzi o sadystów – chociaż o nich również, ale to tak przy okazji. W polityce – i tutaj rację ma w pewnym sensie podpułkownik kontrwywiadu – w każdym miejscu na świecie opozycja domagać się będzie delegalizacji partii rządzącej, oddania władzy, a na koniec ukarania winnych, bo winnych ukarać może tylko opozycja u władzy, a nie skompromitowana władza, na której zlecenie morduje się dzieci, żeby zastraszyć ich matki. Innego rozwiązania w polityce nie ma. Innych reguł nie ma. Cel jest wyraźny, a sposób, w jaki się ten cel osiągnie, to już sprawa drugorzędna. Chodzi o to, żeby ta polityczna machina była dobrze naoliwiona. A, żeby taka była, trzeba do tego zaciągnąć wszystkie znane woły: kościół, media, społeczeństwo i autorytety. Od tego momentu zaczyna się polityczna wojna gangów. W jej rezultacie winni pobicia ze skutkiem śmiertelnym nigdy nie zostaną ukarani, niewinni stracą zdrowie, partia nie odda władzy, a opozycja zapomni o opozycjonistce Barbarze Sadowskiej zaraz po jej śmierci. Dla jednych będzie zbyt rozrywkowa, dla innych zbyt konserwatywna. Jerzy Urban będzie miał widzenie, prorokując, że każdy kto walczy z socjalizmem ogłoszony zostaje przez opozycję osobą wybitną. Ten przebłysk wnikliwej oceny sytuacji wroga nigdy nie straci na aktualności, chociaż w przypadku Sadowskiej niezupełnie się potwierdzi. Opozycja zaniesie jej wizerunek w jedynie jej znany, martyrologiczny i ofiarniczy zaułek historii, a kiedy to nie przyniesie skutku podczas politycznej wojny, wypluje Sadowską na śmietnik.
Po trzydziestu kilku latach od śmierci chłopaka reporter Cezary Łazarewicz będzie sondował, czy któreś z wydawnictw zechce wydać książkę poświęconą tak zwanej sprawie Grzegorza Przemyka. Wszystko już w tej sprawie powiedziano i napisano – usłyszy reporter, ale Łazarewicz jest uparty i w końcu książkę wyda, rok później otrzyma za nią literacką nagrodę Nike. Z wywiadów, jakich Łazarewicz udzieli przy okazji ,,Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” okaże się, że chłopak, jakich wielu, Grzegorz Przemyk nie był jednym z wielu, był jednostką wybitną i stan ten osiągnął już w wieku 16-17 lat, czytał francuskich poetów i Czesława Miłosza, znał Michnika, Kuronia i Woroszylskiego, a nawet Związek Literatów Polskich, cokolwiek miałoby to oznaczać. Gdyby Przemyk dożył lat 90-tych XX wieku, miałby mocny start i w ogóle był ten chłopak zadziwiająco dojrzały.
Dużo się zmieniło od 14 maja 1983 roku, kiedy to jakiś dziennikarz, nie wiadomo jaki, ale może by się w końcu ujawnił po latach, dzwoniąc na komisariat milicji, nie zdawał sobie sprawy, że osoba, o którą pyta, niejaki Grzymek, czy Przymek Grzegorza, to żaden tam syn tej od Związku Literatów Polskich, tylko chłopak pełną gębą, który trzy lata wcześniej osiągnął był status wybitnej jednostki. Właściwie można by – mówiąc językiem Jerzego Urbana – według tego wzoru edukować współczesne matki. Dziecko niech czyta w młodości dekadenckich poetów, niech sięgnie po jakiegoś w miarę współczesnego noblistę, może po J.M. Coetzee’ego, a jak ci matko jakiś sadysta policjant ukatrupi dziecko, to będziesz przynajmniej spokojna o to, że prasa, reporterzy, media podniosą ci dziecko, jakie by nie było, do poziomu wybitności.
Zresztą, nie ma znaczenia, jaką gombrowiczowską gębę przyprawia się przy okazji tak zwanej sprawy Przemyka każdej z osób, które biorą w niej udział. Ważne jest czy Łazarewiczowi udało się zajrzeć poza te tekturowe dekoracje, które od 1983 roku z uporem godnym lepszej sprawy, wystawia się na pokaz, licząc na precyzyjnie obliczony wachlarz emocji. Owszem, Łazarewiczowi udaje się od czasu do czasu wskazać czytelnikowi tropy, które mogłyby pomóc przejrzeć tę historię od nowa, bez zbędnych emocji i politycznych sympatii, ale z jakichś powodów teza, z jaką autor porusza się po różnych wątkach sprawy Przemyka, wnioski, jakie wyciąga, za każdym razem eliminują taką możliwość.
Może dzieje się tak dlatego, ponieważ opozycji z czasów PRL-u nadal przysługuje parasol ochronny, który celnie wyraziła Marta Stremecka w rozmowie z Jerzym Urbanem, mówiąc, że jedna ze stron w przypadku sprawy Przemyka była zdecydowanie silniejsza. Słabsza strona, czyli opozycja miałaby dzięki temu ulec rozgrzeszeniu, pomimo tego, jak mówi Jerzy Urban, że ,,(…) to jest sprawa typowo podręcznikowa jak złe intencje polityczne jednej strony tworzą złe intencje polityczne drugiej strony” (233 str.).
W reportażu Łazarewicza pojawiają się dwa medialne doniesienia po śmierci Przemyka, dzięki którym poznajemy intencje polityczne jednej/słabej i drugiej/silnej strony. Dwa dni po śmierci Grzegorza Przemyka Radio Wolna Europa nadaje: ,,Sam fakt, że właśnie Grzegorz Przemyk, a nie ktoś inny z grupy zatrzymanych przez MO kolegów padł ofiarą tego kolejnego milicyjnego samosądu, nie był i nie mógł być tragicznym przypadkiem – (audycja z 16 maja 1983 roku) – s. 34.
Pierwsza informacja w polskiej prasie o zatrzymaniu Przemyka pojawia się 17 maja w ,,Życiu Warszawy”: ,,Funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej zatrzymali na placu Zamkowym dwóch nietrzeźwych, awanturujących się mężczyzn: Cezarego F., lat 23 i Grzegorza P., lat 19. Ze względu na nienaturalnie agresywne zachowanie się Grzegorza P. oraz posiadane przez niego obrażenia funkcjonariusze wezwali do zatrzymanego karetkę pogotowia. Grzegorz P. został przewieziony do siedziby pogotowia przy ul. Hożej. W czasie jazdy awanturował się w karetce i załoga zmuszona była do zastosowania siły dla jego uspokojenia.”(s. 35).
Media po jednej i drugiej stronie (i tej słabej, i tej silnej) od samego początku urabiają opinię publiczną. Każda ze stron ma do odegrania określoną, polityczną rolę. Wolna Europa nie miała na temat śmierci Przemyka, bo i nie mogła mieć, żadnej wiedzy o zbrodniczych motywach drugiej strony, by rozstrzygać tę kwestię tak jednoznacznie. A jednak z jakichś powodów sugerowała, że cała ta sprawa została ukartowana. Opozycja widzi w tym polityczną sprawę i jest to jej na rękę. Cały świat dowie się za chwilę, że władza PRL-u mści się na opozycjonistce/opozycji, mordując jej syna. Władza PRL-u za wszelką cenę będzie chciała pozbyć się tej roli. Wymierzy w Sadowską, Cezarego F., samego Przemyka i w inne, postronne osoby, które były świadkami tego tragicznego w skutkach przypadku, najcięższe działa. Nie zmienia to jednak faktu, że obie strony będą kreowały rzeczywistość dla swoich celów. Minie ponad 30 lat od tego zdarzenia, a o Grzegorzu Przemyku będzie się mówiło, że był wybitną jednostką, a Barbara Sadowska – opozycjonistką i poetką. Ta słabsza ze stron ostatecznie wygra walkę o wizerunek, przegra bój o ukaranie sprawców pobicia Grzegorza Przemyka ze skutkiem śmiertelnym. Silniejsza ze stron wygra bój o sprawców (winni nie zostaną ukarani), przegra o wizerunek. Każdy coś na tym ugra, każdy coś przegra. Patrząc na to z perspektywy politycznych korzyści, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie ma w tym konflikcie słabszej i silniejszej strony. Na scenie pojawiły się dwa polityczne gangi, z których żadna ze stron ani razu nie uchyli się przed ciosem, ani razu też nie zawaha się, żeby cios wymierzyć.
(to fragment jest bez przypisów, bo przypisy będą później)