Przyjęło się, że część konfliktowych, z pozoru nierozwiązywalnych sytuacji wyjaśnione mogą być tylko przez tolkienowski powrót króla, galaktyczny powrót Jedi lub ponowne przyjście chrześcijańskiego Jezusa. Tak przynajmniej twierdzą teksty kultury – religijne i świeckie. Tego samego nie można spodziewać się już po powrocie syna marnotrawnego. Tutaj, owszem, następuje powrót, ale raczej niechciany i niewymarzony, aczkolwiek konieczny i wynikający z tak zwanej prozy życia. A jak oczekuje się czegoś ważnego, co nie jest powrotem, tylko przeświadczeniem, mglistą pewnością, że istnieje coś więcej ponad to, co do tej pory się wydarzyło, co się poznało, przeczytało, doświadczyło, czego jednocześnie nie sposób precyzyjnie i jednoznacznie wyrazić, jak to ma miejsce w Czekając na Godota, to okazuje się, że nic takiego nie jest przewidziane w strukturze wszechświata. Szybciej można spodziewać się, że wróci coś znanego, ktoś oczekiwany, niż wydarzy się niesprecyzowane, nieprecyzyjne i niejednoznaczne.
Wbrew pozorom kategoria powrotu tolkienowskiego króla, galaktycznego Jedi czy chrześcijańskiego Jezusa wpisuje się w historię marnotrawnego syna.
Liczy się tylko to, co nie jest przewidziane, przepowiedziane i oczekiwane. Czego nie ma w strukturze wszechświata, a pomimo tego i tak w tej strukturze od zawsze jest.
Dodaj komentarz