A niech się i tak stanie, czyli Stachuriada 2018

Tak sobie myślę o tegorocznej Stachuriadzie i myślę. A co. Będę myślał, może nawet do jutra, a nie przestanę póki się nie namyślę lub (ewentualnie) wszystko już wymyślę i na koniec wyparuję. A niech się i tak stanie.

Od lat mam zgryz, bo nie wiem, czy Stachurę mogą wszyscy sobie ot tak śpiewać. Te jego jest już za późno i nie jest za późno, to jego warto i nie warto, ten jego oddech i bezdech, to jego życie i nieustanny jego brak, czyhający/zakradający się/tlący za każdym porankiem/nocą/południem bez przerw na odpoczynek. Kto to może wyśpiewać? Niby każdy, bo przecież amatorów Stachury jest bez liku, Rzadko jednak ktoś się mierzy z paradoksami jego utworów, bo też nie da się tego wypracować w precyzyjnym jak skalpel higienicznym świecie, którego budowle powstają tak wysokie i słuszne, tak obiecujące, jakby poza nimi nie było innego świata. A jeżeli nawet by był, to te sztuczne/liberalne światy przecież niosą słodką obietnicę utraty świadomości, że jest coś poza nimi. Więc od lat mam ten zgryz, że się tak czy siak Stachurę z nowoczesnego świata wypycha na jego krawędź, poza horyzont. No jest z tego Stachury imigrant, który, jak mówi jedna z ważniejszych osób w tym kraju, taki imigrant Stachura nie tylko, że ciągnie za sobą nieznane choroby, to jeszcze ma w sobie te pasożyty i pierwotniaki, które dla niego samego groźne już nie są, ale dla innych groźne być już mogą. Kto by zaryzykował tak żyć, żeby tak śpiewać? Gdyby jednak ktoś by taki się znalazł, zapewne Stachuriadę trzeba by wtedy natychmiast zdelegalizować i nowe już życiopisanie opiewać na grochowickim polu, jak mówi pewien młody dziennikarz z pewnej niemłodej już redakcji, pod wielkim dachem nieba.

Ale póki co, póki życie Stachury jest niedostępne na półkach dyskontów, sieci handlowych, na weekendowych spotkaniach korporacji, w urzędowych, niespiesznych pismach do mieszkańców, póty niech nam Stachuriada żyje bez końca.

ps. Poniżej jedna z gwiazd drugiego dnia Stachuriady

Dodaj komentarz