Kot mnie zadrapał, jak mu nieżywą ćmę niosłem na śniadanie. Ćma pod parapetem od godzin wieczornych leżała martwa. Nie powiem, do podłogi się przykleiła. Wraz z ćmą zmieniłbym i podłogę, ale nie ma, jak to mówią, za co jej zmienić. Więc ćmę dostarczyłem kotu, a podłogę zostawiłem. Mówią na mieście, że nie ma kota, pana Boga nie ma, ale ślady na duszy i ciele już tak. Są. Chociaż staram się nie wypowiadać na ten temat, bo mnie opiszą w lokalnej prasie. Wystarczy, że znam zabójczynię ciem, która jednym klaśnięciem, ćmę powala na podłogę. Od tego podłoga się klei, ale, jak to mówią, łatwiej pozbawić się ćmy niż zmienić całą podłogę. Dlatego idźcie na Dźwięko Działkę, spotkacie tam ćmy i zabójczynie ciem.
Od godzin wieczornych do samego rana na podłodze leży też Thomas Bernhard. Serce mnie od tego boli. Lekarze twierdzą, że jak serce przyspiesza, to życie się przez to nie wydłuża. Ciut nawet krótsze może się wydać w ostatecznym rozrachunku. Na ten temat też nie mam zdania. Potrzebuję czasu, żeby się do tego ustosunkować, innej perspektywy, żeby na to spojrzeć i się nie pomylić. Tyle razy już się myliłem, że na koniec odnoszę wrażenie, że jedna pomyłka więcej może o czymś istotnym zadecydować. A nie chciałbym zdawać się tego lata na taką niewiadomą. Tego lata chciałbym się wygrzewać, bo nigdy nie wiadomo, czy następnego lata będą słońce, morze, góry i lasy. No na pewno będzie Bernhard, bo jego już nie ma. Dlatego idźcie na Dźwięko Działkę, życie wam się wydłuży wbrew powszechnym opiniom lekarzy.
Mam to, co chciałem, a będę miał jeszcze więcej. Na blogu Michała Okońskiego, polecanym skądinąd przez Adama Muszkietę, autor przywołuje dość niejednoznaczną opowieść biblijną o talentach. Według niej Didier Deschamps i Robert Martinez są wygranymi, a Joachim Loew już nie. Mam wiele zastrzeżeń do biblijnych opowieści, ale do tej to już szczególnie. Owszem, moi znajomi mają np. talent do wyszukiwania w lokalnych dyskontach niestworzonych produktów, nadających się do spożycia. Tak im się trafiło w życiu. Potrafią cierpliwie między półkami, kodami i cenami wyszukiwać kalifornijskie przyprawy, zakwasy, sery, owoce morza i to, jak mówią, za bezcen, które dla mnie nie istnieją, nawet gdy pojawiam się tam zaraz po nich. Chociaż ich nie śledzę przecież, a mógłbym, bo znamy się od dawna i nawet gdybym za nimi podążał krok w krok, to i tak nikt by się niczego nie domyślił. Więc dlaczego miałoby tak być, że na koniec czasu i pół czasu oni dostaną jeszcze więcej wymyślnych potraw i przypraw z lokalnych dyskontów za bezcen, a mnie, który nic tam znaleźć nie może i to co znajdzie, zostanie odebrane? To chyba ktoś tutaj niekoniecznie dobrze spał, żeby taką egzotyczną prawdę stworzyć o panujących stosunkach na świecie. Dlatego idźcie na Dźwięko Działkę, bo tam te zasady nie obowiązują. Będzie wam dane.