Motto:
Marzy nam się spokój
(Kobieta z wydm, Urwisko)
Tuż przed powrotem do Wschowy, z eM. wracaliśmy z Polan, przeczytałem przypadkiem, że nie ma już Polski (później to sprawdziłem i rzeczywiście coś w tym było). W samochodzie mówiłem (do nas, do eM., do siebie), że niby wracamy, niby jest słonecznie, niby nie ma korków i niby omijamy co bardziej remontowane drogi. A pomimo tego powrotu, który mijał nam bezkolizyjnie, przyzwyczajałem nas, że to, co widzimy a tym bardziej to, czego nie widzimy, bo tak zaplanowaliśmy powrót, żeby to, czego nie chcieliśmy zobaczyć i jednocześnie ominąć, a więc i tego, i tego – że chyba wszystko wskazuje na to, że Jej już nie ma. Przynajmniej tak przeczytałem zanim wyjechaliśmy. Że nie ma już Polski. Potem to sprawdziłem. I rzeczywiście coś w tym było.
Remanent musiałem też przy okazji wykonać. W sensie, że w głowie coś poprzestawiać na okazję jednego dość ważnego szczegółu. Bo jak Polski by nie było, to i pewnie – trzeba to sobie/przed sobą wyjaśnić – Wschowy także, miejsca, któremu oddałem ponad siedem lat swojego zawodowego i prywatnego życia również, może nawet i Biedronki już nie ma, którą przecież nie tak dawno odremontowano, nie zakładając zapewne, że Polski za chwilę nie będzie. W ogóle jej nie będzie. Była, ale kiedyś, dzień, dwa dni temu jeszcze. Ale kto by pamiętał takie zaprzeszłe czasy. I musiałem to w sobie ustalić. Czy jak tego wszystkiego już nie ma, a my wracamy do miejsc, do których, jak szczęśliwie wrócimy, już nie będzie, to czy to dobrze dla nas, czy nie wiemy za bardzo, czy jak? I wyjaśniłem to sobie/przed sobą, że akurat jeżeli tak ma się skończyć historia Polski, że wraz z nią nie będzie Wschowy oraz miejsca, któremu oddałem ponad siedem lat swojego życia zawodowego i prywatnego – tzn. życia po prostu, od rana do wieczora, od poniedziałku do niedzieli i że Biedronki tej odnowionej zabraknie, to może i dobrze. To może niech i tak będzie. To może i lepiej.
Zapomniałem jednak, a dzisiaj przypomniałem sobie, a właściwie – bo późna pora – wczoraj to wszystko się dokonało niespiesznie, że przecież przed wyjazdem do Polan, planowaliśmy w końcu zobaczyć/wysłuchać Dźwięko Działkę. A wyjście na Dźwięko Działkę omówiliśmy na długo zanim przeczytałem przypadkiem, że Polski już nie ma.
Czasami plany są jak starożytne budowle. Cokolwiek by się nie działo, wojny husyckie, reformacja, rozbiory, obozy koncentracyjne, plany pozostają bez zmian. No za cholerę nie sposób ich zmienić.
Więc poszliśmy. W piątek. Po powrocie z Polan, bez względu na to, czy Polska jest, czy jej nie ma, czy była i czy jej nie będzie. I nawet jeżeli miałem w ostatnim czasie takie poczucie, że nie ma już żadnych miejsc, gdzie można by się ukryć, to my z eM. takie miejsce znaleźliśmy. I była to Dźwięko Działka. Szkoda, gdyby was to ominęło, szczególnie teraz, kiedy może nie być już Polski dla jednych, przy Jej istnieniu dla drugich. Takie mamy czasy, że Polska jest i jej nie ma jednocześnie. Na szczęście nie ma tych problemów Dźwięko Działka.