Okazuje się, że komentarze, które pojawiły się na Zw.pl pod artykułem o tym, że radni chcą rozmawiać z burmistrzem na temat oświaty, pobudziły wyobraźnię lokalnych polityków. Nie treść artykułu, ale właśnie komentarze. Sam burmistrz mówi – proszę spojrzeć na reakcje pod artykułem. Miałby to być dowód na to, że sprawa oświaty jest delikatnym tematem.
Czy rzeczywiście problemem są komentarze pod artykułem o oświacie lub emocje, jakie artykuł wywołał? Gdyby poważnie te uwagi traktować, należałoby – a wszyscy to jeszcze pamiętają – zrezygnować na przykład z dyskusji podczas wyborów samorządowych. Tam dopiero jest wysyp komentarzy. Od lewa do prawa. Setki komentarzy wykrzykujących pochwały lub obelgi w kierunku kandydatów. Szczególnie kandydatów na burmistrza. Nie ma dnia w trakcie kampanii wyborczej, żeby na chwilę był spokój. Przeciwnie, im bliżej wyborów, tym goręcej.
Ktoś może powie, że to nie to samo. Że wybory rządzą się innymi prawami. Że wysyp komentarzy i ich ton jest zrozumiały podczas wyborów, ale to nie ten sam rodzaj emocji, kiedy rozmawiamy o lokalnej oświacie.
Jednak temperatura dyskusji pod artykułami, liczba osób zainteresowanych tematyką wyborów i próbami reform lokalnej oświaty jest porównywalna. Kiedy burmistrz Krzysztof Grabka w trakcie swojej trzeciej kadencji zastanawiał się, czy likwidować Gimnazjum nr 1, a ze szkół wiejskich zrobić filie, po raz pierwszy na portalu Zw.pl, pod artykułem na ten temat, pojawiło się ponad 100 komentarzy. Po raz pierwszy też po naszym artykule, cała sala obrad wypełniła się rodzicami, uczniami i nauczycielami podczas wspólnej komisji radnych. Wystarczyły te dwa fakty, by sprawą reformy oświaty więcej się nie zajmować.
Wszelkie próby zmian sieci szkół mają taki sam ładunek emocjonalny, co wybory samorządowe. Nie ma co liczyć na wyważone komentarze czytelników, na to, że czytelnicy, rodzice nie będą przekręcać faktów, będą myśleć logicznie, nie będą podnosić populistycznych haseł. Oczywiście, że będą. Jakkolwiek się tej reformy nie będzie próbowało przeprowadzić. Mało tego, żadna reforma lokalnej oświaty nie przyniesie spokoju, tylko chaos w komentarzach pod artykułami, zamieszczanymi na lokalnych portalach. Spokój może przynieść tylko i wyłącznie nic nierobienie w tym temacie. Emocjami, związanymi z majstrowaniem przy lokalnej oświacie w żaden sposób nie da się też odgórnie zarządzać. Można je jedynie odsunąć w czasie. Więc czy podejmie się próbę zmian w tym roku, czy w następnym – komentarze wyleją się ze wszystkich stron. Będzie wojna. I nie ma co udawać, że można tę wojnę jakoś łagodnie przejść. Nie można.
Co zatem można? Można to, o czym mówi burmistrz, czyli rozmawiać ze wszystkimi. Mieć jakiś rozsądny pomysł i rozmawiać, szukać kompromisu z każdą ze stron tego widowiska, troszczyć się o dzieci. To można. Nie można jednak w tych czasach oczekiwać, że nie będzie wojny w komentarzach i emocjonalnych reakcji czytelników na lokalnych portalach. Wojna będzie, bo to nie jest Cecyliada, czy festiwal piosenki patriotycznej w wykonaniu przedszkolaków, gdzie komentarzy nie ma wcale lub pojawiają się rzadko. To nawet nie są wybory samorządowe, bo dla większości czytelników lokalnych portali to nie są emocje, które wywołują dylemat typu być, albo nie być. To coś więcej. To wojna, bo bezpośrednio dotyczy setek osób w tej gminie. Kto ma odwagę wziąć w niej udział?