Tekst jest kontynuacją https://rklanblog.wordpress.com/2019/02/13/4-slowo-na-niedziele-errata-czyli-slow-kilka-o-wieczerzy-panskiej/
Wszystkie cytaty, z których korzystam, pochodzą z I listu Pawła do Koryntian w wydaniu Biblii Poznańskiej – http://biblioteka.kijowski.pl/biblia/pdf/biblia_p.pdf
lub z I listu Pawła do Koryntian w wydaniu interlinearnym (dosłownym tłumaczeniu) – http://biblia.oblubienica.eu/interlinearny/chapter/book/7/chapter/11
Praktyka Wieczerzy Pańskiej jest opisana w 11 rozdziale I listu Pawła do Koryntian. Jak wspominałem w poprzednim wpisie jest to jedyny fragment w Nowym Testamencie, z którego możemy dowiedzieć się, w jaki sposób ówcześni chrześcijanie rozumieli i jak praktykowali to, co zostało opisane w ewangeliach. Innymi słowy, jak rozumieli i praktykowali Jezusowe ,,to czyńcie na moją pamiątkę”. Dokładnie omówię ten rozdział kilka akapitów niżej, ponieważ krótkiego omówienia wymagają wcześniejsze rozdziały. A właściwie nie tyle rozdziały (bo przecież Paweł, pisząc list do Koryntian, nie dzielił go na rozdziały), co 2/3 listu, które poprzedzają fragment o Wieczerzy Pańskiej.
To nie jest zbiór górnolotnych sentencji
Cały Nowy Testament, a szczególnie listy pisane przez Pawła, Piotra, Jakuba, Jana, czy Judę nie zawierają zbioru górnolotnych sentencji, które są zrozumiałe jedynie dla ludzi, którzy chodzą z głową w chmurach. Nie. To najczęściej bardzo praktyczne porady, wynikające z bardzo praktycznych problemów wspólnot, do których listy były kierowane. Są kopalnią wiedzy na temat tego, w jaki sposób ówcześni chrześcijanie rozumieli przekaz Jezusa, z jakimi problemami na zewnątrz i wewnątrz borykało się ówczesne chrześcijaństwo.
Jest to o tyle ważne, ponieważ tak wspólnoty, jak ich przywódcy opisani w Biblii nie żyli 100, 200, czy tysiąc lat po śmierci Chrystusa. Ewangelie i listy, cały Nowy Testament powstał za życia osób, które bezpośrednio znały Jezusa. Nie ulega więc wątpliwości, że to, w jaki sposób rozumieli nauki Jezusa, w jaki sposób je praktykowali oraz jak żyły ówczesne wspólnoty chrześcijańskie wynikało z bezpośredniego przekazu osób, znających Jezusa osobiście. A zatem oni na pewno wiedzieli najlepiej, co i jak z tym chrześcijaństwem, o co temu Jezusowi chodziło, na czym zależało itd., itp.
Pierwsze spory o interpretację nauk Jezusa opisane w Biblii
Oczywiście i wtedy już pojawiały się pierwsze spory o interpretację nauk Jezusa. Widać to na przykładach w Dziejach Apostolskich i Liście do Galacjan, gdzie rysuje się poważny spór między Pawłem a chrześcijanami z Jerozolimy (Jakubem, Piotrem i Janem), spór, który prowadził chrześcijaństwo w kierunku statusu niegroźnej sekty na marginesie Judaizmu. Jest to o tyle ciekawe, że polemika była prowadzona między tymi, którzy osobiście znali Jezusa (Jakub, Piotr, Jan), a Pawłem, który osobiście/fizycznie Jezusa nigdy nie poznał. I – co jest paradoksalne – to kościół w Jerozolimie prowadził chrześcijaństwo na margines Judaizmu, a Paweł starał się przekaz Jezusa wyrwać z tych ograniczeń. List do Galacjan jest tego dramatycznym dowodem.
Zbiór górnolotnych sentencji, z których nic nie wynika
Zresztą chrześcijaństwo widoczne na kartach Nowego Testamentu jest fascynującą historią ludzi, którzy poważnie traktują nauki Jezusa, praktykują je, a zarazem zakładają pierwsze wspólnoty chrześcijańskie i nieustannie napotykają setki problemów. Sposób, w jaki te problemy próbują rozwiązywać, mógłby być przedmiotem współczesnych wykładów akademickich. W mojej ocenie nie ma lepszych (nigdzie więcej się z tym nie spotkałem) wzorów, które mogłyby służyć za przykład prowadzenia choćby samorządów gminnych, powiatowych, czy wojewódzkich, szczególnie tam, gdzie ich przywódcy twierdzą, że mają rodowód chrześcijański. Ale nawet, jak nie mają rodowodu chrześcijańskiego, to sposób rozwiązywania problemów międzyludzkich w Nowym Testamencie jest na poziomie, którego żadne nauki polityczne, socjologiczne, psychologiczne i jakiekolwiek inne nigdy nie osiągnęły i nie osiągną. Niestety cała Biblia, a więc również Nowy Testament dla większości kościołów instytucjonalnych i członków tychże kościołów, to zbiór górnolotnych sentencji, z których nic nie wynika.
Paweł nie stawia im jakichkolwiek ograniczeń
Wróćmy zatem do I listu Pawła do Koryntian. Zanim Paweł napisze o Wieczerzy Pańskiej, przez 2/3 listu zwraca uwagę koryntianom na dość pospolite i powszechne mankamenty, które chwilami stawiają ich chrześcijaństwo pod znakiem zapytania. Na pewno – jak wynika z tego listu – ludzie, do których kierował list byli gdzieś na początku swojej drogi i zachowywali się niedojrzale, a chwilami skandalicznie. Jednak poza jednym wyjątkiem, w żadnym fragmencie listu Paweł nie stawia im jakichkolwiek ograniczeń co do udziału w Wieczerzy Pańskiej. Nie twierdzi też, że Wieczerza Pańska to wyjątkowe spotkanie z Jezusem lub, że tylko w ten sposób może się człowiekowi Jezus najpełniej pokazać, ujawnić, objawić.
Zaraz na początku, w 1 rozdziale Paweł pisze (wiersze od 11 do 13a):
Bracia moi! Powiadomili mię o was ludzie Chloe, że są wśród was spory. Mam na myśli to, że każdy z was mówi: ”Ja jestem po stronie Pawła”, ”Ja Apollosa”, ”Ja należę do Piotra”, a ”Ja do Chrystusa”. Czy Chrystus może być rozdzielony? Czy Paweł został za was ukrzyżowany?
I później w 3 rozdziale:
Jeżeli bowiem panuje między wami zazdrość i niezgoda, to czy nie kierujecie się swoimi ludzkimi słabościami i czy nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro bowiem ktoś mówi: ”Ja należę do Pawła”, a inny: ”Ja do Apollosa”, to czy nie okazujecie się tylko ludźmi? Kim bowiem jest Apollos, kim jest Paweł? Sługami, dzięki którym uwierzyliście, a każdy z nich działał w taki sposób, na jaki pozwolił mu Pan.
Mówiąc współczesnym językiem pyta: a kimże jest Boniecki, albo o. Rydzyk, albo ksiądz Lemański
Paweł o podziałach wśród koryntian pisze od pierwszego do 4 rozdziału. Zatem sporo. Rozłam wśród tamtejszych chrześcijan polegał na tym, że opowiadali się za jednym z liderów przeciwko drugiemu. Powstawały frakcje, które nieszczególnie za sobą przepadały. Podobnie, jak dzisiaj. Jedni powiedzą, ze bliżej im do księdza Adama Bonieckiego, inni, że do o. Rydzyka, inni jeszcze do kogoś innego i tak, podobnie, jak 2000 lat temu, powstają dość osobne byty, wyznawcy tych bytów, którzy w konsekwencji trzymają się z dala od siebie. Paweł nazywa to niedojrzałością, niemowlęctwem, uleganiem słabościom. Widzi w tym zazdrość i niezgodę. Mówiąc współczesnym językiem pyta: a kimże jest Boniecki, albo o. Rydzyk, albo ksiądz Lemański. Nie mają znaczenia. Znaczenie ma zupełnie co innego.
Seks, sądy i pogańskie świątynie
Drugi problem, do którego Paweł od razu przechodzi to rozpusta. W piątym rozdziale (wiersze 1-2), czytamy:
Ogólnie słyszy się o rozpuście wśród was i to takiej, jakiej się nie spotyka nawet u pogan. Doszło do tego, że ktoś żyje z żoną swego ojca. Wy zaś macie jeszcze odwagę unosić się pychą, zamiast raczej okryć się wstydem i domagać się, aby usunięto spośród was tego, który dopuścił się takiego czynu.
W rozdziale szóstym z kolei Paweł pyta chrześcijan z Koryntu, jak to jest, że oni sami ze sobą się procesują. A jeżeli już do tego dochodzi, czy nie ma między nimi nikogo wśród nich na tyle dojrzałego, kto mógłby się tym sprawom przyjrzeć i w miarę możliwości temu kryzysowi zaradzić. To chrześcijaństwo ówczesne stało na takim poziomie, że Pawłowi nawet do głowy by nie przyszło, że chrześcijanie będą się sądzić, a jeżeli już, że zdecydują się rozstrzygać sporne kwestie w świeckich sądach. I tutaj wychodzi nauka Jezusa, która dzisiaj raczej byłaby traktowana jako skrajny przejaw naiwności. Mianowicie Paweł pyta (Jezus zapewne zapytałby o to samo):
Dlaczego raczej nie znosicie cierpliwie krzywd? Dlaczego raczej nie zapominacie o wyrządzonych wam szkodach? Lecz wy sami wyrządzacie krzywdy oraz dopuszczacie się grabieży i to jeszcze na braciach (wiersze 7b-8)
W końcu w 8 rozdziale Paweł podejmuje sprawę mięsa, które ówcześni chrześcijanie z Koryntu kupowali i jedli, a które to mięso było składane w ofierze w pogańskich świątyniach. Paweł mówi, żeby z tego zrezygnować, bo jak to wygląda, że z jednej strony wierzą w ofiarę Jezusa i że już żadnych ofiar nie trzeba, a z drugiej strony korzystają z mięsa, które pochodzi z pogańskich świątyń. No źle to wygląda. I nawet – dowodzi Paweł – jeżeli wiadomo, że tak naprawdę pogańskie świątynie i to, co się tam robi nie ma żadnego duchowego znaczenia, to jednak dla pewnej części chrześcijan może to być problem. I właśnie ze względu na nich, przede wszystkim ze względu na nich warto kupować mięso gdzie indziej.
Pokaz egocentryzmu i hipokryzji
I taki jest najogólniej obraz tamtejszych chrześcijan rozpisany przez Pawła. Są to ludzie skonfliktowani ze sobą. Część z nich jest dumna z tego, że znalazł się wśród nich ktoś, kto uprawia seks z żoną swojego ojca (najprawdopodobniej z drugą żoną, raczej nie ma tutaj mowy o tym, że syn uprawia seks z biologiczną matką). Ci ludzie sądzą się ze sobą. Jedzą mięso z pogańskich ofiar Jednym słowem można mieć wrażenie, że Paweł opisuje pokaz ich egocentryzmu i hipokryzji.
A co na to Paweł, kiedy mowa jest o Wieczerzy Pańskiej? Dla Pawła wszyscy oni (poza tą osobą, która uprawiała seks z żoną swojego ojca) bez wyjątku powinni uczestniczyć w Wieczerzy Pańskiej. Wszyscy. Pisze zatem w 11 rozdziale:
Nie pochwalam was za to, że wspólne zebrania nie prowadzą was do dobrego, lecz do złego. Przede wszystkim słyszę, że gdy schodzicie się na zebranie, dochodzi wśród was do podziału. Częściowo w to wierzę, bo muszą pojawić się wśród was stronnictwa, aby się okazało, kto jest wypróbowany. Wasze wspólne zgromadzenia nie są spożywaniem wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem w czasie wieczerzy zabiera się najpierw do własnego jedzenia, a skutek jest taki, że gdy jeden jest (jeszcze) głodny, drugi już jest nietrzeźwy. Czy nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie okazać pogardę zebranemu ludowi Bożemu i zawstydzić tych, którzy niczego nie posiadają? Cóż powinienem wam powiedzieć? Może pochwalę was? Nie, za to was nie pochwalę. To, co otrzymałem od Pana, przekazałem wam, a mianowicie, że Pan Jezus ej nocy, której został wydany (w ręce wrogów), wziął chleb i odmówiwszy dziękczynną modlitwę połamał go i rzekł: ”To jest Ciało moje, za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę”. Podobnie po wieczerzy (wziął) kielich i powiedział: ”Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Ile razy będziecie z niego pić, czyńcie to na moją pamiątkę”, Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb i pijecie z tego kielicha, głosicie śmierć Pana do czasu, aż On przyjdzie. Ktokolwiek zatem niegodnie spożywa chleb lub pije z kielicha Pana, ten będzie odpowiadał za spożywanie Ciała i Krwi Pana. Każdy więc człowiek, zanim przystąpi do spożywania tego chleba i picia z kielicha, powinien naprzód zbadać siebie samego. Kto bowiem spożywa i pije niegodnie, ściąga na siebie wyrok potępienia, ponieważ nie odróżnia Ciała Pana od zwykłego chleba. Oto dlaczego jest wśród nas tylu chorych i słabych, a niektórzy nawet pomarli. Gdybyśmy sami siebie należycie osądzali, nie bylibyśmy sądzeni, lecz kiedy Pan wymierza nam karę, to nas upomina, abyśmy nie zostali potępieni wraz ze światem. Bracia! Gdy zbieracie się, aby spożywać Ciało i Krew Pana, czekajcie jedni na drugich! Jeśli ktoś jest głodny, niech się naje w domu, abyście przez wasze wspólne zebrania nie ściągali na siebie kary (Bożej).
Interpretacja oryginału zgodna z nauką kościoła
To jest długi fragment listu, ale ważny ze względu na to, jak rozumiano wtedy sens Wieczerzy Pańskiej. Wszystkie cytaty, z których do tej pory korzystałem pochodzą z Biblii Poznańskiej. Podobnie i ten ostatni, przytoczony fragment. Jednak, jak już wspominałem w poprzednim wpisie, najczęściej tłumaczenia Biblii są ok., jednak, kiedy dochodzi do tłumaczenia fragmentów, które są różnie praktykowane w kościołach katolickich, protestanckich, czy prawosławnych, te fragmenty różnią się od oryginału, tłumaczenia są już skażone interpretacją czy to katolicką, czy protestancką. Dlatego dalej, gdzieniegdzie będę odsyłał do interlinearnego tłumaczenia, dostępnego w Internecie, które jest dosłownym tłumaczeniem każdego słowa z osobna bez dbania o literacki wydźwięk zdania, jak również bez dbania o zachowanie odpowiednie szyku zdania. Niestety inaczej się nie da, ponieważ wydania katolickie i protestanckie w tak ważnych dla nich fragmentach, dokonują w tłumaczeniu interpretacji zgodnej z nauką kościoła. Oryginał tutaj dla kościołów instytucjonalnych nie ma większego znaczenia. Dla kościołów ważniejsza jest ich praktyka niż to, co mówi tekst źródłowy.
Ekklesia
Przede wszystkim w oryginale nie ma mowy o tym, że chrześcijanie schodzą się na zebrania. Schodzili się, owszem na Wieczerzę Pańską, która, podobnie, jak wieczerza paschalna, w której brał udział Jezus i apostołowie, była wspólnym, uroczystym posiłkiem. Za czasów Jezusa związana z obchodami Paschy, za czasów chrześcijan, związana ze wspominaniem śmierci Jezusa. W oryginale nie ma więc mowy, że schodzą się na zebrania, tylko, że się schodzą. I gdyby tłumacz chciałby coś do tego dodać, to jedynie tyle, że schodzą się na Wieczerzę Pańską. Paweł też podkreśla w oryginale, bo to umyka w tłumaczenie, że chodzi o to, że oni spotykają się jako wspólnota chrześcijan (w oryginale ekklesia – dosłowne tłumaczenie, to zgromadzenie wywołanych, tłumaczone najczęściej jako kościół – katolicy, zbór – protestanci, mylone powszechnie z miejscem zgromadzenia). Można to oczywiście przetłumaczyć w ten sposób: ,,gdy gromadzicie się, spotykacie”, jako kościół, zbór w znaczeniu, jako chrześcijanie. Na pewno nie w znaczeniu, że spotykacie się w wyznaczonym miejscu. Takiego sensu greckie słowo ekklesia nie posiada. Oni mogli raz spotkać się w tym miejscu, raz w innym, ważne, żeby spotkali się jako wspólnota chrześcijan, która zamierza spożyć uroczysty posiłek upamiętniający śmierć Jezusa, Wieczerzę Pańską. Zresztą, jeżeli przywołać fragmenty z ewangelii, to Jezus, planując wieczerzę paschalną w pewnym sensie improwizował. W ostatnim momencie powiedział do uczniów, żeby przygotowali tę wieczerzę w miejscu, które im wskaże. Dowolne miejsce to było. Tutaj nie było mowy o przywiązaniu do konkretnego miejsca. Ważne było kto weźmie udział w wieczerzy paschalnej, a nie, gdzie ta wieczerza się odbędzie.
Nie spożywali Wieczerzy Pańskiej
I co dalej? Paweł twierdzi, że gdy chrześcijanie z Koryntu spotykali się celem spożycia Wieczerzy Pańskiej tak naprawdę nie spożywali jej. Dlaczego? Zaraz to Paweł wytłumaczy, ale na chwilę się zatrzymajmy, bo to są fragmenty listu Pawła, które w dosadny sposób tłumaczą, czym jest Wieczerza Pańska, a czym nie jest. Z dzisiejszego punktu widzenia Paweł tłumaczy również, jak Wieczerza Pańska była wtedy rozumiana, jak ją praktykowano i co ważne – jak ją praktykowano w czasach, kiedy żyli jeszcze uczestnicy wieczerzy paschalnej, w której brał udział Jezus. Nie są to więc jakieś interpretacje ludzi, którzy znali praktyki chrześcijańskie z opowieści lub z historycznych przekazów. Nie. Mamy tutaj przekaz z pierwszej ręki.
Dlaczego więc ci chrześcijanie, którzy spotykali się, żeby spożywać Wieczerzę Pańską, nie spożywali jej? Czy dlatego, że były między nimi frakcje, które opowiadały się za różnymi liderami ówczesnego chrześcijaństwa? Czy może dlatego, że chlubili się z tego, że jeden z nich sypiał z matką swojego ojca? A może dlatego, że nie potrafili między sobą łagodzić sporów i dochodzili swoich praw w ówczesnych sądach? A może dlatego, że jedli mięso z pogańskich ofiar? Nic takiego Paweł nie pisze. Powód jest wręcz kuriozalny, jeżeli spojrzeć na dzisiejszą praktykę kościołów instytucjonalnych. Jaką przyczynę podaje Paweł? Prozaiczną – nie spożywacie Wieczerzy Pańskiej, bo nie spożywacie jej razem, bo jest ona przyczynkiem do tego, że jedni się już najedli, a drudzy są głodni. Tak – mówiąc kolokwialnie – na pewno nie działa wspólnota, a już na pewno nie działa w ten sposób wspólnota chrześcijańska. Z tego fragmentu wynika, że chrześcijanie przynosili na wieczerzę co kto miał do zjedzenia. Nie każdy mógł coś przynieść. Sens tych wspólnych wieczerzy był taki, żeby przynieść żywność i wspólnie ją zjeść. Bez względu na to, czy wszyscy przynieśli coś do jedzenia. Skutek w Koryncie był taki, że nie dosyć, że nie czekali na siebie, to jeszcze każdy zabierał się do jedzenia tego, co sobie przyniósł i nie dzielił się z innymi. A jeżeli się dzielił, to prawdopodobnie z tymi, którzy należeli do frakcji wyznawców jednego z liderów ówczesnego chrześcijaństwa. Więc na to wszystko Paweł mówi – to nie jest Wieczerza Pańska. Przypomina, co mówił Jezus i kończy ten wywód tak: a zatem, kiedy schodzicie się, żeby jeść (tak mówi przekład interlinearny, bo w Biblii Poznańskiej mamy tłumaczenie: kiedy schodzicie się, aby spożywać Ciało i Krew Pana, czego w oryginale po prostu nie ma), a więc kiedy schodzicie się, żeby jeść, czekajcie jedni na drugich.
Nic ponad to, co zostało napisane
I na koniec powtórzę to, co napisałem w poprzednim wpisie: sens Wieczerzy Pańskiej polega na tym, że spotyka się wspólnota chrześcijan, żeby wspominać śmierć Jezusa. To jest podstawowa rzecz. Każdy w tej Wieczerzy Pańskiej może brać udział. Nie ma żadnych przeciwwskazań. Jeżeli to jest możliwe, niech to będzie wspólny posiłek, uroczysty posiłek, podczas którego wspominać się będzie śmierć Jezusa. Dobrze by było, żeby podczas tego posiłku podzielono się ze wszystkimi chlebem i winem (napojem jakimś, sokiem z winogron na przykład). I to wszystko. Jeżeli ktoś nie brał udziału w Wieczerzy Pańskiej to tylko dlatego, że albo nie przyszedł, albo został ze wspólnoty wykluczony. Jak to opisałem wyżej wykluczenie mogło jedynie dotyczyć osoby, która robiła rzeczy, które nie zdarzały się nawet poza wspólnotą chrześcijańską, w tym wypadku seks z żoną ojca. Koryntianie, używając nomenklatury religijnej, to byli ludzie grzeszni, skłóceni, trudno tam było o zachowanie jedności. A jednak w żadnym miejscu Paweł nie sugeruje, że ktokolwiek z nich mógłby nie korzystać z Wieczerzy. Czekajcie jedni na drugich i wspólnie zjedzcie ten uroczysty posiłek – cały sens. Jak pisze Paweł w I liście do Koryntian w 4 rozdziale 6 wierszu: Nic ponad to, co zostało napisane.