Kazanie:
Miejsce: Klasztor franciszkanów we Wschowie
Data/Godzina: 17 marca 2019 rok, godz. 7:30
Czas kazania: 14 minut
Streszczenie kazania:
Nieco ponad dwie minuty franciszkanin poświęcił swoje kazanie Jezusowi i temu, co napisano w ewangelii Łukasza (czytany fragment zamieszczam poniżej). Potem już przez kolejne 12 minut z hakiem mówił o mszy, że jest ważna. Przytaczał wypowiedzi, przykłady, które miały potwierdzać to, o czym mówił. Dodam, że przykłady infantylne, jak np. ten o człowieku, leżącym na chodniku we krwi. Według franciszkanina, pierwsza myśl na widok osoby, leżącej we krwi, jest taka, że ta osoba nie żyje. Ma to być przykład na to, że Jezus nie żyje podczas mszy, ponieważ oddzielona jest krew od ciała. Gdybym przez tydzień mijał na chodniku człowieka w kałuży krwi, to rzeczywiście uznałbym, że nie żyje. Ale gdybym pierwszego dnia natrafił na taką sytuację, to zadzwoniłbym pod 112 i wtedy cały ten infantylny przykład wziąłby w łeb, bo poprzez analogię mogłoby się okazać, że ta kałuża krwi wokół człowieka jeszcze o niczym nie świadczy, a to by znaczyło, że wierni powinni w chwili, kiedy katolicki kapłan podnosi wino i chleb, dzwonić pod 112, żeby służby medyczne na wszelki wypadek sprawdziły, czy rzeczywiście Jezus nie żyje w tym momencie, bo mogłoby się okazać, że jednak żyje, a skoro tak, to należałoby udzielić mu odpowiedniej pomocy.
Innym wątkiem wygłoszonym dzisiaj była historia (nie wiem tylko skąd te przykłady się biorą) księdza, który miał przyjaciela. I ten przyjaciel prowadził się niemoralnie.. Otóż w kazaniu była mowa o tym, że ten człowiek, który prowadził się niemoralnie, umarł. Jego przyjaciel ksiądz, który oczywiście żył, modlił się w trakcie eucharystii. Żeby ten, który umarł, osiągnął życie wieczne. Ponoć, twierdziła dzisiaj osoba, która głosiła kazanie, pod koniec mszy ksiądz miał widzenie, że jego modlitwa została wysłuchana. Takie znaczenie ma ponoć eucharystia w kościele katolickim.
To dość ciekawy przykład kazania, kiedy głośno jest o skandalach obyczajowych w kościele katolickim. Kiedy głośno jest o raporcie Episkopatu Polski na temat pedofilii w kościele i kiedy głośno jest o tym, że władze kościelne ukrywały te fakty. Nie wiem, czy osoba, która dzisiaj głosiła to kazanie, zdaje sobie sprawę z tego, co mówi, czy jest świadoma tego, co się dzieje w kościele, jakie oczekiwania mają ofiary pedofilii i opinia publiczna wobec kościoła. Jeżeli nie zdaje sobie sprawy, to tym gorzej, bo przemyca treści, które są skandaliczne. Naprawdę nastał taki wyjątkowy czas w kościele, że można sugerować, że za niemoralne prowadzenie się człowiek zostanie uratowany jedną modlitwą podczas eucharystii? Że nieważne, jakie świństwa zrobiłeś innym ludziom, modlitwa podczas eucharystii rozwiąże Twoje problemy..Jeżeli eucharystia ma aż taką moc, to jak rozwiązuje problemy osób, które zostały skrzywdzone? Można rzeczywiście jedną modlitwę tyle spraw załatwić? I można tak bezrefleksyjnie mówić, nawet jeżeli głosi się kazanie w takim depresyjnym miasteczku, jakim jest Wschowa?
***
W samej ewangelii Łukasz opisuje rozmowę Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem. Rozmawiali o tym, co za jakiś czas spotka tego pierwszego w Jerozolimie.
O Mojżeszu w księdze Powtórzonego Prawa napisano, że nie było nigdy więcej w Izraelu kogoś podobnego do Mojżesza. Owszem, nie był dobrym mówcą, ale był według Biblii genialnym liderem, który stał na czele Izraela. W dodatku miał widzieć Boga twarzą w twarz (chociaż ewangelista Jan pisze, że Boga nikt nigdy nie widział). Dla Izraela wyjątkowa postać.
Drugą tak ważną osobą dla religijnego życia Izraela był Eliasz. Nikt poza nim w biblijnej relacji nie został zabrany z ziemi przed swoją śmiercią. Stąd izraelici wierzyli, że Eliasz wróci i poprzedzi przyjście Mesjasza. Jezus zresztą to potwierdza, mówiąc z jednej strony, że Eliasz już przyszedł, mając na myśli najprawdopodobniej Jana Chrzciciela, a jednocześnie twierdzi, że Eliasz przyjdzie i naprawi wszystko. Kiedy? Tego Biblia nie precyzuje. Drugą taką postacią miałby być Henoch, opisany w I księdze rodzaju, o którym napisano, że przyjaźnił się z Bogiem, a pewnego dnia zniknął, bo zabrał go Bóg. Ale czy to by oznaczało, że Pismo Święte sugeruje w historii Henocha coś więcej niż zwykły los śmiertelnika – sam tekst jednoznacznie tego nie rozstrzyga.
Mielibyśmy więc spotkanie Jezusa z dwiema wyjątkowymi osobami – Mojżeszem i Eliaszem. Mówiąc współczesnym językiem spotkały się najważniejsze osoby z branży religijnej, branży Judeo-chrześcijańskiej. A posługując się nazewnictwem kościoła katolickiego – był to synod, jaki nigdy więcej się nie powtórzył. Rozstrzygano wtedy najważniejsze sprawy, które za jakiś czas zapoczątkują chrześcijaństwo. Piotr, jak czytamy w ewangelii Łukasza, do tego stopnia był zdezorientowany, że był gotów zorganizować jakieś miejsce, gdzie mogliby panowie porozmawiać ze sobą. W końcu rzadko się zdarza, żeby najważniejsze osoby Judeo-chrześcijaństwa spotkały się w jednym miejscu.
I jak to się kończy? Tak, jak zaczyna i kończy się chrześcijaństwo – synod synodem, ustalenia – ustaleniami, ale najważniejszy jest Jezus i to, czego nauczał. Jego słuchajcie – słyszą uczniowie, którzy byli świadkami tego spotkania. Nie Mojżesza, Eliasza, a potem papieży, Lutra, czy Episkopatu Polski. Tylko Jezusa. Nie trzeba też wielkiej wyobraźni, żeby zrozumieć, że gdyby Episkopat Polski przed przygotowaniem raportu na temat pedofilii w kościele katolickim miał to szczęście i jakimś cudem przypomniał sobie o tym fragmencie z ewangelii Łukasza, raport wyglądałby zupełnie inaczej, winni pedofilii stanęliby przed sądem, a wszystkie osoby skrzywdzone przez katolickich księży, spotkałyby się z zadośćuczynieniem zgodnie z rozmiarem ogromnej krzywdy, jaką im wyrządzono.
Jednak póki co, raport jaki jest, każdy widzi, a na niedzielnych kazaniach można usłyszeć o człowieku, leżącym w kałuży krwi, o nudzie na mszy i że to niedobrze się nudzić oraz o tym, że jeden ksiądz modlił się w trakcie eucharystii za przyjaciela, który umarł, ale za życia prowadził się niemoralnie i miał ten modlący ksiądz jasność po eucharystii, że przyjaciela księdza po śmierci żadna krzywda się nie stanie. Taki jest mniej więcej stan ducha w kościele katolickim, odnotowany 17 marca 2019 roku.
(Łk 9, 28b-36)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwu mężów, stojących przy Nim. Gdy oni się z Nim rozstawali, Piotr rzekł do Jezusa: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, pojawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: „To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!” W chwili gdy odezwał się ten głos, okazało się, że Jezus jest sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie opowiedzieli o tym, co zobaczyli