Obejrzałem ,,Ostatnią falę” Petera Weira z 1977 roku i przy okazji przeczytałem kilka artykułów o Aborygenach, ich religii/duchowości. Film obejrzałem w TVP Kultura, a artykuły wynalazłem w Internecie (nic szczególnego, ale za długo nie szukałem).
Ostatnio mówię do eM o ludziach różnych, że od czasu do czasu spotykam ich, jest ich całkiem sporo i widzę, że mają hobby, a jest nim kościół katolicki. W ogóle kościoły to takie hobby, jakie by nie były te kościoły, jak wędkarstwo czy seriale w HBO.
Mam takie ostatnio doświadczenia, że nie potrafię inaczej o tym szczególnym rodzaju hobby pomyśleć. To znaczy mogę oczywiście inne znaczenie temu zjawisku nadać. Dlaczego by nie. Ale nie w tym rzecz. Nie o tym.
Peter Weir, a to jest film z 1977 roku, kładzie na jednej szali wierzenia Aborygenów i współczesną mu cywilizację. Stawia znak równości. Nie idzie tropem etnologów, antropologów, historyków religii i tego typu dociekań. Nie twierdzi, że australijscy autochtoni mają na sumieniu jakiś pierwotny system wierzeń. Nie. Tego nie robi. Traktuje jak najbardziej serio ich religijne wartości, mistykę, jaka temu towarzyszy i pewien – mówiąc językiem racjonalnego Europejczyka, który religię ma za hobby, na tym samym poziomie, co wędkarstwo i seriale w HBO – rodzaj zjawisk niecodziennych, nadprzyrodzonych, chociaż rozgrywających się we śnie, więc nie aż tak niemożliwych do wyobrażenia. W tym sensie jest to racjonalny system dla tych, którzy go praktykują, czyli dla Aborygenów. Zestawia ten sposób życia z nowoczesną cywilizacją. Bez żadnego mrugnięcia okiem do widza. Bez sugerowania, który z tych modeli jest bardziej realny, lepszy, ciekawszy, czy wartościowszy. Stawia je obok siebie, jak dwa racjonalne zjawiska współczesności z tą różnicą, że ten pierwszy, religijny funkcjonuje oczywiście na obrzeżach nowoczesnej cywilizacji, a sama cywilizacja nie podejrzewa, że obok niej funkcjonuje tak racjonalna (spójna, praktykowana i realnie przeżywana/doświadczana) i mistyczna zarazem przeciwwaga dla nowoczesności. A może nie tak, nie przeciwwaga, tylko jej realny fragment, część, albo jej realny niepokój. Jakoś tak.
Zanim przejdę do tego, co z tego wynika, chociaż może nie przejdę – nie mam takiego obowiązku, przywołam jedno, może dwa zdarzenia. Raczej jedno.
Brałem udział ostatnio w spotkaniu. Publiczne miejsce. Publiczne osoby. Rozmawiamy. I w którymś momencie pada pytanie/stwierdzenie skierowane do mnie, które brzmi mniej więcej tak: a pan chyba wierzy w reinkarnację, bo czytam pana słowo na niedzielę i tak mi wychodzi, że w reinkarnację pan wierzy.
I taka jest różnica między Aborygenami, a resztą świata, która ma jakieś hobby (mam niezłą kolekcję białej broni, a ty? A Ty chyba masz niezłą kolekcję proporczyków. Wymienimy się? Moja odpowiedź brzmi: nie, nie wymienimy się. Jestem Aborygenem)