Zacząłem oglądać ,,Tylko nie mów nikomu” kilka godzin po premierze. Miał wtedy ponad 600 tysięcy odsłon. Skończyłem, z przerwami, licznik wskazywał 1 milion 200 tysięcy. A teraz, kiedy piszę, to już nawet 500 tysięcy więcej (stan na sobotę tuż przed północą). Czekam przy okazji na recenzję Tomasza Raczka, który po seansie napisał – tylko nie mów, że nie masz siły obejrzeć tego filmu .
Można nie mieć sił, wbrew temu, co pisze Tomasz Raczek. I jest na to wytłumaczenie. Jedna z osób, która jakiś czas temu skomentowała jeden z moich ostatnich wpisów z cyklu ,,Słowo na niedzielę”, sugerowała, że gdyby dzisiaj żył założyciel chrześcijaństwa, to wybaczyłby księżom pedofilom tak, jak wybaczył prostytutce na kartach biblii. Napisałem wtedy, że tego rodzaju sugestie są niestosowne, ale z drugiej strony – obraz założyciela chrześcijaństwa w katolikach ewoluował już do takiej postaci, że tworzy się publicznie wizerunek Jezusa, który wybaczyłby księdzu gwałt na siedmioletniej dziewczynce, która zaufała człowiekowi, który twierdzi, że reprezentuje Boga na ziemi. Już to stwierdzenie, że ktoś reprezentuje Boga i ma jakieś większe moce niż pozostali jest absurdalne, bo jak rozpoznać kto go reprezentuje, a kto nie? Ryzyko, że ten kto nie reprezentuje okaże się pedofilem jest zbyt koszmarnym ryzykiem, żeby wycierać sobie gębę Bogiem.
Wstrząsające w tym filmie poza tym, na co wszyscy wskazują, poza konfrontacjami ofiar ze sprawcami są reakcje księży. Jeden z nich mówi, że po jakimś czasie się nawrócił, drugi, że to były tylko pieszczoty, więc nic złego się nie stało. Dla mnie jednak problemem kościoła katolickiego i bez tego filmu jest przeświadczenie, że ta instytucja reprezentuje wyższą instancję, że reprezentuje Boga. Ta większa instancja, ten ich Bóg prawdę mówiąc jest koszmarniejszy niż człowiek. Stworzono system nie tylko ukrywania przestępstw seksualnych, ale również sami przestępcy są w stanie wytłumaczyć się sami przed sobą, że wystarczy się nawrócić i to załatwia cały problem. Nie trzeba publicznie przyznać się do swojego przestępstwa. Nie trzeba oddać się w ręce prokuratora. Bóg będzie sądził. Bóg w tej instytucji służy jedynie do ucieczki przed odpowiedzialnością. Bóg stał się w tej instytucji kimś kto pozwala na to, aby ukrywać przestępstwa seksualne. Bóg stał się koszmarniejszy niż przestępcy. Stał się kimś kto ich chroni i daje im azyl bezpieczeństwa pod przykrywką absurdalnych wypowiedzi na temat grzechu pierworodnego itp., które zresztą wybrzmiewają w filmie braci Sekielskich.
Jest w tym filmie scena, kiedy dwóch dorosłych ludzi, którzy w młodości byli molestowani wybierają się do księdza Dziwisza, żeby z nim porozmawiać, choćby o tym, że za czasów Jana Pawła II, do 2001 roku funkcjonowała tajna procedura ukrywania księży, którzy molestowali nieletnich. W tym filmie poznajemy te osoby wcześniej i oswajamy się z nimi. Wiemy, co przeżyli, jak zostali potraktowani, w jaki sposób ich instytucja kościoła lekceważy. Oni też, do pewnego stopnia oczywiście, mają już pewien dystans. Jeżeli oczywiście można taki mieć po tym, co się w młodości przeżyło. Więc idą do Dziwisza w dzień, dzwonią do drzwi, ale nikogo nie ma. Później jest wieczór. Znowu dzwonią, ktoś odpowiada, że Dziwisza nie ma. Odchodzą ot tak, bo są przyzwyczajeni do tego, że kiedyś mówiono im, żeby nikomu nie mówili, a teraz muszą zrozumieć, że nie ma nikogo, kto by o tym z nimi chciał porozmawiać. Więc mówią do siebie – cóż, trzeba próbować, może kiedyś na niego trafimy, może kiedyś uda się zadać mu kilka pytań.
I dla mnie ta scena w tym filmie jest symbolem. Obrazem tego, jak traktowana jest ta instytucja. To wciąż miejsce, gdzie ponoć przebywa Bóg. Tutaj rozmowa ze sprawcami przestępstw seksualnych, z osobami, które te przestępstwa chronią nie odbywa się tak jak powinna – w więzieniu. Tutaj cały czas trzeba prosić o audiencję u przestępców i u tych, którzy tych przestępców chronią. Można odbijać się od ściany dzień w dzień. I nikt nic z tym zrobić nie może, bo utarło się wierzyć, że ci ludzie reprezentują Boga.