Chciałbym zakończyć wątek wtorkowej komisji Majątku i Budżetu Gminnego. Program obrad przewidywał trzy punkty. Dwa związane z majątkiem gminnym. Trzeci z termomodernizacją.
Majątek gminny. W budżecie zaplanowano sprzedaż majątku gminnego na poziomie 2 milionów złotych. Na razie osiągnięto ze sprzedaży 39 tysięcy złotych. To jest 2 procent planowanych dochodów. Wokół tego tematu chodzą radni opozycji. Przede wszystkim grupa, związana z byłym wiceburmistrzem. A nawet nie grupa, co sam wiceburmistrz. Zdaje się, że czuje tutaj krew. No bo jak to możliwe, że mamy miesiąc maj, a do gminnej kasy wpadają tylko pieniądze ze sprzedaży mieszkań na poziomie 5 – 7 tysięcy za jeden lokal. To są jakieś płotki na tym wielkim oceanie samorządowych możliwości. Gdzie są inwestorzy – pytał wiceburmistrz. Bo to oni do tej pory byli gwarancją tego, że plan sprzedaży majątku gminnego można było zrealizować. No i okazuje się, że jest jakiś inwestor. Nowy. Pani dyrektor nie chciała tutaj zdradzać szczegółów, wiadomo jedynie, że interesuje się budynkami po mleczarni. Nie jest to osoba/firma, która kilka lat temu była zainteresowana kupnem tego terenu. To ktoś nowy. Co z tego wyniknie, tego jeszcze nikt nie wie.
Termomodernizacja. Tak, to jest ta termomodernizacja. Trzech obiektów oświatowych. Flagowa inwestycja poprzedniej ekipy pod tytułem: klękajcie narody.
Będzie przetarg. Wkrótce. Różne terminy padały w trakcie komisji – w następnym tygodniu, czyli w przedostatnim tygodniu maja. Za dwa tygodnie. W czerwcu. Myślę, że w tym terminach, nie później.
Co jest jeszcze do zrobienia? Przede wszystkim instalacja pomp ciepła i fotowoltaika. I wszystko co jest z tym związane. W komisji uczestniczyli przedsiębiorcy i zadawali trudne pytania. Na przykład – jak można ogłaszać przetarg, skoro do tej pory nie ma projektów wykonawczych. Dla niezorientowanych dodam, że projekt taki jest niezbędnym dopełnieniem projektu budowlanego. Projekt budowlany stanowi ogólną koncepcję, a projekt wykonawczy przedstawia już szczegółowe rozwiązania. Innymi słowy jedna dokumentacja bez drugiej nie istnieje. Dlatego też pytali o to przedsiębiorcy, ale z przebiegu rozmowy trudno było rozeznać, czy ich pytanie jest zasadne. Bo z odpowiedzi, jakich udzielał drugi wiceburmistrz wynikało, że skoro będzie przetarg, to znaczy, że będą też projekty wykonawcze.
Pojawił się też inny problem. A mianowicie ten, że pompy ciepła zostały już zamówione przez poprzedniego wykonawcę i zostały wyprodukowane przez określoną firmę. Czyli, że są gotowe. W związku z tym pojawiła się dość ciekawa dyskusja. Bo – teoretycznie – jeżeli poprzedni wykonawca nie wpisał producenta na listę, która gwarantuje mu, że gmina będzie zobowiązana te pompy u niego kupić, to teoretycznie może być tak, że tych pomp nie będzie miała w obowiązku uwzględniać w przetargu. I producent zostawi te pompy u siebie w magazynie. Ponieważ jest taka zasada, nie wiem czy wszystko dokładnie zanotowałem, która polega na tym, że firmy oraz podwykonawcy, którzy zostali zgłoszeni przez byłego wykonawcę termomodernizacji do Urzędu, czy do inwestora zastępczego, muszą zostać spłaceni przez inwestora, czyli gminę. A te firmy i ci podwykonawcy, którzy nie zostali zgłoszeni, nie będą mogli liczyć na zapłatę za swoją pracę. Gmina nie ma wobec nich żadnych zobowiązań. Więc przedsiębiorcy kręcili nosem na te gotowe już pompy, ale jeżeli zostaną one uwzględnione w przetargu, to każdy kto weźmie udział w przetargu, będzie jednocześnie respektował i tę część zapisów.
Padły też w trakcie rozmów co najmniej trzy określenia na jakość prac, jakie do tej pory zostały wykonane. Mają – przyznam – różny ciężar gatunkowy. I nie wiem, które z tych określeń jest bliższe prawdy. W każdym razie jakość prac oceniono, cytuję: słaba, fatalna, taka sobie. W tym punkcie trochę zawrzało, bo były wiceburmistrz zażądał szczegółów. Co dokładnie jest nie tak, co się nie podoba – pytał. Na to pytanie nowy, drugi wiceburmistrz wyliczył, że nie podobają się tynki (bo falują), opierzenia, rynny i parapety. Były wiceburmistrz na to, że skoro tak, to przecież wszystko jest ubezpieczone, są odpowiednie procedury, można poprawić, naprawić itp. Owszem, odpowiadał na to nowy, drugi wiceburmistrz, wszystko to prawda, gdyby od inwestycji minęło chociaż pięć lat. Ale inwestycja jeszcze nie jest skończona, a już na tym etapie wygląda ona źle. Więc o czym tutaj mówimy – pytał retorycznie nowy, drugi wiceburmistrz.
Na koniec dodam jeszcze, że zdaniem nowego, drugiego wiceburmistrza ta inwestycja zmieni nazwę z klękajcie narody na tym razem narody nie mają przed czym klękać. Ponadto – mówił nowy, drugi wiceburmistrz – największym błędem było oddanie inwestycji w ręce inwestora zastępczego bez nadzoru gminy. Tutaj nikt już z tym nie dyskutował. Chyba, że było tak, że w tym punkcie były wiceburmistrz uznał, że to jest jedynie teza, widzimisię drugiego wiceburmistrza. Możliwe, że w tym punkcie wiceburmistrz bronił decyzji, podjętych w poprzedniej kadencji. Jednak z blogerskiego obowiązku przytaczam i tę opinię o największym błędzie. Zgodził się z nią radny PiS.
I taki mniej więcej przebieg miała komisja Budżetu i Majątku Gminnego.