Ponoć każdy odcinek ostatniego sezonu Gry o Tron kosztował około 15 milionów dolarów. A, że było ich 6, to by znaczyło, że wydano tych milionów 90. Już w trakcie ósmego (ostatniego sezonu) fani zaczęli zbierać podpisy pod petycją, domagającą się ponownego nakręcenia ostatniego sezonu. Tych podpisów zebrano już ponad milion i akcja trwa w najlepsze. Po ostatnim odcinku, kończącym 8-letnią sagę, podpisów zapewne będzie jeszcze więcej. Można by powiedzieć, że takie światowe referendum się szykuje w sprawie GoT. Żarty się skończyły, a twórcy przegięli z nagromadzeniem nielogiczności.
Nie jestem aż takim fanem Gry o Tron, ale z wielką przyjemnością słuchałem przez ostatnie tygodnie wszelkiego rodzaju podcastów, poświęconych poszczególnym odcinkom ósmego sezonu. Nie przypominam sobie, żeby któryś z nich był szczególnie przychylny temu, co twórcy wymyślili. Może do drugiego odcinka jeszcze oceny i analizy były w miarę ok. Później już było tylko gorzej.
Pewnie nie każdy oglądał Grę o Tron, tym bardziej nie słuchał komentarzy do ostatniego sezonu. Mnie się zdarzało, średnio, po każdym odcinku, wysłuchać 3 do 4 półgodzinnych, czasami dłuższych opinii. 3 na youtubie, jeden w TokFm (to w ogóle warte jest uwagi, bo TokFm stworzył na tę okoliczność specjalny podcast, który pojawiał się w każdy poniedziałek po premierze nowego odcinka).
Nie będę spoilerował, bo być może ktoś z czytelników nie oglądał GoT, nie poznał się jeszcze na fenomenie tego serialu, wpływie jaki wywarł na popkulturę i nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo wbrew pozorom ten serial odcisnął piętno na to, w jaki sposób odczytujemy to, co się wokół nas dzieje. Nie będę więc opisywał tych wszystkich uwag, błędów, które wytykano w ostatnim sezonie, tego całego żalu, który wylewa się z różnych stron Internetu.
W związku z tym na co innego zwrócę uwagę. I – ostrzegam – będę w tym trochę monotematyczny, bo w zasadzie każde zjawisko sprowadzam najczęściej do wschowskiego samorządu. I tym razem będzie podobnie.
Twórcy tych podcastów, którzy omawiali poszczególne odcinki ósmego sezonu GoT, to bez wątpienia ludzie, którzy mogliby ze znajomości tego serialu zrobić profesurę. Mają ogromną wiedzę na temat bohaterów, ich losów, doskonale też czują w jaki sposób można zgodnie z duchem serialu, z jego do tej pory żelazną logiką (no może trochę przesadzam z tą logiką) kontynuować ten lub inny wątek, los tego lub innego bohatera. Oni to wszystko mają w jednym palcu. Ale, kiedy ten świat Westeros, krainy siedmiu królestw, zaczął chwiać się od skrótów myślowych, braku logiki, sensu i czegokolwiek jeszcze, to żaden z nich, twórców tych podcastów nie wygłupiał się. Nie bronił tego, czego się obronić nie da. Nie stawał w obronie twórców serialu, nie brał za dobrą monetę ich tłumaczeń. Nie było żadnej taryfy ulgowej. Mało tego, gdyby to oni, ci wszyscy psycho fani Gry o Tron, sami napisali scenariusz do ósmego sezonu, to jestem przekonany, że zrobiliby to o niebo lepiej niż sprawdzeni scenarzyści. Zrobiliby to mądrze, logicznie i z pomysłem.
We Wschowie na naszych oczach rozgrywa się właśnie piąty sezon gry o wschowski samorząd (sezony liczę od bezpośrednich wyborów burmistrza, czyli od 2002 roku). Nie ma co ukrywać po kilku dniach rządów nowego burmistrza przez Internety zaczęła przelewać się fala ogromnego rozczarowania. Zdaję sobie sprawę, że po części jest to sprawka internetowych trolli, ale po części również ludzi szczerze rozczarowanych nowymi rządami. Gdyby to jeszcze były tylko Internety, to pal licho. Nie wiadomo kto za tym stoi, wszystko odbywa się anonimowo, można by rzec – jeden wielki trolling w tych Internetach się odbywa. Ale jednocześnie – i myślę, że to jest doświadczenie wielu czytelników tego tekstu – w prywatnych rozmowach ten wątek zaskoczenia, zdziwienia, rozżalenia, a nawet goryczy również się przewija.
Serial ,,Gra o Wschowski Samorząd” nigdy nie był szczególnie finezyjny. W żaden sposób nie da się tego porównać do Gry o Tron. Nie te pieniądze, nie te czasy, nie ci ludzie, nie te koncepty itp. Chociaż muszę przyznać, że 3 i 4 sezon tego serialu, czyli trzecia kadencja burmistrza Grabki oraz pierwsza i ostatnia zarazem kadencja duetu Patalas-Czopek przynosiły naprawdę spore emocje. Było co oglądać, co czytać, sporo się działo. Były nieoczekiwane sojusze w trzeciej kadencji Grabki, spektakularne ich zrywanie, zdrady, eliminowanie dotychczasowych sojuszników w postaci dyrektorów jednostek oświatowych, zemsta, wojny internetowe na blogi, wyciąganie z prokuratury haków na dyrektorów placówek samorządowych. Jednym słowem działo się. Podobnie w czwartym sezonie, gdzie bez wątpienia niemal przez cały czas trwała wielka bitwa o Winterfell zakończona ostatecznie nieoczekiwanym zwycięstwem tego, który w tej bitwie nigdy nie brał udziału i prawdę mówiąc nie ma pojęcia co to trud i znój oraz kurz bitewny.
W Internetach od czasu do czasu słychać głosy o referendum. Słyszę o tym czasami w prywatnych rozmowach. Nie mam pojęcia na ile to są poważne zagrożenia, ale z perspektywy poprzedniej kadencji, to nie jest wykluczone. Wiele osób, również w miarę racjonalnych internetowych komentatorów, lekceważy ten wątek. Ale myślę sobie, że jeżeli rozczarowanie wschowskim samorządem osiągnie poziom rozczarowania fanów ósmym sezonem Gry o Tron, to wszystko jest możliwe. W poprzedniej kadencji referendum zrodziło się ze złości, upokorzenia, ale i odwagi jej inicjatora. W tej kadencji na razie zupełnie inne, negatywne emocje dominują. Inne więc stoją za tym argumenty i zgoła inne przesłanki. Ale wszystkie one biorą się z rozczarowania. Nie mam pojęcia, jaką skalę musi przybrać rozczarowanie, żeby zaczęło realnie budzić niepokój wśród rządzących. Wiem tylko tyle, że rozczarowani fani ósmego sezonu Gry o Tron nie są rozgoryczeni, bo mają siano w głowie, są życiowymi nieudacznikami, a na co dzień nic innego nie robią, tylko trollują w Internetach. Nie. Skróty myślowe, brak logiki w ostatnim sezonie, niekonsekwentne prowadzenie postaci, pozornie zaskakujące rozwiązania, które ostatecznie budzą niesmak zamiast podziwu wywołały w efekcie milion podpisów pod wspomnianą wyżej petycją. Nie pomogły epickie sceny, wysmakowane obrazy ani efektowne i realistyczne kadry. Rozczarowanie okazało się niezłym, emocjonalnym paliwem. Tym bardziej, że nie sposób winić rozczarowanych, że są rozczarowani. To nie ich wina. Nie w przypadku ósmego sezonu Gry o Tron.