Poniżej zamieszczam esej, który brał udział w konkursie ,,Nowe spojrzenie na Polskę” i opierał się na autorskim odczytaniu reprezentatywnego sondażu, który jest do przejrzenia tutaj – sondaż oraz internetowego quizu, który dostępny jest tutaj – quiz. Konkurs zorganizowały Fundacja Batorego oraz Kultura Niepodległa. Teksty oceniało jury w składzie: Edwin Bendyk, Agnieszka Szydłowska, Max Cegielski i Bartosz Węglarczyk.
Tak sondaż i quiz internetowy zbudowany był ze 100 pytań. Odpowiedzi na te pytania, szczególnie w sondażu, który był przeprowadzony na reprezentatywnej grupie Polaków, były podstawą do interpretacji, a następnie napisania eseju, który nie mógł przekraczać jeżeli pamiętam 8 lub 9 tysięcy znaków. Esej miał być autorskim, ale tez wnikliwym, dziennikarskim odczytaniem danych i zaprezentowaniem wniosków w eseju.
Nie udało się wygrać, ale jestem z tekstu zadowolony, ba, nawet myślę, ze w niektórych miejscach jest on nowym spojrzeniem na Polskę..Werdykt jury znajduje się tutaj – werdykt Może ktoś z czytelników zechce podzielić się wrażeniami z lektury eseju, który zamieszczam poniżej? Z góry dziękuję.
______________________________________________________________
Mięso i Płód? Nie lekceważ. Smog? Zwalczaj
Polska przypomina mi moje miasto rodzinne – Wschowę. Przynajmniej tak wynika z sondażu przeprowadzonego na reprezentatywnej grupie Polaków. Z quizu internetowego może to już nie jest tak oczywiste, ale quiz to próba zawieszenia prawdy o Polakach. Może i chcielibyśmy być inni, inaczej wypadać w badaniach opinii publicznej, tuszować zmarszczki, ubierać się w lepsze ciuchy i mieć na sobie naturalny, lekki i świeży makijaż. Może. Na pewno od czasu do czasu taka odmiana by się przydała. Choćby dla zwykłej higieny intelektualnej. Co by jednak nie mówić Kuba Wojewódzki Polski nie zbawi, a Szymon Hołownia, który po ostatnich doniesieniach na temat globalnego ocieplenia, po raz kolejny przyznał, że z mięsem wziął rozwód, wie już, że Polacy nie gęsi i swój rozum mają. Kult schabowego ma się dobrze, lepiej wypada niż kult Jana Pawła II i w ogóle nie ma sobie równych. Schabowemu może pozazdrościć syn Boży, Jezus, a i sam Bóg, ojciec Jezusa też ze schabowym nie wytrzymuje konkurencji. Polacy nie tylko, że wierzą w mięso, niemal wszyscy to mięso jedzą. Jest w tym jakaś szalona pewność, że wszystkiego może zabraknąć w tym kraju, ale mięsa nigdy nie zabraknie. Na szczęście na tym samym poziomie rysuje się walka ze smogiem i przeświadczenie o potrzebie prowadzenia badań prenatalnych. Chcemy, żeby nasze dzieci rodziły się zdrowe, oddychały świeżym powietrzem i jadły mięso. To jest współczesna, polska, święta trójca. Ponad podziałami, partiami politycznymi, galeriami handlowymi i sklepikami osiedlowymi, rozciąga się między prowincją a dużymi aglomeracjami. Mięso, płód, smog. Tych dwóch pierwszych, nie waż się człowieku lekceważyć, ten trzeci zwalczaj.
Jedzenie mięsa, badania prenatalne i walka ze smogiem osiągają, jako jedyne w ogólnopolskim sondażu wyniki ponad 90%. Są to dane graniczące niemal z pewnością. Można śmiało stwierdzić, że tego chcą Polacy na pewno. I wokół tego nie ma sporu. Nie inaczej rzecz się przedstawia w internetowym quizie. I chociaż nie jest on już tak reprezentatywny, jak sondaż, pokazuje zupełnie inną Polskę, bardziej liberalno-lewicową niż konserwatywną, to jednak i tutaj internauci nie mają wątpliwości co do priorytetów – badania prenatalne i walka ze smogiem osiągają 96 procent. Mięso w quizie wcale nie odstaje, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. 89 procent, to również niezły wynik, jak na liberalno-lewicową odsłonę Polski internautów. W każdym razie wynika z tego, że czy jesteśmy z lewa, z centrum, czy z prawej strony życia publicznego te wartości wydają się nam zdecydowanie najbliższe.
Jesteśmy jednak skazani na samotność. Nie jest to może samotność w sieci, bo okazuje się, że większość z nas może obejść się bez mediów społecznościowych. A może jesteśmy w stanie bez nich funkcjonować, bo nie odpowiadają na fundamentalne pytanie: jak żyć? Akceptujemy siebie i kochamy swoje ciała. Nie mamy jednak zbyt wielu przyjaciół. Niemal co drugi Polak przyjaźni się tylko z jedną osobą. Jeżeli do tego doliczyć dość radykalną ocenę, w której większość badanych twierdzi, że zdrada przekreśla wszystko, a prawdziwa miłość zdarza się tylko raz, to rysuje się nam pewien obraz. Rozwija nas szkoła, niech i tak będzie, nie spierajmy się o to, ale w jakim kierunku? Patriotycznym? Patriota, to ja, odpowie zdecydowana większość. Jestem? Polakiem. Ale jak już pokocham drugiego Polaka, tak mocno, prawdziwie, jak kocha się tylko raz, to nie daj Bóg, żeby popełnił jakiś błąd, jak w latach 70-tych Lech Wałęsa. Wtedy nie ma zmiłuj. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. Żadna nagroda Nobla, patriotyzm, szkoła, która rozwija w niczym tutaj nie pomogą. Miłość, Wałęsa, przyjaciel, żona, partner – wszyscy oni, którzy zdarzają się tylko raz i więcej się nie powtórzą, zostaną wymazani z pamięci. Jakie jest prawdopodobieństwo, że na tych zgliszczach trafią się za naszego życia po raz kolejny Nobel dla Polaka, bezkrwawy okrągły stół, czy Unia Europejska? Odpowiedź jest chyba oczywista.
Więc jak tutaj nie być samotnym Polakiem wśród innych, samotnych Polaków? Z kim zatem umówić się na wspólne spożywanie mięsa? A jak już się Polak z Polakiem umówi, to w osobnych pomieszczeniach, czy w jednym? W milczeniu, czy w stanie permanentnej kłótni o Nobel dla Wałęsy, 500+, niedzielę handlową, stan wojenny, okrągły stół, feminizm, węgiel lub – co zapewne najbardziej rozgrzewa dyskusję – czy obecna władza niszczy Polskę? W jakim towarzystwie będziemy oddychać świeżym powietrzem, jak już wspólnie uporamy się ze smogiem i co powiemy naszym dzieciom, jak przejdą badania prenatalne i zapytają o Nobel dla Wałęsy?
Wygląda na to, że odpowiemy zasłyszanym językiem debaty, która nie wymaga od nas zbyt wiele wysiłku. Nie mamy zresztą czasu na ten wysiłek, bo zdecydowana większość z nas twierdzi, że zbyt mało zarabia. Nie mamy też zbyt wiele ochoty na to, by wypracować własny, indywidualny sposób spojrzenia na Polskę, bo jesteśmy sfrustrowani tym, że pracujemy z konieczności, a nie z pasji. Żeby pasje nasze przynosiły nam pieniądze, trzeba odwagi, a odwaga, to przecież sondażowy heroizm i koło się zamyka. Kogo w dzisiejszych czasach stać na heroizm? Szczególnie, że heroizmem wydaje się nie tylko odważna decyzja o tym, aby praca była pasją, a pasją pracą i w rezultacie przynosiła zadowalające dochody. Heroizmem wydaje się też wspomniana już próba wypracowania własnej opinii na Polskę i jej poszczególne sprawy. Dlaczego? Bo większość z nas ceni to, co znane, co wielokrotnie powtórzone i usłyszane.
Zdecydowanie łatwiej poruszamy się w tych obszarach, w których wszystko jest ustalone (telewizja – 80 procent), o wiele gorzej idzie nam, kiedy wybór zależy od nas (VOD – 20 procent). Decydujemy się na to, aby wyboru dokonano za nas (telewizja), stronimy póki co od heroicznego podjęcia decyzji, aby wysłuchać debat przygotowanych przez Klub Jagielloński i osobno – Fundację Batorego. Nie ma na to czasu, ochoty i nie jest to język, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Pogłębiona wiedza na temat spornych tematów jest nam tak odległa jak Opener, czy Witold Gombrowicz. Innymi słowy – alternatywa dla współczesnego języka debaty publicznej jest od nas tak odległa, jak wielkie zwycięstwo pod Grunwaldem, z której jesteśmy dumni.
Odczytując ogólnopolski sondaż nie sposób wyjąć poza nawias wiedzy na temat dwóch, zwalczających się obozów politycznych. Wydawać by się mogło, że to obóz liberalny (z lewicą gdzieś na jego obrzeżach) i prawicowy. Wydaje się jednak, że to ten sam konserwatywny obóz, który w pewnych sprawach się różni, ale więcej jest spraw, które go łączą. Na pewno mięso, smog i badania prenatalne. Największym natomiast czynnikiem w dobie nowoczesności i współczesności, który nas określa jest nasza samotność, na którą się sami skazujemy. Trochę to wynika ze spraw bytowych, trochę z konsekwencji naszych wyborów, które nas w tę samotność wrzucają, trochę z naszego radykalizmu, a trochę z natury czasów, w których żyjemy. Owszem, na pierwszy rzut oka wydajemy się sobie różni i skłóceni. Przy bliższym poznaniu wygląda na to, że jeszcze nie wyraziliśmy się w tej Polsce. Nie zrobiliśmy tego, bo nie mamy na to czasu. Tę przestrzeń oddaliśmy po części politykom, komentatorom życia publicznego, którzy przygotowali dla nas niezbyt skomplikowane odpowiedzi na dość złożone kwestie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Są to odpowiedzi tak znane, jak znany jest Juliusz Słowacki, festiwal w Opolu, czy kuchnia babci.
A zatem w murach z betonu może nadal nie ma wolnej miłości (związek to jednak bardziej małżeństwo niż partnerstwo), jak śpiewała dawno temu Martyna Jakubowicz. Analogicznie tak samo nie spotkamy w pobliżu kogoś takiego, jak Andrzej Friszke, który pisząc biografię Adama Ciołkosza, przyznaje we wstępie do książki, że często podczas pracy nad biografią, przebywał w domu rodzinnym, ale był nieobecny myślami. Im częściej decydować się będziemy na tego rodzaju nieobecność, tym pełniej, mądrzej i nie tak jednoznacznie, jak do tej pory, będziemy obecni w życiu naszych przyjaciół, żon, mężów, partnerek i partnerów, w życiu imigrantów, a przede wszystkim Polski. Może i nieobecność, to również rodzaj samotności, ale jest nam to potrzebne, w tym samym stopniu, co badania prenatalne, mięso i walka ze smogiem.
Rafał Klan