Warto się przez życie włóczyć

Maciej jest moim sąsiadem. Kiedy się tutaj wprowadziłem, to on już był, mieszkał piętro niżej. Znałem go wcześniej, w zupełnie innym miejscu i czasie, kiedy jeszcze dla nas, dla mnie i Macieja, który był zdecydowanie ode mnie starszy i z gówniarzami się nie zadawał, wszystko było możliwe. Przyszłość nie stanowiła dla nas żadnych tajemnic. Od początku można by tak rzec, każdy z nas wiedział, że ten zbutwiały świat naszych starych, podmienimy na lekkostrawną włoską calzone lub tagliatelle w sosie serowym. Maciej był z innego podwórka, zadawał się ze starszymi chłopakami, ale na nasze podwórko też zaglądał, bo mieszkał tutaj Darek, no tak, powiecie, a kto to jest Darek i słusznie zapytacie, bo tych męskich imion mógłbym jeszcze wymienić sporo, ale nie w tym rzecz.

Maciej od tygodnia mówił, że Dżem przyjeżdża do Wschowy, kiedy, spotykał mnie, siedzącego na ławce, w cieniu, którego użycza jedno z osiedlowych drzew. Siedziałem na ławce, zaciągałem się papierosem, Maciej zachodził z mojej prawej strony i mówił, że będzie Dżem, że koszulkę ma już na tę okazję wypraną i może nawet wyprasowaną (nie wiem, czy na pewno, bo różnie to jest z fanami Dżemu, jedni prasują koszulki inni zakładają wygniecione) i że Balcara szanuje, mniej poprzedniego wokalistę, Riedel, wiadomo, ile to on już razy słuchał Dżemu na koncertach, to trudno na palcach jednej i drugiej ręki zliczyć, ale jak Dżem przyjeżdża do miasta, to reszta przestaje się liczyć. Trzeba tam pójść, zostawić gardło na placu kosynierów i bez gardła wrócić do domu. Trudno. Taki jest Dżem, jak już przyjeżdża, tego oczekuje od fanów.

I tak dni mijały w oczekiwaniu na ich przyjazd, spotykaliśmy się przy osiedlowej ławce, ja kopciłem fajki, Maciej wspominał, gdzie wcześniej ich słyszał, czego można się spodziewać po ich występie, że zawsze, albo prawie zawsze zostawiają serce na scenie, rzadko się zdarza, żeby było inaczej. A ja mówiłem Maciejowi, a wiesz Maciej, a pamiętam, jak śpiewałeś z Gawlińskim we Wschowie na koncercie Wilków w zamierzchłych czasach, kiedy jeździli ze swoją pierwszą płytą i wiercili dziurę w brzuchu, pytając, gdzie jest nasz dom, było to w czasach, kiedy chyba jeszcze obaj myśleliśmy, że świat za chwilę podda się, złoży broń, a my przejmiemy oszkloną kabinę, za którą było widać wszystkie jego magiczne stery.

W dniu, kiedy Dżem przyjechał do Wschowy, nosiłem Małego Stasia w nosidle, w tej części miasta, która znacznie oddalona była od miejsca koncertu. Spotkaliśmy po drodze starsze małżeństwo, spieszyli się i byli wyraźnie poruszeni. Nie znałem ich, ale oni znali Magdę i Małego Stasia. Więc zatrzymaliśmy się na chwilę, ale tylko na chwilę, bo oni, to starsze małżeństwo wyraźnie spieszyli się na koncert. Mężczyzna, jak opowiadała jego żona, do porannej kawy słucha jazzu i bluesa, a ona sama, och, Magda, Stanisławie i ty, co nosisz Stanisława w nosidle, żebyście wiedzieli, Dżem, to moja młodość – mówiła – idziemy, biegniemy, już tam na nas czekają, nasi znajomi, dla których Dżem kojarzy się z tym samym, biegniemy, idziemy, nie zatrzymujemy się.

Później Marysia (której nawet profesor Kukurowski z wrocławskiej uczelni nie straszny) dzwoni, a nawet nie, nie dzwoni, przesyła fragmenty koncertu messengerem, na tym nagraniu śpiewa, czy też raczej krzyczy o tym, że jest otoczona przez lunatyków, a później powtarza tę samą czynność przy innym utworze Dżemu, kiedy wydaje się, że siódma rano – to jeszcze noc, że praca z człowieka nie czyni kogoś lepszego, raczej odwrotnie i że warto się przez życie włóczyć, a nie maszerować sprężystym krokiem w defiladach rozmaitych, kłaniając się przed rozmaitymi ambonami świata tego.

Na drugi dzień spotykam Macieja. Jest ławka, jest cień, mam  papierosy, dobry moment, żeby się przy okazji spotkać. Maciej ma jeszcze koszulkę na sobie z Ryśkiem Riedlem. To był świetny koncert – mówi – zostawili serce na scenie, ja zostawiłem gardło na placu kosynierów, napisz o tym, mówię ci, napisz, że ja, Maciej, tak powiedziałem, że grali trzy godziny i tak, jak myślałem, nie było żartów, Dżem nie żartuje.

I powtarzam tę opinię Macieja dyrektorowi, bo akurat tak się zdarzyło, że dyrektora spotykam na drugi dzień, na wschowskim rynku i mówię, że Maciej jest zachwycony, dyrektor nie zna Macieja, ale to nie szkodzi, trzeba się trochę powłóczyć po świecie, żeby poznać Macieja, a dyrektorzy przecież nie są od tego, żeby się włóczyć.

A jeszcze później usiadłem, jak już Dżem wyjechał z tego miasta i to wszystko opisałem.

Foto: Zw.pl

 

 

Jedna odpowiedź

  1. Piękny text. Bardzo dobra literatura. Płynie się w nim i z nim. Wyśmienitość proszę Pana.

    Polubienie

Dodaj komentarz

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.