Mam kilka myśli i może jak je tutaj spiszę wszystkie, bez wyjątku, to nie będę już więcej sobie głowy nimi zawracał.
Przykład takiej myśli pierwszej z brzegu: dlaczego właściwie radna z Lginia zdecydowała się przejść do radnych z koalicji rządzącej? Wiem, znam odpowiedź, udzieliła jej przecież sama radna. Może będzie bardziej skuteczna, tak powiedziała, kiedy ją o to zapytałem, a potem tej samej odpowiedzi udzieliła radiu Elka. Ale, myślę sobie, dlaczego w ogóle stworzono taką sytuację w radzie, dlaczego wytworzyły się między radnymi tego rodzaju relacje, że pani sołtys, musiała uznać, że tylko zmiana barw klubowych, umożliwi jej skuteczne działanie. Dlaczego na przykład silniejszy (czyli radni koalicji rządzącej) nie powiedzieli do pani sołtys tak: pani sołtys, szanujemy pani wyborczy wybór, nam również zależy na sprawach, w których chce pani być skuteczna. Możemy się w wielu kwestiach różnić, bo rozumiemy prawidła demokracji, różnice zdań, polemikę, ale tam, gdzie chodzi o dobro mieszkańca naszej gminy, działajmy ponad barwami klubowymi. I skoro silniejszy (większościowa koalicja rządząca) w ten sposób nie rozmawiał z panią sołtys, to czy z tego wynika, że ten silniejszy nie rozumie różnicy zdań, nie toleruje polemiki i nie szanuje abecadła demokracji? Taki przykład myśli pierwszej z brzegu.
Przykład takiej drugiej myśli z tego samego brzegu: Czy jak nadciągają w tym tygodniu jeszcze większe upały, to czy w mieście pojawi się druga kurtyna wodna?
Przykład myśli trzeciej z brzegu: wracając jeszcze do sytuacji z panią sołtys Lginia, która jest jednocześnie radną. Kiedy obecnej koalicji rządzącej zarzucono, że grają w związku z tym nie fair, w odpowiedzi (to była jedna z odpowiedzi) można było usłyszeć o innym transferze, który miał miejsce w poprzedniej kadencji, kiedy jeden z radnych z opozycji przeszedł do koalicji rządzącej. Innymi słowy zasugerowano, że obecna opozycja zarzuca obecnej koalicji rządzącej transfer, który jest nie fair, a kiedy obecna opozycja, była koalicją rządzącą, to przecież zachowywała się w taki sam sposób. Wybory samorządowe w 2018 roku jednoznacznie wykazały, co mieszkańcy myślą o poprzednich rządach. Czy powoływanie się w dyskusji na tamte czasy, o których powszechnie wiadomo, że się skompromitowały, dobrze, czy źle świadczą o obecnej koalicji rządzącej. Czy tamten transfer z czasów, który jednoznacznie i negatywnie ocenili mieszkańcy przy urnach wyborczych, może stanowić jakikolwiek punkt odniesienia? I czy należy ten argument odczytywać w kategoriach – wy mogliście, to i my możemy. I czy przy tak postawionej sprawie jest jeszcze jakaś różnica między tym, co minęło, a tym, co jest obecnie? I czy to nie jest z mojej strony za daleko posunięta analogia?
I ostatnią myśl z brzegu na temat progresywności zostawiam ostatnio w komentarzach pod rozmowami na temat ewentualnych wykonawców podczas przyszłorocznych Dni Wschowy . Niepotrzebnie wciskam tam progresywność, bo dotyczy one pewnej idei, która pojawiła się we Wschowie wraz z nowym porządkiem. Wydaje mi się, że się jednak czepiam, bo kto tam śledzi idee w tym mieście, ale chwilami nie mogę się powstrzymać, mam nieodparte wrażenie, że pod maską progresywności kryje się konserwatyzm. Nie mówię, ze to dobrze, czy też źle. Po prostu sobie to układam w głowie, żeby mieć to poukładane – nie ma progresywności, jest konserwatyzm. Nic wielkiego. Można sobie to poćwiczyć przed lustrem.