Diabeł ubiera się u Prady? Nie, dzisiaj mieszka w domach, zbudowanych przez mistrzów murarstwa

Taki murarz, jak wraca do domu, to przywozi ze sobą mnóstwo ubytków na swojej murarskiej skórze. One się pojawiają na ciele murarza wraz z wiekiem, jest ich coraz mniej, a może wcale nie, może jest ich więcej, faktem jest, że nikomu do głowy nie przyjdzie, żeby uznać je za stygmaty, święte znaki, które mogłyby chociaż przez chwilę sprawić, że teolog jeden z drugim popadłby w zadumę nad żywotem murarza. Liczne ubytki na jego ciele nie interesują religioznawców, filozofów, antropologów, są poza spektrum zainteresowań humanistów. A to chyba błąd. Bo kładzie taki murarz wielowarstwowy materiał hydroizolacyjny (zwany papą) na dachu, nagrzewa ten materiał specjalnie do tego skonstruowanym palnikiem i na przykład, przekładając rolkę tej papy, bo trzeba ją jakoś rozwinąć, sama się nie przeturla z jednego krańca dachu na drugi kraniec, więc robiąc to, co trzeba przy tej robocie, taki murarz się poparzy, zdarzają się takie przypadki, jest ich sporo, może nawet więcej niż można sobie to wyobrazić. Poparzenia nie są niczym przyjemnym, bo zazwyczaj murarz, który zajmuje się również izolacją dachu, ma na rękach rękawice, więc najpierw podgrzana palnikiem izolacja rozgrzewa rękawice, a potem dopiero to, co się pod tą rękawicą kryje. Najczęściej jest to ludzka skóra.

Potem taki murarz idzie, trafia na jakiś skos, bo zapomniał, że sufit ma jakiś kąt nachylenia, wygląda to z daleka na demoniczne nachylenie i na pewno nie sprzyja człowiekowi i w efekcie połowę łba mu urywa, a – proszę państwa – taki murarz pomimo tego, wstaje o poranku z tymi wszystkimi znakami na ciele (i chyba duszy) i do głowy mu nie przyjdzie, że mógłby z tego powstać jakiś wpis na blogu. Nie, nie mógłby. Jak taki murarz wraca do domu, z tymi wszystkimi ubytkami, z poparzeniami, ze świadomością, że nie wiadomo czym się skończy zderzenie głowy ze skosem, który nagle wyrósł murarzowi nie wiadomo skąd, i nie ma właściwie pewności, czy jeszcze wszystkie sprężyny, łączące głowę z tułowiem, działają, uwierzcie, taki murarz na nic nie ma już ochoty.

A pomimo tego niczym się nie różni, taki murarz od Mirandy Priestly, naczelnej magazynu modowego ,,Runway”, Mirandy, zagranej przez rewelacyjną Meryl Streep w filmie ,,Diabeł ubiera się u Prady”. A jego pomocnicy (sam jestem od dawna dobrze zapowiadającym się pomocnikiem murarza) od asystentek Mirandy – Andrei Sachs i Emily Charlton.

Z Wikipedii dowiecie się, że ponad tysiąc lat temu murarz był wolnym zawodem, wędrował taki murarz po Europie i wznosił budowle, które – jeżeli zachowały się do dzisiaj – budzą zachwyt i są przedmiotem licznych opracowań. Ich pomocników wtedy nazywano czeladnikami. Wikipedia twierdzi, że dzisiaj murarz najczęściej kojarzony jest z robotnikiem budowlanym. Być może, ale to jest raczej jakiś żart, bo nie przystaje w żaden sposób do rzeczywistości. Dzisiaj murarz, podobnie jak ponad tysiąc lat temu, to wolny zawód. Przemierza on już nie tylko Europę, ale jak trzeba to i cały świat, żeby wznieść jakąś budowlę. Jest jak Miranda Priestly. Dzisiaj Diabeł nie ubiera się u Prady, nie, dzisiaj mieszka w domach, zbudowanych przez mistrzów murarstwa. Spróbuj, drogi czytelniku, załapać się u takiego mistrza na czeladnika (pomocnika), a zrozumiesz o czym mówię.

Dodaj komentarz