Takie są, inne nie są

W poniedziałek oddałem do biblioteki Alice Munro. Oddałbym przy okazji jeszcze kilka spraw, które leżą mi, jak to się mówi, na sercu, ale spraw tych biblioteka mi nie wypożyczyła, więc nie mogła też ich ode mnie przyjąć, nawet gdybym przekonywał, że nic w zamian nie chcę, że może komuś innemu się przydadzą, to wiem, że na nic by się zdały te negocjacje.

Chociaż wyobraziłem sobie potencjalnego czytelnika, który przyszedłby do biblioteki i zapytał o jakieś zagadnienie, temat, historię, którą – okazałoby się – jeszcze nikt nie napisał, a pani bibliotekarka powiedziałaby – nie mamy takiej książki, ale mamy tutaj pewne sprawy oddane przez jednego z naszych czytelników, nie są one spisane, ani wypowiedziane, są jedynie pomyślane, może by je pan od nas wziął bo nam ciążą, a są jak na wymiar, w sam raz, odpowiadają na potrzeby twoje, potencjalny czytelniku, który chyba głową chcesz przebić mur, mur, który, stał tutaj od niepamiętnych czasów, a jeżeli kiedyś nie stał, to nie ma nikogo, kto by to pamiętał, więc, dobrze, weź pan/pani te sprawy i je przejrzyj, bo w sam raz się wydają dla pana/pani, pani/pana, są w sam raz, żeby sobie wszystko nadwerężyć i nigdzie nie dotrzeć. Takie są, inne nie są.

Dodaj komentarz