Narrator, bóg, burmistrz, stworzątka i Astheanie, czyli czytając Ursule Le Guin

Miałem zacząć od kilku słów, poświęconych sobotniemu spektaklowi Na co ci to było (chociaż na stronie UMiG znalazłem zapis – Po co Ci to było) na podstawie sztuki Tadeusza Różewicza Do piachu w wykonaniu głogowskiego Teatru Jednego Mostu, ale zostawię sobie to na inny dzień. Na inny, bo chodzą za mną stworzątka z opowiadania Ursuli Le Guin Słowo ,,las” znaczy ,,świat” i koniecznie muszę zacząć od nich, a nie od Różewicza w interpretacji głogowskich aktorów. W sumie jedno i drugie jest ważne, Różewicz i Le Guin, kontrowersyjne Do piachu, które zupełnie zatraciło w sobotę swoją wymowę i ekologiczna Le Guin, która czytana bez pośredników (no chyba, że za pośrednictwo, a tym samym interpretację na poziomie języka uznamy tłumaczenie), na niczym nie traci.

Jednak nie o ekologię tutaj chodzi. Chociaż po części też, ale przede wszystkim o stworzątka. Bo o nich jest Słowo ,,las” znaczy ,,świat”” Stworzątka to miejscowi, ludzie, tylko mniejsi i bardziej kudłaci niż ziemianie. Mieszkają na planecie Athshe, poznajemy ich na pierwszych stronach noweli i przyglądamy się im oczami kapitana Davidsona.

I tutaj pierwsza dygresja: Jeszcze nie wiadomo jaką rolę odegra kapitan Davidson w tej historii. Czy będzie to zły, czy dobry bohater, postać złożona, czy raczej jednowymiarowa? Podobnie, jak z wyborami na burmistrza. Nie wiadomo na początku, kogo na drugi dzień po wyborach zobaczymy, jak bardzo wybory były lub nie były w stanie zmienić człowieka. I podobnie jest z Davidsonem. Nie wiemy z pierwszych stron, jaką przyjmie rolę w tej historii. Wiemy jedynie tyle, że to człowiek, który wszystko trzyma silna ręką, marzą mu się kobiety, ma posłuch wśród ludzi, wie, jak nimi kierować, dowodzić, wie co robić, żeby nic mu przypadkiem nie zaszkodziło. I ten Davidson, a pierwsze strony opisywane są z jego punktu widzenia, rozmyśla o futrzanych stworzątkach, które służą do tego, żeby wykonywać rozkazy i polecenia Davidsona. Do niczego innego nie służą.

I konieczna druga dygresja: kiedyś w tradycyjnej literaturze panował wszechobecny narrator, który wszystko wiedział, taki Bóg można by powiedzieć. Tak też dawno temu był skrojony świat, w którym powstawała literatura. Im świat się bardziej, powiedzmy, cywilizował, im więcej świata odkrywał i praw nim rządzących, tym kreacja narratora wszystko wiedzącego odchodziła na bok. Stawała się archaiczna. Nie było już jednego Boga, który wszystko wiedział, a zaczęli pojawiać się bogowie, którzy kreowali subiektywny obraz świata, ograniczony, cząstkowy i jednorodny, który stawał się tym, czym kiedyś był świat jednego narratora – wszystko wiedzącego. Ujmując to najprościej w literaturze pojawiali się narratorzy wszystko wiedzący, ale subiektywnie, tym samym bogów było już więcej, nie było tego jednego, który pozjadał wszystkie rozumy.

Otóż Le Guin, która żyła w 20 wieku, w tej konkretnej noweli korzysta z narracji wielu bogów, wielu narratorów. Czasami przyglądamy się stworzątkom oczami Davidsona i wtedy widzimy stworzątka, niewolników lub – powiedziałbym – udomowione zwierzęta, a czasami oczami Ljubowa (inna postać, antropolog, która nas tutaj nie będzie interesowała) i wtedy nie widzimy stworzątek, tylko ludzi, Atsheanów z niespotykanie rozwiniętym zmysłem śnienia, zaczerpniętym chyba z życia i religii Aborygenów (pisałem o tym kiedyś na tym blogu), z cywilizacją, gdzie dominuje mądrość starszych ludzi, a przede wszystkim starszych kobiet.

Czasami jednak w noweli Le Guin narrator używa zamiennie określeń rodowitych obywateli planety Atshea – nazywa ich raz stworzątkami, a innym razem – Atsheanami.

I tutaj potrzebna jest trzecia dygresja – współcześnie, od kilku lat, relacje z jakichś zdarzeń, czy to politycznych, czy historycznych, czy po prostu współczesnych, które wydarzają się codziennie, które jeszcze, ale naprawdę jeszcze, bo i ten warunek za chwilę przestanie mieć znaczenie, są określane jako fake newsy lub postprawda – świat stworzątek widziany oczami Davidsona, to przykład fake newsa, postprawdy. Świat widziany oczami Ljubowa, to przykład próby obiektywnego opisu rzeczywistości.

Dlaczego więc narrator w którymś momencie u Le Guin używa obu określeń, kiedy czytelnik już wie, już się domyślił, przekonał, że  stworzątka nie są prymitywnymi, włochatymi zwierzętami, które nadają się do wykorzystania, a potem do eksterminacji? Wydaje się, że Le Guin mówi, choć pewnie nie chciałaby tego powiedzieć, że świat, który jest opisany w jej noweli, decyduje się na oba warianty. Mogłaby jeden z nich pominąć, ale byłby to wtedy świat jednego Boga, a takiego świata od dawna już nie ma, na pewno nie w 20 wieku i później. Nie sposób też udawać, że postprawdy nie ma lub że nie ma ludzi, którzy o Astheanach mówią i tak też ich traktują, jak stworzątka. Być może któraś z postaw wobec stworzątek/Astheanów wcześniej, czy później zdominuje myślenie o nich i wtedy zostaną albo stworzątkami, albo Astheanami. Ale właśnie dlatego, że oba warianty są w użyciu, mamy dwie narracje, a zatem i dwóch bogów, którzy kiedyś byli jednym bogiem, jedną, wszystko wiedzącą narracją. I – prawdopodobnie – jak w greckiej mitologii, zwycięży silniejszy, prędzej czy później. Bo w historii Le Guin nie ma chrześcijańskiego odkupienia, chrześcijańskie odkupienie jest dla naiwnych, którzy lekce sobie ważą fakty, które składają się z fake newsów i newsów, ze stworzątek i Astheanów.

Czytając tę krótką nowelę, pomyślałem sobie, że mieszkamy na tej prowincji, w tej Wschowie, trafił nam się znowu kapitan Davidson, który myśli o nas, jak o stworzątkach, głupich, prymitywnych zwierzętach, o których, z tego co się zdążyłem zorientować, opowiada na innych planetach, na lewo i prawo, że stworzątka niedouczone, niekreatywne, no głupiutkie, jak to stworzątka z prowincji. I zrozumiałem, dzięki Le Guin, że nie ma znaczenia, czy stworzątka z prowincji są głupiutkie, czy nie. To jest rodzaj narracji, który dla jednych będzie skrajnie subiektywny, dla innych – skrajnie obiektywny. Pojawił się taki narrator, taki bóg, taki kapitan Davidson, który nic innego nie będzie robił, tylko powtarzał tę swoją boską prawdę.  A co w takim razie mają robić stworzątka? Nic. Bo stworzątek nie ma. Są jedynie Astheanie. A to się kapitanowi Davidsonowi nie mieści w głowie. Warto o tym pamiętać.

Ursula K. Le Guin Słowo ,,las” znaczy ,,świat” jest do wypożyczenia w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Wschowa.

 

1 Comment

  1. Tak to już bywa na naszej Najlepszej pod słońcem planecie, że „Silny” idzie po władzę, pieniądze, surowce ze sztandarem wyzwolenia „Słabego” co koniec końców kończy się jeszcze większym zniewoleniem. No ale to już nazywa się np. demokracja, prawo, kultura, standary cywilizacji ect.
    Cmok.

    Polubienie

Dodaj komentarz