(ze względu na występujące w tekście liczne wulgaryzmy uprasza się, aby czytać go nie wcześniej niż po przekroczeniu 45 roku życia)
Na dzień przed obchodami 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej we Wschowie amatorski Teatr Jednego Mostu z Głogowa wystawił spektakl ,,Na co ci to było” w reżyserii Michała Wnuka, na podstawie głośnej sztuki Tadeusza Różewicza ,,Do piachu”.
Byłem ciekaw tego przedstawienia, ponieważ jestem zdania, że Tadeusz Różewicz był wybitnym poetą i dramaturgiem (wiem, pachnie tu Gombrowiczem), dorównywał mu jedynie Czesław Miłosz, który ze względu na rozmiar intelektualnych poszukiwań, docierał w miejsca, które z oczywistych powodów były Różewiczowi obce. Nie znam wybitniejszych i wszechstronniejszych twórców po 1945 roku. Nie dostrzegam też nikogo na horyzoncie, kto mógłby ich zastąpić.
Dlatego też, kiedy przeczytałem, że spektakl ,,Na co ci to było” jest przeznaczony dla dorosłych, uznałem, znając fizjologiczną sztukę ,,Do piachu” Różewicza, że albo to jest tani zabieg marketingowy, mający na celu zgromadzić sporą publiczność na prowincji (Głogów, Wschowa – dwa prowincjonalne bratanki – tak myślałem) albo rzeczywiście Wnuk wyjął z oryginału cały ten różewiczowski, do dzisiaj w Polsce odosobniony, pojedynek z bohaterstwem, metafizyką, doniosłością i poświęceniem, uznając, że lepiej by było, aby na drugi dzień, jak młodzież 1 września będzie słuchać tych wszystkich jednorodnych i napuszonych opowieści o wojnie, które z wojną nie mają nic wspólnego – no jednym słowem, żeby nie mieli na koniec rozdwojenia jaźni, żeby im w tym młodym wieku nie mieszać w głowie, żeby nadal żyli w otoczeniu sztampy i wysokich diapazonów i żeby nadal kłaniali się tam, gdzie, zdaniem Różewicza, o nic innego nie chodziło, jak jedynie o to, by żreć, spać i ruchać.
Sami przyznacie, że być może w tak zarysowanym krajobrazie warto młodych ludzi chronić przed takim obrazem wojny. Bo co taki młody człowiek mógłby pomyśleć, idąc 1 września na ulicę Łazienną we Wschowie w otoczeniu dyrektora szkoły, nauczyciela jednego lub drugiego, trzymając w ręku sztandar szkoły, widząc, że wszyscy dookoła wyglądają tak samo i podobnie się zachowują. Co miałby wtedy pomyśleć taki młody człowiek, że kłania się przed różewiczowską fizjologią? Żarciem, spaniem i ruchaniem? Czy przed męczeństwem, bohaterstwem i miłością do ojczyzny? Przed czym właściwie by się tego 1 września kłaniał? Przed jaką wizją wojny? Różewicza? Przed jednym i drugim? Czegoś należało temu młodemu człowiekowi oszczędzić. Stąd też uznałem, że być może ten warunek, że spektakl jest dla dorosłych widzów, nie jest jedynie marketingowym chwytem, a być może próbą uchronienia młodej wrażliwości przed fizjologią wojny.
Wszyscy zresztą byliśmy wychowywani podobnie. Biała koszula, apel, kwiaty, przemówienie jakiegoś samorządowca, dyrektora szkoły, nauczyciela historii i do domu. Cała wojna, cała pamięć, cała dramaturgia. A tutaj, proszę, Różewicz ze swoimi pięcioma groszami. Na dzień przed okrągłymi obchodami wybuchu II wojny światowej. Czy mogło nam się coś lepszego trafić? Okazuje się, że mogło się coś lepszego trafić. Niestety. Mógł nam się trafić Różewicz, a zobaczyliśmy – hmm – autorską wizję młodego reżysera, który zamiast Różewicza pokazał nam Pasikowskiego z czasów Psów, w dodatku bez głębi Psów, bazując jedynie na wulgaryzmach. Cała historia. Owszem, jest w niej trochę więcej, Waluś poszedł na bandziorkę, ukradł coś tam do żarcia, po drodze zgwałcił kobietę, było z nim więcej osób, ale ich już nie ma, on sam nie przyznaje się do winy, jest partyzantem, czeka go sąd, kara. Cała historia. Owszem żrą, śpią i marzą o jednym, jak u Różewicza, tylko, że to nie jest Różewicz.
O czym jest ,,Do piachu” nie będę pisał, bo wszyscy mają Internet i mogą sobie wygoglować. Jak do tej pory był odbierany ten dramat – to również wszystko jest do znalezienia w sieci. Kto tracił, jeżeli wystawiał ten dramat – o tym także jest do przeczytania, a co we współczesnych czasach robiono z tym dramatem, jak bardzo twórcy musieli się przygotować do premiery, kiedy w latach 90-tych pokazano tę sztukę w telewizji polskiej – wszystko to jest dostępne w Internecie. Każdy kto znajdzie chwilę czasu, będzie sobie zdawał sprawę, że i dzisiaj z jego wymową jest to dramat na wskroś współczesny i dotykający najważniejszych spraw ludzkiej egzystencji. A gdyby się pokusić o naprawdę współczesną wymowę tego dramatu, to wyobrażam sobie (trzeba by trochę doczytać, np. ,,Prześnioną rewolucję” Ledera i pewnie wiele innych, ciekawych, współczesnych lektur), że pomijając metafizykę, której brak u Różewicza jest tak głośny, że rzadko udaje się twórcy jej nieobecność tak wyeksponować; mogłaby to być dzisiaj sztuka, która tłumaczy tzw. inteligencji, a może klasie średniej, dlaczego mniej wykształceni i mniej zarabiający ludzie, głosują dzisiaj tak, a nie inaczej (u Różewicza, inteligencja AK manipuluje prostymi partyzantami z Batalionów Chłopskich).
To, co zobaczyliśmy w sobotę, czyli żarcie, spanie i marzenia o ruchaniu (tak to trzeba nazwać, tak to pokazuje Różewicz, nie inaczej) to jest oczywiście różewiczowskie, ale teatrowi z Głogowa nie udało się pokazać różewiczowskich motywów, które z jakichś powodów tak, a nie inaczej, ustawiają figury na szachownicy.
Myślę sobie, że normalnie, po takim spektaklu, ale z różewiczowskiego ducha, poszlibyśmy i spalili razem pomnik przy ulicy Łaziennej, żeby już więcej nie odbywały się tam szopki rocznicowe. Domagalibyśmy się ratunku przed postępującym zezwierzęceniem. Wschowa by tej nocy nie przeżyła. Policja musiałaby ściągnąć wszystkie możliwe patrole, żeby uspokoić Różewicza w nas, Straż Miejska by na drugi dzień pukała do naszych drzwi, żeby Różewicza z nas przegonić. Kto wie, może nawet wezwano by najlepszych egzorcystów, żeby zapanował spokój i obchody 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej, zaplanowane dzień później, mogły się odbyć w terminie.
Nic takiego jednak się nie stało. W tym widzę słabość tego przedstawienia i nie tylko w tym.
Obudziłeś Różewicza we mnie.
Idę wraz z Tobą na Wschowę.
PolubieniePolubienie