Blog Nowe Opinie zamieszcza poniżej recenzję ,,Historii małżeńskiej” autorstwa młodej osoby, proszącej o anonimowość. Zatem prośbę spełniamy i zapraszamy do lektury
_____________________________
O filmie “Historia Małżeńska” mówi się od początku grudnia, kiedy to miał swoją premierę na platformie Netflix. Dyskusje nie cichną, chociażby z tego względu, że już w tym tygodniu dzieło Noaha Bamubacha będzie walczyło m.in. o Oscara w kategorii najlepszy film. Samych nominacji “Historia Małżeńska” zdobyła sześć, w tym najbardziej zasłużone za dwie główne role (Scarlett Johansson, Adam Driver) oraz rolę drugoplanową (Laura Dern).
Zdania na temat filmu są jednak bardzo podzielone. Mimo że nie spotkałam się z ocenami skrajnie niskimi to można dostrzec dużą rozbieżność w odbiorze. Jedni są kompletnie znudzeni fabułą, inni czują się przez film oszukani, a ostatnie grono osób, w tym ja, pochłonięci historią do końca. Film Baumbacha opowiada o rozpadzie małżeństwa, a co za tym idzie również o rozwodzie i o tym jakie wybory stają przed głównymi bohaterami w zderzeniu z okrutną machiną prawniczą. Opowieść, mimo że fikcyjna, wydaje się być bardzo realna. Każdy kto przechodził lub obserwował czyjś rozwód z pewnością znajdzie tutaj dużo prawdy, którą nie tak prosto przecież przenieść na ekran. Ważniejszy jednak wydaje mi się tutaj aspekt rozpadu relacji, co sprawia, że jest to film uniwersalny, bo pozwala ludziom z różnym bagażem doświadczeń znaleźć w nim coś dla siebie. W końcu chyba każdy wie, jak to jest stracić kogoś bliskiego.
Najczęstsze zarzuty wobec filmu Baumbacha dotyczą tego, że reżyser staje jednoznacznie po stronie Charliego (w tej roli genialny Adam Driver), oraz że powody Nicole (Scarlett Johansson), które stoją za decyzją o rozwodzie, nie są zrozumiałe. Oczywiście, kiedy spojrzymy na to powierzchownie, może wydawać się, że główna bohaterka jest skończoną egoistką i w swoim egoizmie i zazdrości o karierę męża postanawia go zostawić. Taki obraz może pojawić się, jeśli całą swoją uwagę przywiążemy do drugiej części filmu, w którym Nicole momentami jest bezlitosna i w tym całym natłoku emocjonalnych scen zapominamy, że bohaterka miała trochę więcej czasu, aby przetrawić to odejście. Już na samym początku “Historii Małżeńskiej” widzimy ją płaczącą, ponieważ prawdopodobnie nosiła się z tą decyzją już jakiś czas, a przecież nadal kochała Charliego (co zresztą przyznaje w długim monologu w domu prawniczki). Nie jest więc postać Nicole spłaszczona i nieczuła, ponieważ ta scena już sama w sobie powinna uświadomić widzowi w jak tragicznym położeniu jest bohaterka. To nie jedyny moment, kiedy dowiadujemy się, jaki stosunek Nicole ma do Charliego. Będzie takich scen znacznie więcej, choć będą raczej symboliczne. Może poza listem, w którym wymienia dobre cechy swojego męża, co tylko utwierdza w przekonaniu, że Baumbach robi, co może abyśmy nie sympatyzowali tylko z jedną ze stron.
Ciężko mi też zrozumieć na czym polega niezrozumienie powodów zakończenia związku przez Nicole. Akurat tutaj Baumbach spisał się świetnie, mimo że może nie jest to tak dosłowne, jakby tego widz oczekiwał. Scena, w której Nicole opowiada swojej prawniczce o związku z Charliem jest tego najlepszym dowodem. Najbardziej zrozumiałe jest dla mnie, co przeżywa główna bohaterka, kiedy mówi, że kiedy zaszła w ciążę to miała takie poczucie, że będzie miała w końcu coś swojego, na własność. Jednak, kiedy dziecko się urodziło, uświadomiła sobie, że syn należy tylko i wyłącznie do siebie samego. Niejednokrotnie spotykałam się z opiniami, że wiele samotnych, niekochanych kobiet marzy o dziecku, które będzie je kochało bezgranicznie i sprawi, że nigdy nie będą odczuwały już uczucia dojmującej samotności. Dziecko miałoby być kimś pewnym, kimś kto nie rani i nie odpycha. Tutaj właśnie Nicole pokazuje jak źle się czuła w swoim małżeństwie – niedoceniana i niesłuchana. Ta samotność sprawiła, że bohaterka miała nadzieję, że dziecko, które wyjdzie z jej ciała sprawi, że odnajdzie ona siebie. W końcu to ona nosiła je dziewięć miesięcy w sobie. Nie powinno to dziwić, skoro Nicole poświęciła swoje dotychczasowe życie dla męża i wyjechała tam, gdzie on chciał, więc miała wielką potrzebę posiadana jakiejś własności. Może to wyglądać na skrajnie egoistyczne, jednak takie nie jest, bo przecież dobrze wiemy, że Nicole bezgranicznie kocha swojego syna i nie był on tylko jakąś zachcianką. Głowna bohaterka podaje zresztą więcej przykładów na to, że czuła się w jakiś sposób zagubiona, nie mogła znaleźć samej siebie w życiu i w tym małżeństwie. Jednak goniła ją także ambicja, bo chociaż była świetną aktorką, to Charlie był wybitnym reżyserem. Tutaj też mamy do czynienia nie z egoizmem, ale z poczuciem obcości, w końcu Nicole grała w teatrze swojego męża, a więc znowu nie mogła do końca poczuć siebie samej i jakiejś odrębności. Chociaż Charlie kochał i doceniał swoją żonę, to nie zwracał większej uwagi na jej potrzeby, chociażby na chęć spędzenia roku w jej rodzinnym mieście.
Dlatego tak ciężko stanąć jednoznacznie po czyjejkolwiek ze stron, bo każdy ma swoje racje i to sam widz może sobie wybrać, którą postać bardziej do niego przemawia. Więc czy bohater grany przez Drivera budzi na koniec najwięcej współczucia? Taki odbiór jest już chyba kwestią indywidualnej wrażliwości widza. Oboje są ukazani z tak odmiennych perspektyw, że ciężko odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, kto jest tutaj bardziej pokrzywdzony. Dzięki temu film broni oboje bohaterów i pozwala ukazać ich ból i rozterki w całkowicie odmienny sposób.
Myślę, że Baumbach mimo swojej męskiej perspektywy ukazał oboje bohaterów w sposób zrozumiały i poruszający. Czasami trzeba tylko zajrzeć trochę głębiej.
Autorka: In.Ks