Kilka dni temu gmina ogłosiła konkurs architektoniczno-urbanistyczny na opracowanie koncepcji rewitalizacji terenów zieleni w przestrzeni publicznej Wschowy. Koncepcja dotyczy trzech miejsc – parku wolsztyńskiego, parku nad stawami i parku przy murach miejskich. Na konkurs przeznaczono 30 tysięcy złotych z przeznaczeniem na nagrody za trzy najlepsze koncepcje (15, 10 i 5 tysięcy złotych). Prace konkursowe oceniał będzie – powołany już przez burmistrza – Sąd Konkursowy, w skład którego wchodzą między innymi architekci, urbaniści, czyli osoby kompetentne, by ocenić tego rodzaju prace. Przewodniczącym Sądu Konkursowego jest II wiceburmistrz Marek Kraśny. Koszt pracy komisji to około 5 tysięcy złotych (nie znam tutaj szczegółów, ale na ostatniej sesji wiceburmistrz Kraśny wspominał o delegacjach, dojazdach w sprawie podobnego konkursu – zatem są to zapewne standardowe koszty działania tego rodzaju eksperckiego gremium). Łącznie 35 tysięcy złotych.
Ze zwycięzcą konkursu gmina podejmie negocjacje w oparciu o wygraną koncepcję (być może z uwzględnieniem uwag komisji) i zleci wykonanie szczegółowej dokumentacji, dotyczącej rewitalizacji terenów zielonych.
Wkrótce ogłoszony zostanie drugi tego rodzaju konkurs, tym razem to koncepcja architektoniczna na opracowanie projektu modernizacji basenu i jego otoczenia. I tutaj – jeszcze nie ogłoszono konkursu, ale zabezpieczono już pieniądze – gmina zamierza podobnie wyłonić wykonawcę w wyniku konkursu, tym samym zachęcając architektów do udziału w nim poprzez przyznanie nagród finansowych za trzy pierwsze miejsca – 15, 10 i 5 tysięcy złotych. I tutaj też koszty pracy komisji, to około 5 tysięcy złotych. Razem z poprzednim konkursem mamy więc około 70 tysięcy złotych.
Wydaje się, że to dobry kierunek, tak dla samorządu, jak i architektów lub konsorcjum firm, które podejmą się tych zadań. Po pierwsze znika problem najtańszej oferty w przetargu, bo – przynajmniej w tym pierwszym konkursie na rewitalizację zieleni – jest podana kwota, którą gmina zamierza przeznaczyć na ten cel, a o wyborze najlepszej koncepcji nie zdecyduje najtańsza oferta, a względy merytoryczne. A więc zupełnie inaczej niż to wygląda w procedurze przetargowej. Oczywiście kwota na zadanie stanowi górną granicę i powyżej niej żadna inna koncepcja nie przejdzie. Co nie zmienia faktu, że jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie.
Trzeba też wiedzieć, że samo przygotowanie takiej koncepcji konkursowej to koszt około 15-20 tysięcy złotych. Zatem nagrody dla autorów prac, szczególnie dla tego, kto wygra konkurs są przynajmniej zwrotem jego kosztów. Więc wszystkim się opłaca, mówiąc najkrócej. I wszyscy są traktowani po partnersku.
Przeglądając tego rodzaju rozwiązania trafiłem nawet i na takie, gdzie sąd konkursowy pokazuje prace konkursowe mieszkańcom i chociaż nie mają oni wpływu na wybór koncepcji, to mogą dzielić się z komisją swoimi uwagami. Są takie rozwiązania, że dla chętnych mieszkańców robi się podstawowe szkolenia planistyczne, które pozwalają im lepiej oceniać tego rodzaju koncepcje. No ale tutaj już pewnie moja wyobraźnia idzie za daleko.
W każdym razie nie wiem, czy gmina do tej pory korzystała z takich rozwiązań. Chyba nie, ale mogę się mylić. Faktem jest, że przynajmniej w tym zakresie wyszliśmy poza pewną sztampę, skorzystaliśmy z rozwiązań, na które z jednej strony zezwala prawo, z drugiej strony uwalnia nas to od terroru najniższej ceny, zaproponowanej w przetargu,
Okazuje się, że wiceburmistrz, znający tę branżę, wie, co i jak zrobić, żeby – potencjalnie – ściągnąć do Wschowy ciekawe, autorskie koncepcje. Nie obawia się też ewentualnych, populistycznych głosów, które mogłyby zarzucić gminie, że wydaje pieniądze na nagrody w konkursie. Owszem, wydaje, ale to dobra inwestycja i w ten sam sposób działają inne gminy, korzystając z tych rozwiązań.
Więc można by powiedzieć, że jest dobrze, bo wygląda profesjonalnie, widać znajomość branży, znajomość postulatów architektów, bo trzeba wiedzieć, czytając tu i tam o wyższości konkursu nad przetargiem, że branża architektoniczna postuluje właśnie takie rozwiązania. Tak, jak na przykład we Wschowie organizacje pozarządowe i kluby sportowe postulują rozwiązania, na które nikt nie zwraca uwagi. A jak już się coś uwzględni, to potem i tak po cichu wykreśla się wcześniej przyjęte zapisy (przykładem kompromitujący przypadek usunięcia zapisu z regulaminu współpracy gminy z organizacjami pozarządowymi o możliwości poprawiania błędów formalnych).
Pomimo tego jestem skłonny uznać, że konkursy na koncepcje architektoniczne, to fajny gest w kierunku określonej branży, szkoda jednak, że takich gestów gmina nie czyni w kierunku zrzeszających się w organizacje i kluby sportowe mieszkańców. Szkoda, że gminy nie było stać na gest wobec byłej dyrektor Muzeum Ziemi Wschowskiej – Marty Małkus, kiedy okazało się, że porozumienie między stronami wisi na włosku. Bo skoro gmina potrafi się odnaleźć w świecie i wysupłać środki na konkursy, to równie dobrze mogła zaprosić profesjonalnego mediatora (skoro sama nie potrafiła), żeby porozumieć się z byłą dyrektor. Takich przykładów w obecnej kadencji jest więcej, uogólniłbym je do stwierdzenia, że obecnie rządzących we Wschowie stać na profesjonalne, przyjacielskie, czy polityczne gesty wobec osób z zewnątrz, spoza gminy. Na mieszkańców, tych związanych z sektorem NGO i osób, które zostawiły w tym mieście serce i ogromny nakład pracy są przygotowane sztachety wyrwane z pobliskiego płotu podczas wiejskiej potańcówki.
Swoją drogą ciekaw jestem, czy konkurs na dyrektora SP2 to sztacheta z płotu, czy jakaś bardziej wyrafinowana koncepcja, czy wypadek przy pracy?