Istnieje zapewne wiele powodów, dla których warto wybrać się na niedzielne spotkanie we Wschowie z Adamem Woronowiczem, które poprzedzi film ,,Mayday”. To ciekawy aktor filmowy i teatralny i niemniej ciekawy człowiek.
Studiował w szkole teatralnej, kiedy w świecie polskiego teatru pojawiały się pęknięcia i do głosu zaczęli dochodzić nowi reżyserzy – Krzysztof Warlikowski, Piotr Cieplak, Grzegorz Jarzyna, Zbigniew Brzoza i inni. Tak zwani ojcobójcy, czyli pokolenie, które po 1989 roku zaczęło rozumieć, że świat teatru jest w innym miejscu, a tutaj, w kraju, w którym właśnie dokonywały się fundamentalne zmiany, teatr żył przeszłością, chwalebną, owszem, ale jednak przeszłością. Adam Woronowicz był tego świadkiem. Już na studiach teatralnych. Z jednej strony miał zajęcia z mistrzami – Gustawem Holoubkiem, Zbigniewem Zapasiewiczem, a z drugiej strony, będąc studentem zaczął się orientować na nowe trendy w teatrze. Sam zresztą mówi w jednym z wywiadów, że śmierć innego wybitnego mistrza polskiego teatru – Tadeusza Łomnickiego w 1992 roku podczas prób do ,,Króla Leara”, symbolicznie wyznaczyło cezurę, która oddzielała w Polsce stary teatr od nowego. To oczywiście nie znaczy, że nie ma dzisiaj już tego tradycyjnego myślenia o teatrze, znanego wszystkim ze spektakli w teatrze telewizji. Oczywiście, że jest, ale niech siłą nowego teatru będzie fakt, że wszystkie tak zwane skandale, wywoływane za jego sprawą są zerwaniem z tradycją. Nagie pośladki Joanny Szczepkowskiej, wystawione podczas przedstawienia na znak protestu najlepiej o tym świadczą, czy niedawne awantury, związane z ,,Klątwą” na podstawie Stanisława Wyspiańskiego. To nowy teatr ma w sobie taką siłę, żeby przebić się przez tysiące informacji, które do nas trafiają codziennie i na chwilę skupić na sobie uwagę.
Drugi powód, dla którego warto wybrać się na spotkanie z Woronowiczem, to jego – jak mi się wydaje – głęboka religijność, głęboka wiara. Na YouTube można znaleźć kilka materiałów, w których aktor opowiada o swoim doświadczeniu. Nie są to żadne fajerwerki, ani aktorskie sztuczki. Nie ma w tym też żadnego zadęcia, ani niepotrzebnego ekshibicjonizmu. Jest w tym jakaś prawda, która pozwala spojrzeć na Woronowicza i zobaczyć go w zupełnie innych dekoracjach. To też wydaje mi się niezmiernie ciekawe, że we współczesnych czasach znany aktor, zamiast nadążać za codziennością, mieć konto na facebooku, twitterze, tik-toku, snapchacie i instagramie, nie dosyć, że tego nie ma, to jeszcze mówi o tak staroświeckich wydawałoby się wartościach, jak chrześcijaństwo.To podwójnie jest ciekawe, że w świecie zawodowym związał się ze współczesnym, nowatorskim Teatrem Rozmaitości, a w życiu prywatnym postawił na coś zgoła innego. Mnie to połączenie w człowieku, jaki by to nie był człowiek – niezmiernie interesuje. Dlatego tym bardziej warto wybrać się w niedzielę na Woronowicza i posłuchać tego o czym będzie mówił.
Spotkanie odbędzie się 25 października (niedziela) na ulicy Niepodległości 1 (sala widowiskowa CKiR). Najpierw film ,,Mayday” o godz. 17:00, a około 18:50 spotkanie z aktorem. Organizatorem są Twórcze Horyzonty.