Strajk Kobiet na wschowskich ulicach

Małe miasteczka, takie, jak Wschowa, są dzisiaj doceniane w przekazach medialnych, bo do tej pory (we Wschowie poza akcją z obroną sądów sprzed kilku lat) nikt nie wychodził na ulice. Tym bardziej, że w małych miasteczkach nikt nie jest anonimowy. Wszyscy się tutaj znają (ja znam twoje chwyty, ty znasz moje, tracimy czas, jak mówił poeta). Dla nikogo też nie jest tajemnicą, że małe miasteczka są zdecydowanie konserwatywne, przeważa społeczność katolicka i to ona najczęściej organizuje w takich miejscowościach uliczne wydarzenia (Boże Ciało, święto Trzech Króli itp.). Tym bardziej można było sobie wyobrazić, że takie miasteczko być może weźmie udział w protestach politycznych, ale nie w protestach światopoglądowych, a już na pewno nie w sprawie obrony kobiet co do ich prawa do wyboru. A jednak właśnie w tej sprawie od trzech dni trwają we Wschowie protesty. I okazuje się, że są one coraz liczniejsze, a za chwilę będą tak liczne, jak uliczne zgromadzenia członków kościoła katolickiego. Nie chciałbym przesadzać, ale okazuje się, że jest coś takiego w nas, mieszkańcach prowincji, miasteczek niemal zapomnianych przez Boga, coś tak pierwotnego i fundamentalnego, że naruszenie tego, wyzwoliło takie, a nie inne emocje, takie, a nie inne działania. I swoją formą osiągają rezultaty, jakie do tej pory miały wydarzenia religijne w tym mieście. Coś, co jest naturalne dla dużych miast, we Wschowie właśnie osiąga swoje najlepsze chwile. Nie mam wątpliwości, że dzięki organizatorkom wschowskiego Strajku Kobiet, piszemy niezwykle ciekawą kartę historii Wschowy. Brawo.

Z ciekawością też przyglądam się wpisom na facebooku moich znajomych katolików. Co ciekawe – są to wypowiedzi różnorodne, pokazujące, że nawet katolicyzm w małym miasteczku ma wiele twarzy – od zdecydowanych i radykalnych po liberalne, a nawet lewicujące. I wszystkie one mieszczą się w pojęciu katolicyzm. Są tak różnorodne, że można by uznać, że to osoby z zupełnie innych obozów religijnych. Są tak wielowątkowe, że mogłoby się wydawać, że wzajemnie się wykluczają. A jednak nie dosyć, że ta sytuacja wyzwoliła w wielu moich znajomych, siostrach i braciach katolikach (pozwólcie, że tak Was nazwę) taką gamę opinii, taką przestrzeń sporu, taką potrzebę publicznej ekspiacji, to jeszcze dzieje się to w ramach Protestu Kobiet. Można by powiedzieć za apostołem Pawłem: nie masz katolika, nie masz nie katolika, wszyscy jesteśmy kobietami. Ale można też to powiedzieć słowami konstytucji RP – My Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej zarówno wierzący w Boga (…), jak i nie podzielający tej wiary – wszyscy w tym miasteczku jesteśmy kobietami.Tak, wiem, nie wszyscy. Bo to zbyt duże uogólnienie, ale nie mam wątpliwości, że wschowski protest połączył jednych i drugich. I każdy z nich ma jakieś swoje dylematy. Trzymajmy się razem. A wschowskim mężczyznom, których widziałem na zdjęciu, broniących wstępu do wschowskiej Fary – muszę powiedzieć, kochani, więcej wiary w organizatorki. Żadna z nich nie zamierza i nigdy nie miała w planach naruszać Waszych świętości. Jak usłyszycie, że gdzieś w okolicy przechodzą spacerowiczki i spacerowicze, przyłączcie się, nie marznijcie tam sami. W tłumie jest cieplej, jest dobra energia, wszyscy się wspierają, uśmiechają, nikt pod wschowskie kościoły protestować nie pójdzie. Jak będzie trzeba, to i ciepła herbata się znajdzie z termosu.

No i nie kłóćcie się za bardzo w swoim katolickim gronie, nie wyzywajcie od zdrajców i nienawistników. Kochajcie swoich współbraci katolików, nawet, jeżeli się z nimi nie zgadzacie. Peace.

Dodaj komentarz