Wysłuchałem dzisiaj rozmowy Roberta Mazurka w porannej audycji RMF FM z amerykanistą Zbigniewem Lewickim o wyborach prezydenckich w USA. Zdaniem Lewickiego Donald Trump jest lepszym wyborem niż Joe Biden. Ten pierwszy jest ekscentryczny (paskudna osobowość, drażniąca amerykańskie elity), a ten drugi, przypomina ciepłą wodę w kranie. Trump budzi emocje, a Biden co najwyżej wywołuje ziew. Ten pierwszy jest decyzyjny, a drugi długo jeszcze będzie się zastanawiał ile łyżeczek cukru wsypać do herbaty i nie wiadomo, czy podejmie ostatecznie jakąś decyzję. Trump w tym pojedynku nadaje się na prezydenta, a Biden ma naturę wiceprezydenta (pełnił tę rolę za Obamy) i świetnie się nadaje do godnego reprezentowania prezydenta na uroczystościach, czy pogrzebach. Tak mówi Lewicki.
Nie znam się na tym, bo nie ma mnie tam na miejscu i nie śledzę amerykańskiej prasy, żeby mieć wyrobione zdanie na temat obu panów. Nie zawsze też wiem, czy informacje, które pojawiają się w lewicowo-liberalnych mediach nad Wisła nie są wynikiem ostrego podziału tak w USA, jak i w Polsce na prawicę i resztę świata. I nie zawsze potrafię rozstrzygnąć, na ile newsy te są rzetelne. Może mógłby coś więcej na ten temat powiedzieć Maciej Dachowski, bo jest tam na miejscu i pewnie ma więcej spostrzeżeń niż ktoś kto przygląda się USA z dalekiej prowincji świata. Jedyne co miałem okazję przeczytać, to Boba Woodwarda ,,Strach. Trump w Białym Domu” z 2016 roku bodajże. Nie był to jednak tak przełomowy tekst jak ,,Wszyscy ludzie prezydenta”, który doprowadził prawie 50 lat temu do dymisji Richarda Nixona. Woodward od tamtego czasu jest legendą amerykańskiego dziennikarstwa śledczego, ale w sprawie Trumpa nie miał takich rewelacji, żeby znowu wpłynąć na historię USA.
Jednak jakieś trzy tygodnie temu zdarzyło mi się w jeden weekend usłyszeć dwukrotnie o Donaldzie Trumpie w dwóch filmach z początku lat 90-tych XX wieku. Zupełnie przypadkowo. I to w dodatku były nie byle jakie filmy. Najpierw u Woody Allena w ,,Zbrodniach i wykroczeniach” z 1989 roku, a dzień później w pierwszym odcinku trzeciego sezonu ,,Przystanku Alaska” z 1991 roku. Oba filmy widziałem już kiedyś, myślę, że tak z 15 lub 20 lat temu. Wtedy nazwisko Trumpa kompletnie nic mi nie mówiło, ale jak się okazuje – już wtedy głośno o nim było nawet w takich produkcjach, jak te wspomniane wyżej.
U Allena pada takie oto zdanie, gdzieś tak w piętnastej minucie. Wypowiada je Lester, sprawny producent filmowy na przyjęciu, które zorganizował dla swoich znajomych (w tej roli Alan Alda). Mówi nagle, wyjmując z kieszeni dyktafon, w otoczeniu młodej aktorki, swojej siostry i szwagra (w tej roli Woody Allen). Mówi: Pomysł na scenariusz. Bogaty, sławny budowniczy realizuje wielkie marzenie w stylu Donalda Trumpa.
W Alasce z kolei sytuacja jest bardziej dramatyczna. Multimilioner Maurice (w tej roli Barry Corbin) próbuje zatrzymać przy sobie sierżant Barbarę Semanski, która zawiodła się na nim, usłyszawszy przez przypadek, jak jego księgowy zapewnia Maurice’a, że oszczędził fortunę, bo Urząd Skarbowy na pewno nie dopatrzy się zysków kapitałowych, ukrytych w dochodach pasywnych. Pani sierżant stawia prawo ponad wszystko, dlatego zamierza rozstać się z Mauricem i wtedy on mówi, myśląc chyba, że Barbara Semanski go nie zostawi: ,,Donald Trump na pewno nie płaci podatków”. To jednak nie powstrzymuje Barbary, która opuszcza jego mieszkanie. Kurtyna.
Sprawdziłem sobie, co w tamtych latach robił Joe Biden i czy miał szansę rozpalać umysły Amerykanów, tak, jak to robił Trump (zakładam, że rozpalał, skoro ironicznie lub na serio, ale jednak, wspomina się o nim w tych dwóch filmach). I, owszem, to był w miarę rozpoznawalny polityk, bo był jednym z najmłodszych senatorów w historii swojego okręgu. A w 1988, chciał wziąć udział w wyborach prezydenckich, ale słabo wypadł w prawyborach Partii Demokratycznej. Wyciągnięto mu wtedy artykuł prawniczy z czasów studiów, dowodząc, że splagiatował w nim przemówienie lidera Brytyjskiej Partii Pracy. Przyznał się do tego i po trzech miesiącach wycofał się z kandydatury. Nie był więc to taki anonimowy ktoś.
Oczywiście nie mam o to pretensji, że te trzy dekady temu nie mówiono niczego o Bidenie w tych filmach za to o Trumpie tak. Pewnie ten Tower Trump w Nowym Jorku robił wrażenie pod koniec lat 80-tych (Allen) i na początku lat 90-tych (,,Przystanek Alaska”). Mogę sobie to wyobrazić. Wrażenia chyba na nikim nie mogły w tamtym czasie robić ambicje Bidena, któremu wyciągnięto plagiat z czasów studenckich i tym samym pogrzebano jego kandydaturę w prawyborach.I taka chyba też dzisiaj jest między nimi różnica, pomijając oczywisty rozjazd obu obozów politycznych, które reprezentują obaj panowie. Trump rozpala emocje, a Biden usypia. Ale kto wygra? Tego nie wiem.
Dodaj komentarz