1. Nie chodziłem głodny w tym roku. Kilka razy kupiłem sobie chałwę w Biedronce. Raz może w Lidlu. O, i raz w Lesznie – teraz sobie przypomniałem. Kiedyś zdarzało mi się to częściej. Ten rok pod tym względem był znacznie skromniejszy. Kiedyś wydawało mi się inaczej, że nie może zabraknąć na wino, jakby co. A teraz to nie wiem. Mam dylemat. Od wina serce się raduje. Przynajmniej tak pisał Salomon. Może to niezbyt dzisiaj znana persona, żaden youtuber, czy lokalny polityk, no ale tak twierdził. Nie znał za to chałwy i nie wiem, co by o niej naskrobał. Mądry był ponoć, on, albo ktoś inny, kto się pod niego podszywał, więc nie mogę wykluczyć, że i o chałwie by coś rzekł, chyba, że powiedziałby, żeby mu nie zawracać głowy głupotami. Wiadomo, człowiek mądry, to przecież nie musi zaraz chałwą się zajmować. No i z takim nierozstrzygniętym dylematem kończę ten rok. Albo i nie kończę, bo przecież tego nikt nie wie, czy się on nie wydłuży. Nie wyciągnie, jak drapieżne zwierzę, w pogodni za swoją ofiarą.
2. Doceniłem w tym roku robotę braci Sekielskich, ale bardziej nawet ich projekt, w którym Marek Siekielski rozmawia z byłymi alkoholikami i narkomanami. Tak trafiłem na rozmowę z Katarzyną Nosowską, która sama nie miała problemów z używkami, ale jej partner już tak. Stąd jej problem, czyli współuzależnienie i rozmowa na ich kanale youtube. Nosowska, a właściwie Pani Nosowska w którymś momencie mówi, że jest coś więcej niż człowiek. Coś lub ktoś. I że bez tego czegoś lub kogoś nie poradziłaby sobie w najtrudniejszym momencie tego procesu współuzależnienia. Bo chaos panował w niej i znikąd pomocy. I gdyby tylko na tym poprzestać, można by popaść w obłęd lub coś gorszego. A jednak – polecam tę rozmowę – wydarzyło się coś, co pozwoliło jej ruszyć się z miejsca.
Sam od lat tego nie definiuję, bo wydaje mi się to zbędne i nieco infantylne. Sam siebie też pod tym względem staram się nie definiować. Nie czuję, żeby w słowach, pojawiły się takie zbitki i powiązania, myślniki i przecinki, które by mogły oddać to, jak to coś lub kogoś rozumiem.
Pamiętam, że kilka lat temu, kiedy omawialiśmy z Małgosią Wojnarowską książki w programie ,,Kwadrans z książką”, odwoływałem się do kategorii człowieka w centrum, który zawsze wydawał mi się miałki i przewidywalny. Chociaż życie uczy, że człowiek, ja sam, taki właśnie jestem, ale na tym polega urok człowieczeństwa i jego przekleństwo.
3. Zaczynałem ten rok z ogromnym apetytem. Mijały miesiące i wszystkie moje ambicje ulatywały, jakby je ktoś palił w piecu. Unosiły się z komina takie garstki dymu. Przyglądałem się im, myśląc, że stary jestem, że wszystko za późno, że niedouczony, że się rzucam jak piskorz, że czas dorosnąć, albo nie wiem, dojrzeć albo coś w tym stylu. Miałem apetyt na wygraną w konkursie dramaturgicznym, a potem w konkursie na bajkę dla dzieci. A potem nawet w innych konkursach. I myślę sobie pod koniec roku, że gdyby któryś z moich ambitnych planów wypalił, to chodziłbym dzisiaj dumny jak paw i by mi się na pewno w głowie poprzewracało, bo chłopakom z prowincji, a szczególnie z depresyjnych miasteczek, może się w głowie od nadmiaru wrażeń poprzewracać. Doniczki z kwiatami mogę w tej głowie spaść z balkonu na chodnik i się rozbić w mak. I uznałem, że trudno, nie udało się, stary jestem, to prawda, i w ogóle z czym do ludu.
Ale – bo tak mam – chodzę z miejsca w miejsce, z kąta w kąt, trafiłem na tegoroczne spotkanie Katarzyny Bondy z czytelnikami w leszczyńskiej bibliotece. I słuchałem jej, jak opowiada, że kiedy rzuciła pracę w redakcji, to siedem lat chudych, jak nic ją spotkało na drodze. I te siedem lat chudych wlokło się, ciągnęło i prawie że skończyć się nie chciało. Aż nastały lata tłuste. Człowiekowi, takiemu, jak ja – nie trzeba więcej. Więc uznałem, że trudno – nic szybko nie przychodzi. Chociaż różnie o tym mówią.
4. I na koniec – trzydziestolatkowie. E, no nie lubię czterdziestolatków. Chociaż mam przyjaciół czterdziestolatków. Ale tego pokolenia nie lubię. Bo przypomina mi samego siebie, a mam do siebie sporo uwag. Ale to tak na marginesie. Dzięki temu, że z Małgosią wróciliśmy do nagrywania programów o książkach, trafiłem na Radka Raka. Może nie podzielam póki co zachwytów nad książką fantasy ,,Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”. Nie dlatego, że to jest fantasy, ale o tym już opowiem w programie. Natomiast z wielką przyjemnością wysłuchałem kilku wywiadów z Radkiem Rakiem i ujęła mnie jego bezpretensjonalność, szczerość i taki rasowy profesjonalizm w pracy nad swoimi książkami. Ma 33 lata obecnie, zrobił coś, wydawało się niemożliwego, czyli wygrał Nike książką przygodową i w dodatku fantasy. I te różne wątki bardzo mnie ożywiły w ostatnich tygodniach. Raz, bo pomyślałem sobie – och, życie na pokoleniu czterdziestolatków się nie kończy. Dwa – bo w małych miasteczkach tego może nie widać, ale przy zachowaniu trochę większej perspektywy, można się czegoś nauczyć i pokłonić głowę przed dużo młodszym pokoleniem. Trzy – bo znowu rozsmakowałem się w literaturze, a jest w niej, czasami się zdarza, to coś lub ktoś, co nie jest człowiekiem, ani na nim się nie skupia.
Ps. Nie zdążyłem w tym roku napisać o lekcjach online. Nie starczyło mi fizycznie na to czasu. Mam też cały czas materiały, związane z kinem Hel, których nie opublikowałem. Wciąż waham się, czy to jeszcze ma sens pokazywać, czy jest sens opisywać fakty. Skoro wokół nie chodzi już o to, jak było, tylko w jakich plemionach żyjemy i czy one akceptują fakty, czy fejki. Może do tego wrócę.
W każdym razie – wszystkim życzę Szczęśliwego Nowego Roku.