O Walentynowicz, trochę o Wałęsie, a trochę o nas

Nie mogę się nadziwić, co to za historia, ta opisana w książce ,,Walentynowicz. Anna szuka raju”, świetnie i ze szczegółami opowiedziana przez Dorotę Karaś i Marka Sterlingowa. Nie mogę się nadziwić trochę w opozycji do historii Lecha Wałęsy. A właściwie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w sierpniu 1980 roku pojawiło się na mapie Polski dwoje robotników – Walentynowicz i Wałęsa. Nie zostawili po sobie żadnego intelektualnego dorobku. Nie mieli do tego predyspozycji. Ale zostawili (zostawią, bo Wałęsa wciąż jeszcze swoją historię pisze; Anna Walentynowicz, jak zapewne wszyscy pamiętają zginęła tragicznie w katastrofie smoleńskiej) po sobie doskonałe biografie, pełne napięć, ogromnego stresu, niechęci do siebie, z których każde miało swoje wielkie pięć minut w historii tego kraju, a które to biografie dzielą dzisiaj kraj na pół. Nie mam też wątpliwości, ze każde z nich – i Walentynowicz, i Wałęsa – w którymś momencie swojego życia najpierw zostali przez środowiska intelektualne wyniesione na szczyt, a później w różnych okresach, zostawione samym sobą. To z kolei doprowadziło do tego, że ich różne opinie, wizje, spojrzenia na Polskę, Europę, czy świat – dawało kuriozalne efekty, często ośmieszające tych dwoje. Często sami siebie prowadzili gdzieś na zupełny margines życia społecznego.

Nie mam też wątpliwości, że w dynamice wydarzeń sierpniowych 1980 roku, robotnik Wałęsa nie miał głowy do tego, aby w najważniejszych momentach, stawiać obok siebie Annę Walentynowicz, tak stawiać, aby to oni oboje do samego końca, czyli do 1989 roku byli twarzami zmian w PRL. Ale też jednocześnie myślę, że gdyby to jednak Walentynowicz zajmowała to miejsce, które przypadło Wałęsie, bardzo możliwe, że zadbałaby o sukces wizerunkowy tych dwojga osób, czyli siebie i Wałęsy. A gdyby jeszcze świat tamtejszej opozycji nie był tak zdominowany przez mężczyzn, a w Polsce działałyby jakiekolwiek ruchy feministyczne, to już na pewno zadbano by o to, żeby tych dwoje robotników postawiono na piedestale. Nie mężczyznę, ale kobietę i mężczyznę.

No, ale takie to były czasy i prawdę mówiąc inaczej to nie mogło wyglądać. Polska wtedy nie tylko, że była prowincją Europy, ale to, co w latach 80-tych XX wieku było dla Europejczyków standardem, u nas, do tej pory, toczą się o te standardy szalone dyskusje i trwa nieustanne przeciąganie liny.

O książce ,,Walentynowicz. Anna szuka raju” nagraliśmy z Małgorzatą Wojnarowską program z cyklu ,,Nowe Książki w Starym Mieście”. Będzie więc wkrótce okazja, żeby posłuchać naszej rozmowy. Stąd też nie będę rozwijał tutaj żadnego wątku, który poruszamy w rozmowie, ale chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden element, który wyłania się z tej książki.

Co by jednak nie mówić, to właśnie intelektualiści po sierpniu 1980 roku przybliżają postać Anny Walentynowicz. Hanna Krall pisze o niej reportaż, który ma pójść w ,,Polityce”, cenzura go ściąga i zostaje opublikowany w ,,Tygodniku Powszechnym”. Potem ten tekst, jak i jeszcze dwa inne reportaże Hanny Krall bierze na warsztat nie kto inny, tylko Adam Hanuszkiewicz (wtedy dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie) i wystawia sztukę ,,Relacje” w kwietniu 1981 roku. Annę Walentynowicz gra Zofia Kucówna. Walentynowicz staje się też inspiracją dla jednej z bohaterek głośnego filmu Krzysztofa Kieślowskiego ,,Przypadek”. Ma dobre kontakty ze Zbigniewem Herbertem. W tym czasie, czyli między sierpniem 1980 roku, a grudniem 1981 roku wyjeżdża za granicę. Świat się nią interesuje. Udziela wywiadów telewizyjnych i prasowych. Bo jest bohaterką, bo nikomu do głowy by nie przyszło, że w takim PRL-u dwoje robotników wywalczą na kilkanaście miesięcy niezależność, jaka nikomu nawet by się nie przyśniła w tamtych latach. Występuje więc w najważniejszym publicystycznym programie w Hiszpanii. Potem udziela wywiadu dla ,,El Pais”. W Paryżu chcą z nią rozmawiać tamtejsze związki zawodowe, dostaje zaproszenie od feministek, a nawet francuskie feministki proszą ją o wykład. Może tutaj nie wypada najlepiej, bo w Polsce feminizm nawet nie raczkuje i Walentynowicz za wiele nie ma do powiedzenia. W Holandii zostaje kobietą roku.

Warto jeszcze dodać, ze w tym 1980 roku, kiedy stocznia w Gdańsku stanęła i rozpoczął się strajk, do Gdańska zjeżdżali się dziennikarze z całego świata. W niemieckiej gazecie Der Spiegel pojawił się artykuł ze zdjęciem Anny Walentynowicz, jak przemawiała do robotników. Po wielu latach Sylke Rene Meyer, która była tam na miejscu i ta scena zapadła jej w pamięć, zostaje współscenarzystką filmu ,,Strajk”, którego reżyserem jest nie kto inny, jak Volker Schlondorf, autor tak głośnych filmów, jak ,,Blaszany bębenek”, ,,Śmierć komiwojażera”, czy ,,Król Olch”. Świat do grudnia 1981 roku naprawdę interesował się Anną Walentynowicz. Był jej ciekaw. Widział w niej kogoś naprawdę niezwykłego. Niestety, jak pokazują autorzy książki ,,Walentynowicz. Anna do raju”, w tym samym czasie Służby Bezpieczeństwa w PRL powoli rozpracowują każdą ważną osobę z Solidarności. Za chwilę zostaną oni uwięzieni i właściwie nigdy już nie wrócą w takiej formie na światową arenę. A w samej Polsce zostaną rozbici, na zawsze poróżnieni i do dzisiaj walczący ze sobą na każdym kroku. Agenci bezpieki będą za duże pieniądze wkradać się w łaskę takich osób, jak Walentynowicz, Wałęsa, czy Andrzej Gwiazda, tylko po to, żeby zdobyć ich zaufanie, a potem ich ze sobą skłócać. Prym będzie w tym wiodła pewna młoda kobieta, zupełnie dzisiaj anonimowa, nikomu nieznana, do której autorom książki udało się dotrzeć.

Gdyby ktoś dzisiaj powiedział, że esbeckie metody z lat 80-tych XX wieku po latach nadal oddziaływają na współczesną politykę i spór, jakiego jesteśmy świadkami, to myślę, że byłaby to uzasadniona wypowiedź. Dodałbym do niej, że nie tyle może te metody oddziaływają, co polscy politycy, którzy to pustkowie, które po sobie esbecy zostawili, cynicznie wykorzystują. I chociaż to nie wszystko, co miało wpływ na współczesną Polskę, to jest to na pewno jeden z ważnych elementów.

Książka obowiązkowa. A ja zapraszam już dzisiaj do śledzenia Nowych Opinii, gdzie wkrótce pojawi się rozmowa z Małgorzatą Wojnarowską na temat ,,Walentynowicz. Anna szuka raju”.

Dodaj komentarz

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.