Przyglądając się wydatkom inwestycyjnym, zaplanowanym na 2021 rok, można śmiało powiedzieć na podstawie środków, które gmina wyda w tym roku na projekty, że w najbliższych latach będziemy mieli i ścieżkę rowerową do Lginia i przebudowę czterech ulic – Ks. Kostki, Boh. Westerplatte, Niepodległości i Wolsztyńskiej. Będzie również odnowiony basen miejski i przebudowa ulic w rejonie Osiedla Zacisze. Jeżeli do tego dodamy plany odnowienia parków – Wolsztyńskiego, Nad Stawami i przy murach miejskich oraz inwestycję Urzędu Marszałkowskiego w Tylewicach – to mamy bardzo ambitne plany. Nie na ten rok, ale na najbliższe lata.
Projekty, to oczywiście nie wszystko. Kosztują zdecydowanie mniej niż sama inwestycja. Np. na projekt przebudowy czterech wschowskich ulic gmina przeznaczy 250 tysięcy. Na samą jednak inwestycję będzie potrzebowała ponad 22 miliony złotych. Wiadomo, że to mniej więcej taka kwota, ponieważ o takie środki gmina zabiegała w ubiegłym roku w ramach Funduszu Inwestycji Lokalnych. Jak wiadomo gmina wtedy złożyła dwa wnioski – na kanalizację Tylewic (wnioskowała o 7 milionów dofinansowania) i przebudowę wspomnianych ulic (wnioskowała o ponad 22 miliony dofinansowania). Żaden z tych wniosków nie zdobył nawet złotówki. W Polsce zaczęto oceniać Fundusz Inwestycji Lokalnych przez pryzmat politycznej ingerencji. Politycy opozycji z sejmowych ław, zwracali uwagę, że w niektórych regionach pieniądze dostali prawie wszyscy samorządowcy z PiS, a pozostali ani grosza, albo jakieś ochłapy. We Wschowie ta narracja również się udzieliła tak mieszkańcom, jak i burmistrzowi, który na swoim oficjalnym profilu podawał przykład Poznania, który nie otrzymał żadnych środków (chociaż w pierwszej turze – Poznań dostał ponad 93 miliony złotych).
Warto na chwilę zatrzymać się przy okazji tej historii, ponieważ moim zdaniem, gmina popełniła wtedy błąd i nie polegał on na tym, że w różnych pisemnych deklaracjach burmistrz opowiadał się po stronie ogólnopolskiej opozycji. Myślę, że to nie miało w ogóle znaczenia, a deklaracje burmistrza 21-tysięcznej gminy na nikim z rządu nie robiła i nie będzie robić wrażenia. Tym bardziej, że obecność tego burmistrza i jego sympatii do opozycji nie przekonały mieszkańców do tego, by w wyborach do Sejmu czy wyborach prezydenckich oddać większość głosów na opozycję. Przeciwnie – wygrywał tutaj PiS i wygląda na to, że burmistrz może deklarować, a nawet sugerować, że cierpi za swoje deklaracje, ale nie przekłada się to na nic, nawet na wyborcze wyniki ogólnopolskiej opozycji w gminie.
Zatem na czym ten błąd polegał, kiedy gmina składała te dwa wnioski na prawie, że 30 milionów złotych? Trzeba przejrzeć pod tym kątem wygrane projekty. Jeżeli na nie spojrzymy, to przekonamy się, że samorządowcy z lubuskiego przyjęli nieco inną taktykę niż nasza gmina. Składali wnioski o dużo mniejsze kwoty.
Tylko 4 wnioski na 73, z tych, które zdobyły dofinansowanie, opiewały na kwotę siedmiu i więcej milionów złotych – powiat wschowski (wnioskował o 7 900 000 złotych, otrzymał 5 200 000), gmina Dobiegniew (wnioskowała o nieco ponad 12 000 000, otrzymała 2 miliony), gmina Międzyrzecz (wnioskowała o nieco ponad 9 000 000, otrzymała 2 miliony) i gmina miejska Żagań (wnioskowała o nieco ponad 9 milionów, otrzymała 4 miliony).
42 wnioski na 73 to wnioski do 2 milionów złotych. A więc ponad połowa projektów złożonych było na dużo mniejsze kwoty. Kolejne 12 projektów, to wnioski o dofinansowanie kwot między 2 a 3 miliony złotych. Wniosek, który zawierał największą kwotę dofinansowania wynosił 12 000 000. Otrzymał wsparcie w wysokości 2 000 000.
Uprawnione jest więc również i takie myślenie, że przeszarżowaliśmy, źle oceniliśmy ten projekt i w rezultacie straciliśmy możliwość pozyskania środków na mniejsze inwestycje. Jak wiadomo – i Sława i Szlichtyngowa zdobyły środki w tym rozdaniu. Szlichtyngowa na dwa projekty na około milion złotych. A Sława zdobyła dofinansowanie na jeden projekt na podobną kwotę.
Łatwo jest podpiąć się pod Poznań i robić z siebie męczennika, trudniej zapewne jest przyznać, że być może nie męczeństwo, a źle obrana strategia doprowadziła do braku dofinansowania. Bo z drugiej strony widząc kwotę, jaką województwo lubuskie dysponowało przy tym rozdaniu (84 miliony złotych) – można mieć podejrzenie, że gdybyśmy jednak zdobyli nawet połowę z tych 30 wnioskowanych milionów, to sporo gmin musiałoby obejść się smakiem (mówił o tym zresztą wiceburmistrz Marek Kraśny na grudniowej komisji budżetowej – fragment tej wypowiedzi pod artykułem), informując jednocześnie, że w następnym rozdaniu gmina będzie wnioskowała o środki na trzy dużo mniejsze projekty, w tym jeden na budowę sali wiejskiej w Kandlewie.
Zwracam uwagę na tę rozbieżność między internetową działalnością burmistrza Konrada Antkowiaka, a wypowiedziami jego zastępcy Marka Kraśnego, ponieważ to są dwa różne światy. I trudno powiedzieć, który z nich jest prawdziwy. Bo jeżeli prawdziwy jest ten, że wielka polityka odgrodziła nas od dofinansowania – no to wynikałoby z tego, że nie ma co liczyć na środki od Wojewody. Jeżeli jednak jest tak, że popełniliśmy błąd, obraliśmy nienajlepszą strategię, to by znaczyło, że wciąż w naszych ambitnych projektach, można liczyć na ewentualne pieniądze również z tego ośrodka.
Wydaje się to ważne – bo gmina w tym roku wyda pieniądze na projekty, zapowiadające ambitne inwestycje. Pieniądze na ich realizacje przydadzą się z każdego możliwego źródła. Dobrze by było, by mieszkańcy byli w tym czasie informowani o efektach nie tylko przez burmistrza Antkowiaka, bo burmistrz Antkowiak bawi się w dużą politykę i męczeństwo i czasami ta zabawa zasłania mu rzeczywistość. Zatem dobrze by było, aby oprócz burmistrza, mieszkańców informował również jego zastępca. Wtedy mieszkańcy będą mieli przynajmniej możliwość rozeznania się w całej złożonej problematyce pozyskiwania środków na najbliższe inwestycje.
Świetlica w kandlewie ? Przecież sołtys włożył już mnóstwo energii i środków na renowacje istniejących pomieszczeń. Gdzie tutaj logika ? Brak komunikacji i robienie co się podoba w tym urzędzie. Raczej ktoś wniosków nie unie pisać
PolubieniePolubienie