29 grudnia burmistrzowie, zdaniem przewodniczącej Rady Miejskiej, zostali wezwani do Urzędu Marszałkowskiego. Nie było ich więc wtedy na sesji. Nie było ich też na ostatniej sesji, w czwartek (28 stycznia), więc radni nie dowiedzieli się, kto dokładnie pod koniec grudnia 2020 roku wezwał burmistrzów do Zielonej Góry i co tam robili. Zdaniem pani przewodniczącej ten wyjazd miał przynieść dużo dobra dla gminy. Może nawet pieniądze – tak przynajmniej pani przewodnicząca podejrzewała. Między 29 grudnia, a 28 stycznia nie pojawiły się na temat tego wyjazdu żadne informacje. Nie było też zdjęć z grudniowego spotkania na profilu burmistrza, ani na profilu gminy. Nie pojawiły się też żadne artykuły w lokalnych mediach na ten temat, a często się pojawiają, kiedy burmistrz informuje, że spotkał się z kimś, że gdzieś wyjechał, że był na placu budowy. Tym razem zapadła cisza. Radni chcieliby wiedzieć, co ta cisza przyniesie. Wszystko zaczęło się od komunikatu pani przewodniczącej podczas grudniowej sesji Rady Miejskiej.
– Burmistrzowie zostali wezwani do Zielonej Góry. To nie było zaplanowane. Nie było wiadomo, że wyjadą. Wyjechali oczywiście w sprawach służbowych – taki komunikat usłyszeli wschowscy radni 29 grudnia podczas XXIII sesji Rady Miejskiej. Przewodnicząca Rady Miejskiej informowała o tym przy okazji sprawozdania z działalności burmistrza między sesjami. To jest punkt obrad sesji, w której od lat burmistrzowie kolejnych kadencji czytają lub omawiają zdarzenia, sprawy, wydane zarządzenia, które miały miejsce między sesjami. Tego 29 grudnia radny Piotr Wieland pytał panią przewodniczącą kto ma taką moc, żeby wezwać wszystkich burmistrzów do siebie (cytat dosłowny). Pani przewodnicząca sprecyzowała swoją wypowiedź, mówiąc, że nie wezwano wszystkich burmistrzów, a jedynie dwóch: Konrada Antkowiaka i Marka Kraśnego.
– Pojechali mam nadzieję do Urzędu Marszałkowskiego – tłumaczyła pani przewodnicząca na grudniowej sesji – i mam nadzieję, że przywiozą jakieś pieniądze. W takiej sytuacji nie trzeba czekać na zaproszenie, trzeba jechać. Więcej będzie z tego dobra dla całej gminy, z tego wyjazdu do Urzędu Marszałkowskiego. Więcej dobra niż czegokolwiek innego.
Od tej sesji minął miesiąc i kolejne obrady wypadły w czwartek – 28 stycznia.
Radny Piotr Wieland ponownie zapytał o ten wyjazd. Ponownie panią przewodniczącą. Tym bardziej, że radni otrzymali na piśmie sprawozdanie z działalności burmistrza między sesjami, ale w tym sprawozdaniu nie było ani słowa o wyjeździe do Urzędu Marszałkowskiego 29 grudnia. Radny więc pytał panią przewodniczącą:
– Ostatnio mówiła nam pani, że burmistrz został wezwany do Urzędu Marszałkowskiego, ale w sprawozdaniu nie ma o tym żadnego słowa. Czy ma pani jakąś wiedzę na ten temat?
Tym razem pani przewodnicząca nie znała odpowiedzi. Poinformowała jedynie, że postara się to wyjaśnić. Nie było już mowy o pieniądzach, które burmistrzowie być może przywiozą z Zielonej Góry, ani o tym, że coś dobrego z grudniowego wyjazdu wynikło.
Na pytanie, czy burmistrz jest obecny na styczniowej sesji, pani przewodnicząca odpowiedziała, że raczej nie, bo nie zalogował się do systemu (sesja była zdalna, więc radni nie wiedzieli, czy burmistrz bierze w niej udział, czy nie). Zatem na odpowiedź – kto ma moce, aby wezwać burmistrzów do siebie, będziemy musieli poczekać zapewne do następnej sesji, która odbędzie się 4 lutego. Być może do tej pory wszystko się wyjaśni. Jak również to, dlaczego pani przewodnicząca zamiast kontrolować burmistrza, bo taka jest rola Rady Miejskiej zapisana w ustawie o samorządzie, wchodzi w rolę rzecznika prasowego, który jednego dnia – mówi o pieniądzach i o zaletach wyjazdu burmistrzów do Zielonej Góry, a miesiąc później nie zna odpowiedzi na proste pytanie o grudniowy wyjazd burmistrzów. Oczywiście pani przewodnicząca nie musi znać odpowiedzi na te pytania. Nie taka jest jej przecież rola.