Wschowski Strajk Kobiet po publikacji wyroku TK

W środę (27 stycznia) Trybunał Konstytucyjny opublikował uzasadnienie do wyroku w sprawie tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 roku. Wyrok ten opublikowano w Dzienniku Ustaw. Oznacza to tyle, że od tej pory kobieta pomimo ciężkiej wady płodu, będzie zmuszona urodzić.

W dużych miastach jeszcze tego samego dnia, podobnie jak w październiku ubiegłego roku, na ulicach pojawili się manifestantki i manifestanci. We Wschowie na lokalnych grupach informowano, że w czwartek, czyli 28 stycznia, planowany jest spacer w związku z publikacją wyroku. W czwartek informacje te pojawiły się na lokalnych forach facebookowych. Plan był taki, że każdy kto chciał wziąć udział, miał się pojawić o 18:30 na wschowskim rynku. W rezultacie przyszło 9 osób. 7 z nich zrobiło sobie zdjęcie pod wschowskim biurem poselskim posła Marka Asta. Jedna z osób posiadała transparent, z hasłem: Jaruś, teraz zobaczysz, co znaczą wk…. macice!

Frekwencja na rynku była mała, więc uznano, że tym razem spaceru nie będzie. Wszyscy rozeszli się do domów. Czy powtórzą się we Wschowie podobne manifestacje, jak te z października i listopada? Trudno powiedzieć. Wydaje się, że te pierwsze emocje z ubiegłego roku nieco wygasły.  Liderkami wschowskich spacerów były/są kobiety. W dużej mierze to one brały na siebie odpowiedzialność za organizację spacerów/manifestacji. Doszło też w pewnym momencie do sporów między jedną grupą organizatorek, a drugą grupą, czego efektem był zdaje się brak frekwencji na ostatnim marszu, planowanym we Wschowie 4 listopada. Pewnie powodów braku frekwencji było więcej. Ostatecznie w całej Polsce manifestacje powoli wygasały. Między innymi dlatego, że liderki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przedstawiały na początku żądania, których w żaden sposób w demokratycznym kraju nie sposób zrealizować. Jak chociażby dymisja rządu na wezwanie liderek.

Pisałem o tym wielokrotnie, że spór o tzw. ustawę antyaborcyjną w mojej ocenie nie ma sensu. Nikt tutaj nikogo nie przekona do swoich racji. Wydawało się, że tzw. kompromis będzie w Polsce obowiązywał jeszcze przez długie lata, ale w październiku został on zawieszony, a właściwie wyrugowany i zastąpiono go restrykcyjnymi przepisami.

Przy okazji udało się w tym kraju wprowadzić do dyskusji taką opowieść, że za aborcją stoi lewactwo, wichrzyciele, wulgarna tłuszcza z wulgarnymi hasłami, a praworządni Polacy bronią życia poczętego i kościoła. Tak to wygląda z daleka i tak też próbuje się to pokazać. A jeżeli nawet nie w ten sposób, to i tak na końcu pozostaje wrażenie, że mamy do czynienia ze sporem światopoglądowym. Może i mamy taki spór, ale na jego końcu jest ekonomia. To znaczy, że te restrykcyjne przepisy, nie ważne jak je nazwiemy (zgodne z prawem Bożym, czy też nieludzkie), dotkną uboższą/biedniejszą część społeczeństwa. Tę z prawej i lewej strony, jak i tę w centrum sporu politycznego. To prawo jest i będzie martwe dla zamożniejszej grupy, lepiej wykształconej i wyedukowanej. Restrykcje nie dotkną lewaczek, czy prawaczek, ale kobiety zdecydowanie mniej zamożne, z małych miasteczek i wsi oraz ich partnerów. W Polsce pisze się o tym od prawie stu lat. Odkąd Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku i pojawiły się takie pomysły, żeby karać więzieniem kobiety, usuwające ciążę, jak i te osoby, które w tym pomagały. Wtedy proponowano 5 lat więzienia. Pisał o tym w 1929 roku Tadeusz Boy Żeleński w ,,Piekle kobiet”. Jego uwagi od tamtego czasu nie straciły na aktualności. Prawo ustanawiają ludzie syci, ale karani są ludzie głodni. I nie ma w tym niczego więcej. Na powierzchni wydaje się, że spieramy się o sprawy największej wagi. Kiedy jednak przychodzi co do czego, to ten, kto ma pieniądze w portfelu, poradzi sobie, a ten, kto ich nie ma, będzie cierpiał. I to jest niemal cała prawda o wyroku Trybunału Konstytucyjnego i jego konsekwencjach. Prawa, konserwatywna strona, udaje, że to coś więcej, że stoi za tym wyższe prawo moralne. Lewa strona mówi, że każdy człowiek ma prawo do wyboru. Mnie natomiast jest bliżej do stanowiska, które przedstawiłem wyżej.

Jakiś czas temu jeden z moich znajomych zwrócił mi uwagę, że prowadząc Nowe Opinie, powinienem nie opowiadać się po żadnej ze stron. Nie manifestować swojego udziału w strajku kobiet, bo natychmiast za tym idzie nieprzychylna opinia jednej ze stron sporu. Ale, biorąc udział we wschowskich, czy sławskich manifestacjach, nie czułem się lewakiem, ani tym bardziej anarchistą lub kimś, kto chce przyłożyć rękę do burzenia prawnego porządku. Nie. Po prostu stoję po stronie osób, w które to prawo jest wymierzone. A wymierzone jest oczywiście w kobiety, ale przede wszystkim w kobiety z uboższej części polskiego społeczeństwa. Nie jest mi to obojętne. I wydaje mi się, że właśnie ten problem doskonale rozumieją takie małe lokalne wspólnoty, jak Wschowa.

Dodaj komentarz