Oglądam, dawkuję sobie IV sezon The Crown. Nie widziałem poprzednich, ale ten, ze względu na kulminację postaci, które między 1979 a 1990 rokiem, przejęły kontrolę nad wyobraźnią Wielkiej Brytanii , robi wrażenie. Począwszy od Margaret Thatcher (wybitna rola Gillian Anderson}, po królową Elżbietę II, księżną Dianę, jej męża/nie-męża księcia Walii Karola, po malarza pokojowego, bezrobotnego Michaela Fagana, który w 1982 roku przypadkiem wkradł się do sypialni królowej Elżbiety.
Michael Fagan zasłynął tym, że dwukrotnie zakradał się do pałacu Buckingham. Za pierwszym razem wypił tam butelkę wina, za drugim przypadkowo wszedł do sypialni królowej, po czym wyprowadził go stamtąd lokaj. Oskarżony o kradzież wina, został ostatecznie uniewinniony, trafił zaraz potem na trzy miesiąca na obserwacje do szpitala psychiatrycznego. W serialu scena spotkania Fagana z królową została rozbudowana o rozmowę, jakiej w rzeczywistości nie było.
Jest to dialog wyjątkowy, chyba najbardziej poruszający w całym serialu. Fagan mówi do królowej Elżbiety w imieniu świata, który od 3 lat rozpada się na jego oczach za sprawą rządów Margaret Thatcher. W samym serialu skutków polityki pani premier nie widać. Owszem, jest trochę zamieszek, trochę wpadek, jak to z brakiem sankcji na rasistowskie rządy ówczesnej RPA, jeszcze przed erą Nelsona Mandeli. Ale prawdę mówiąc w całym serialu Thatcher jest i zdecydowana, i silna, prawdziwa Żelazna Dama. Może się wydawać, że społeczeństwo brytyjskie jest gdzieś na marginesie. Że wszystko idzie dobrze, a sama premier kroczy od sukcesu do sukcesu. I dopiero, kiedy Michael Fagan wkrada się do pałacu, dopiero wtedy dostrzegamy coś, co mogło nam umknąć. Czego, nie znając rządów premier Thatcher, mogło się nam zapodziać w starych rzeczach, przeznaczonych do wyrzucenia.
Michael Fagan wdarł się do królewskiego pałacu w lipcu 1982 roku. W pierwszej kadencji rządów brytyjskiej premier. W kraju rośnie inflacja, Thatcher podnosi podatki, w tym VAT, nie radzą sobie z tym mniejsze przedsiębiorstwa, które bankrutują. Bezrobocie rośnie dwukrotnie. Na świecie młodzi ekonomiści z Chicago pod wpływem noblisty Miltona Friedmana eksperymentują z ideą wolnego rynku w takich krajach, jak Chile dyktatora i mordercy Pinocheta. Brytyjska premier jest zachwycona wynikami ekonomicznymi Chile. Społeczeństwo się rozpada, powstaje jego nowy twór, ludzi, którzy wierzą, że liczy się zysk, a na rynku wygrywa ten, kto jest silniejszy. Słabsi toną i muszą utonąć, bo dla słabych nie ma miejsca w nowoczesnej wspólnocie. W Polsce akurat panuje stan wojenny, a związkowcy z ówczesnej ,,Solidarności”, za kilka lat zderzą się z tymi rewelacjami w swoim kraju. I nie zostanie po nich śladu, a jedynie kamień na kamieniu. Odpryski tego myślenia, usłyszymy podczas kampanii prezydenckiej w 2015 roku, kiedy Bronisław Komorowski będzie doradzał, żeby zmienić pracę, więcej zarabiać, wziąć kredyt i kupić sobie mieszkanie. We Wschowie pojawi się ten sposób myślenia po przegranej burmistrza Krzysztofa Grabki w 2014 roku, który prowadził w tym względzie starą, konserwatywną politykę, stawiając nie na zysk, ale na wspólnotę. Od tego czasu lokalna wspólnota będzie jedynie pogrążać się w chaosie, a nowi burmistrzowie będą na tym korzystać.
Michael Fagan w piątym odcinku The Crown w jednej z ostatnich scen, zanim wyprowadzi go policja z pałacu, mówi: ,,Państwa już nie ma. Zniszczyła je (premier Thatcher), razem ze wszystkim na czym mogliśmy polegać – (nie ma już) poczucia wspólnoty, obowiązku wobec drugiego człowieka, dobroci. To wszystko znika”.
Bezrobotny malarz więcej w tym serialu się nie pojawi. Spełnił swoją rolę. A nam pozostaje jedynie przyglądać się na każdym poziomie, jak boleśnie prawdziwe brzmią jego słowa. Warto ten serial obejrzeć, choćby dla takich scen, jak ta z Michaelem Faganem i królową Elżbietą II.