Dziewczyny, Euforia, Branża. Wstęp

Pierwsze były ,,Dziewczyny” (2012-2017) amerykańskiej reżyserki, scenarzystki i aktorki, 26-letniej wtedy Leny Dunham (wymyśliła ten serial i zagrała główną rolę, a jej partnerem filmowym był młodziutki Adam Driver). Co to się wtedy działo, kiedy ten serial się pojawił na HBO, to aż miło się do tego wraca. Bez pruderii, owijania w bawełnę, odważnie opowiadający o kilku przyjaciółkach w sposób, w jaki się do tej pory w tego rodzaju produkcjach nie mówiło. Pisało się o nim, że to mamroczące pokolenie dwudziestolatków po studiach, szukających sobie pracy, bez większych sukcesów zawodowych (efekty kryzysu ekonomicznego z pierwszej dekady XXI wieku), neurotyczni, erotycznie wykolejeni, będący głosem swojego, a na pewno jakiegoś pokolenia. Serial budził i kontrowersje i zachwyty. Mierzył się z krytyką, bo dominowali tutaj, w środku Nowego Jorku, biali bohaterowie, co uważano za karkołomny zabieg, oddalony o tysiące kilometrów od wielokulturowej Ameryki. Miał więc ten serial różne potknięcia, ale sposób w jaki pokazywał neurozę bohaterów, erotyczne doświadczenia, nie siląc się, by zaspokoić gusta tradycyjnej widowni (każda widownia jest tradycyjna, każdy widz bez wyjątku jest konserwatywny), wychowanej na lukrowanych opowiastkach, na pewno przeszedł do historii i wyznaczył kierunek.

Potem Sam Levinson w 2019 ujawnił się z ,,Euforią” (to ten sam twórca, odpowiedzialny za ,,Malcolma i Marie, w jednej i drugiej produkcji świetnie odnalazła się gwiazda do niedawna disneyowskich produkcji – Zendaya). U Levinasa podglądamy nieco młodsze pokolenie niż u Dunham, kończące powoli szkołę średnią. To 17-latkowie, których świat dorosłych i sprawy, na które nie mają wpływu (jak chociażby dwubiegunowość głównej postaci), wypycha ich poza margines świata, w którym nie dzieje się wcale lepiej. Wydawałoby się, że wiek tutaj ma jakieś znaczenie, że oba te środowiska, które Dunham i Levinas podglądają, będzie więcej różnić, niż łączyć. Okazuje się, że nie, co jest akurat bardzo ciekawym spostrzeżeniem, bo wydaje się, że mamy do czynienia z utrwalającą się kompozycją młodych ludzi, urodzonych po 2000 roku, w której dominuje neurotyczność, płynność, niepewność i poniekąd ogromny strach o przyszłość. Chociaż może się wydawać, że wszyscy żyją z dnia na dzień i poza ćpaniem i ruchaniem nic ich więcej nie interesuje. Ale to akurat jest jedynie fasadą, istotną, owszem, czasami definiującą ich wybory, ich tożsamość, ich początek dnia lub koniec, ale wciąż fasadą. Bo jak to bywa między ludźmi – buduje się przy okazji tej fasady lub pomimo jej istnienia – mniej lub bardziej udane związki, które przeradzają się w przyjaźń lub coś więcej.

Nawiasem mówiąc, niedawno dotarło do mnie – dlaczego Euforia przeszła jakoś obok mnie. To znaczy – bez przesady. Doceniam oczywiście, ale w tym portretowaniu młodego pokolenia, nie sposób nie zauważyć kalek z ,,Dziewczyn” Leny Dunham. Można znaleźć nawet podobne postacie o niemal identycznym profilu, chociaż u Levinasa nieco zwulgaryzowanym. Paradoksalnie – uświadomiła mi to ostatnia produkcja amerykańskiej reżyserki, czyli serial ,,Branża” z 2020 roku. Bo Dunham naprawdę jest jakimś głosem, jednym z wielu, jakiegoś pokolenia. Ten zresztą charakterystyczny dla naszych czasów odwrót od stygmatyzowania swoich obserwacji i spostrzeżeń uniwersalnym wzorem pojawił się u Dunham w 2012 roku. W pierwszym odcinku serialu ,,Dziewczyny”, w którym Hanna Horvath (grana przez reżyserkę) mówi do swoich rodziców, że ma poczucie, że jest głosem swojego pokolenia, a przynajmniej jakimś głosem, jakiegoś pokolenia. I w odróżnieniu od Levinasa i swojej poprzedniej produkcji, zrobiła krok do przodu, pokazując swoich nowych bohaterów z zdecydowanie bardziej malowniczym stroju. Jest więcej tożsamości kulturowych i seksualnych, ale przede wszystkim ich relacje erotyczne są zdecydowanie feministyczne.

Nie ma tutaj przemocowych scen, w których dominują mężczyźni, nie ma wulgarności, ani męskich fantazji, którym reszta musi się koniecznie podporządkować. Jest sporo seksu, ale w odróżnieniu od dwóch wcześniejszych seriali, są to sceny zdecydowanie bardziej partnerskie i demokratyczne. Przemoc za to jest ulokowana gdzie indziej. W korporacyjnych mechanizmach, które wypluwają każdego, kto się im nie podporządkuje. Pozornie, bo i tutaj Dunham daje zielone światło tym, którzy w korpolandii niekoniecznie chcą zapuścić korzenie.

W każdej z tych produkcji bezceremonialnie, odważnie, czasami z niezwykłą empatią, a czasami nieco schematycznie pokazana jest seksualność młodych ludzi, siła przyjaźni, intymności, jaka z tego wynika w konfrontacji ze światem, który cywilizacyjnie, technologicznie z roku na rok robi niesamowite postępy, ale emocjonalnie zupełnie nie jest gotowy na wrażliwość nowych pokoleń. U Levinsona to grupa 17-latków. U Dunham – osoby po studiach, wkraczające w dorosłe życie, testujące rynek pracy, próbując się w nim odnaleźć, podporządkować sobie, rozbijając się nieustannie o upiorną rzeczywistość świata, poukładanego przez starsze pokolenia.

Dodaj komentarz