Motto:
A my w tym wszystkim coś jak nowa, stara miłość
Mieliśmy być w tym, co by się nie wydarzyło
(Pezet, Broniewski z płyty Muzyka współczesna)
Tekst ten jest stosunkowo krótki w porównaniu z liczącymi łącznie ponad 100 stron dokumentami, które powstały po kontrolach i audytach w przedszkolach nr 3 i 5, w których pracuje specjalista ds. kadr i płac/radna Rady Miejskiej. Jest w tym całym zdarzeniu ogromna dysproporcja, ponieważ opinia publiczna za sprawą Urzędu Miasta i Gminy zetknęła się wcześniej z artykułem na portalu zw.pl, który opisywał rzekome nieprawidłowości w tych placówkach. Już sam ten fakt może świadczyć o tym, że w całej tej sprawie nikomu nie zależy na przejrzystości. Czytelnik dowiaduje się o jakichś nieprawidłowościach, ale nie ma możliwości skonfrontowania tych rewelacji. Nikt o to nie dba. Ani portal, ani UMiG. Wszystko, co zamieściłem poniżej jest próbą zrelacjonowania tego, co zawierają dokumenty po kontrolach wewnętrznych i audycie zewnętrznym.
W przedszkolach nr 3 i 5 odbyły się łącznie trzy kontrole. Najpierw dwie wewnętrzne przeprowadzone przez pracownika Urzędu Miasta i Gminy Wschowa z referatu audytu i kontroli. Pierwsza w okresie wrzesień – listopad 2020 roku. Druga, sprawdzająca wykonanie zaleceń pokontrolnych odbyła się w styczniu 2021 roku. Zewnętrzny audyt, został przeprowadzony przez zewnętrznego audytora i miał miejsce w pierwszym kwartale 2021 roku. Nie spotkałem się z dokładną datą. Wygląda na to, że został przeprowadzony po kontrolach wewnętrznych.
Wszystkie te kontrole dotyczyły wielu spraw, którymi się tutaj nie będę zajmował. Obejmowały również pracę specjalistki ds. kadr i płac, pełniącą w kadencji 2018-2023 mandat radnej. Należy dodać, że jest to radna, która do Rady Miejskiej dostała się z listy komitetu wyborczego obecnego burmistrza Wschowy. Na początku współtworzyła klub radnych ,,Lepsza Wschowa”, a niecały rok później, we wrześniu 2019 roku ten klub opuściła. Jej oświadczenie można przeczytać – TUTAJ.
Pierwsza kontrola
W przypadku specjalistki ds. kadr i płac kontrola wewnętrzna sprawdziła między innymi czy w okresie od listopada 2018 roku do września 2020 roku, odnotowywane były wyjścia pracownika na komisje i sesje Rady Miejskiej. Stwierdzono, że dyrektorki przedszkoli nie zapewniły w tej sprawie przejrzystego rozliczenia. Kontroler uznał, że nie ma dowodu w żadnych dokumentach, aby godziny te były odpracowane w innym terminie. Uznał też, że pracownik otrzymywał wynagrodzenia w tym okresie bez stosownych potrąceń. Zdaniem kontrolera należało wszystkie dotychczasowe godziny za lata 2018 – 2020 roku potrącić z wynagrodzenia, czyli za okres, kiedy radna w godzinach pracy, pełniła mandat radnego.
Z dokumentu, który powstał z tej kontroli nie ma zapisu, w którym specjalistka ds. kadr i płac tłumaczyłaby tę sprawę. Piszę o tym, ponieważ za chwilę będę omawiał audyt zewnętrzny, w którym audytor rozmawiał o tych sprawach ze specjalistką ds. kadr i płac i jej tłumaczenia, są zawarte w audycie. W dodatku są to tłumaczenia, które po ich weryfikacji, audytor uznał za zasadne.
Okres między pierwszą kontrolą a drugą
Jak wynika z dokumentu, omawiającego drugą kontrolę wewnętrzną, gdzie sprawdzono wykonanie zaleceń pokontrolnych, w międzyczasie dostarczono do burmistrza dokument, który ewidencjonował wyjścia pracownika wraz z godzinami, które zostały odpracowane. Kontroler uznał jednak, że skoro przy pierwszej kontroli wykazano, że pracodawca nie prowadzi rzetelnej ewidencji czasu pracy pracowników, a także, że ten dokument nie został pokazany w trakcie kontroli, postanowiono te informacje zweryfikować.
Uwaga 1 – chcę na to zwrócić uwagę, ponieważ ta sytuacja wydaje się być mało klarowna. Jak wynika z tego – pracodawcy nie mieli zastrzeżeń do dokumentacji, która odzwierciedlała odpracowane godziny. Dla mnie powstaje zasadnicze pytanie – dlaczego podczas pierwszej kontroli nie przedstawiono tej dokumentacji kontrolerowi. Czy dlatego, że nie był tym zainteresowany kontroler? Czy stały za tym inne przesłanki? Na jakiej podstawie kontroler mógł stwierdzić, że pracownik nie odpracował godzin i należy mu je potrącić z wynagrodzenia, skoro realnie dokumentacja o odpracowanych godzinach, była na terenie kontrolowanego przedszkola?
Weryfikacja danych, wynikających z przedstawionego dokumentu odpracowanych godzin polegała na tym, że porównano je z bilingiem monitoringu, otrzymanym od firmy, która w przedszkolu świadczy usługi monitorowania systemu alarmowego.
Na tej podstawie kontroler wykazał, że nie wszystkie godziny, które wykazano, jako odpracowane, zgadzają się z bilingiem monitoringu. Kontroler wskazał też na inne, jego zdaniem, niezgodności i ostatecznie uznał, że dokument o odpracowanych godzinach nie można uznać za wiarygodny. W związku z tym podtrzymał swoje zalecenia z pierwszej kontroli, tzn., że należało wszystkie godziny wyjść na komisje i sesje Rady Miejskiej skorygować w wynagrodzeniu. W tym dokumencie również nie ma żadnych wyjaśnień specjalistki ds. kadr i płac.
Audyt zewnętrzny
Audyt zewnętrzny dotyczył tylko 2020 roku. Z dokumentu, który powstał po audycie wynika, że specjalistka wytłumaczyła audytorowi, a audytor to potwierdził, że program, na podstawie którego sprawdzano wyjścia pracownika na sesje i komisje jest programem, który uniemożliwia szczegółowe rozliczenie czasu pracy. Dlatego też – tłumaczyła specjalistka – prowadzona jest w osobnych segregatorach miesięczna dokumentacja, ilustrująca wyjścia pracownika. Wynika z niej – kiedy pracownik wychodził na komisje i sesje oraz kiedy te godziny odpracował.
Audytorzy otrzymali też pisemne oświadczenie przełożonych pracownika przedszkoli, w których informowano, że wszystkie wyjścia i odrabianie godzin odbywały się za ich ustną zgodą, dlatego na odpowiednich kartach znajdują się ich podpisy. Informowały również, że specjalistka ds. kadr i płac jest wieloletnim pracownikiem, a wcześniejsze kontrole nie wykazywały żadnych nieprawidłowości. Oświadczyły też, że wcześniejsza kontrola wewnętrzna wykazała, że nie wszystkie godziny były prawidłowo odpracowane. Oświadczyły też, że nie wyrażały zgody na to, aby pracownik wypracowywał nadgodziny. A także, że nie wyrażały zgody na to, by pracownik odrabiał zaległe godziny zdalnie, podczas urlopu. W związku z tym karty, odpowiadające za odpracowanie godzin, dotyczące miesięcy – listopad, grudzień – nie zostały podpisane przez pracodawców, a miesiąc październik tylko przez jednego z nich. Audytor stwierdził więc, że godziny w 2020 roku zostały odpracowane w miesiącach styczeń – wrzesień 2020 roku. Nie zostały odpracowane w miesiącach październik (dla jednej placówki) oraz listopad, grudzień 2020 roku (dla dwóch placówek). Owszem, na kartach są godziny wypracowane przez pracownika, ale nie są one podpisane przez pracodawców. W związku z tym audytor uznał, że te, które nie zostały podpisane, nie zostały też prawidłowo odpracowane. Ponadto audytor porównał godziny wykazane, jako odpracowane z bilingiem monitoringu, który wykazywał, że załączenia alarmu nie zawsze pokrywają się z godzinami wpisanymi do dokumentacji.
Uwaga 2 – Przy okazji tego audytu pewne jest, że pracownik odpracowywał godziny. Osobną sprawą jest jak i czy dokładnie, ale w odróżnieniu od kontroli wewnętrznej – pojawiają się oświadczenia pracodawców, które wyraźnie mówią, że godziny były odpracowywane za ich zgodą. Mamy w tych oświadczeniach informacje, że w trzech ostatnich miesiącach 2020 roku nie było ich zgody na to, w jaki sposób specjalista ds. kadr i płac odpracowywał te godziny (wyrabianie nadgodzin, praca zdalna oraz praca na urlopie). Nie ma jednak w tym zakresie wypowiedzi samego specjalisty. Moje pytanie brzmi – dlaczego nie ma tej wypowiedzi? Czy to znaczy, że specjalista przyznaje, że nie było zgody na ten sposób odpracowania godziny, czy też nie wypowiada się, bo jest zaskoczony, że oświadczenia pracodawców nie pokrywają się z ich wcześniejszymi ustaleniami?
Podsumowanie wraz z interpretacją wydarzeń
Kontrola i audyt wykazały nieprawidłowości w tym zakresie, który nas interesuje. Co do tego nie ma wątpliwości. Dlatego też tak kontroler, jak audytor zalecili konkretne działania. Te zalecenia się różnią. I w mojej ocenie wynikają z kompetencji osób, które te kontrole przeprowadzały na korzyść audytora zewnętrznego. Kiedy po pierwszej kontroli wewnętrznej pojawia się dokument z tej kontroli, w którym zaleca się potrącenie rzekomo nieodpracowanych godzin, pomimo tego, że na terenie kontrolowanej placówki była dokumentacja, która zaprzeczała temu – nie zdziwiłbym się, gdyby pracodawcy i specjalistka ds. kadr i płac uznały (razem lub osobno), że w tej kontroli nie chodzi o profesjonalną kontrolę, ale że jest ona wymierzona w pracownika/radną opozycji. Myślę, że każdy kto by się znalazł w takiej sytuacji i po tak przeprowadzonej pierwszej kontroli – miałby takie podejrzenia.
Dokumenty z dwóch kontroli i dokument z audytu wskazują na procedury, które albo są dobrze prowadzone, albo wymagają poprawy. Nikt w tych dokumentach nie zajmuje się emocjami (co jest zresztą naturalne) ani kontekstem lokalnej polityki. Ale spróbujmy na chwilę wejść w skórę osób kontrolowanych, szczególnie po pierwszym dokumencie pokontrolnym. Myślę, że większość z nas, czułaby, że dzieje się nam jakaś ogromna krzywda. Tym bardziej, że jak rozumiem oświadczenie pracodawców – między nimi, a specjalistką ds. kadr i płac była umowa i wzajemne zaufanie co do odpracowywania godzin. Coś na tej linii pękło od momentu, kiedy pojawił się kontroler wewnętrzny. Widać to po tym, jak wygląda rozliczenie za te godziny w miesiącach listopad i grudzień. I znowu można podejrzewać, że gdyby od samego początku odbywał się audyt zewnętrzny, sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej. A tak – w mojej ocenie – pierwsza, pobieżna kontrola wewnętrzna, co do której są duże wątpliwości, wprowadziła sporo zamieszania. Świadomie, czy nie – to już osobna kwestia. To doświadczenie mówi też o tym, że w placówkach, w których pracują radni opozycji, kontrola powinna być z zewnątrz. Nie powinna być prowadzona przez pracownika UMiG Wschowa, ale przez zewnętrznego audytora. Taka praktyka na pewno pozwoliłaby ustrzec się rządzącym przed podejrzeniem, że kryje się za tym polowanie na konkretną osobę. Po dokumencie audytora zewnętrznego widać, że jest to profesjonalny audyt. Nie ma w nim interpretacji. Są podawane fakty. Wszystkie dokumenty są brane pod uwagę. Niczego się nie omija. Dopuszcza się do głosu osoby, które mają możliwość wytłumaczenia spraw, które budzą wątpliwości. W dodatku część tych wyjaśnień, jeżeli nie większość zostaje uznana za zasadne.
Jest wyjście z tej sytuacji
Nie wiem, co radni z koalicji rządzącej po lekturze tego audytu uznają za słuszne. Nie twierdzę też, że moje odczytanie tych dokumentów jest jedyne i właściwe. Myślę jednak, że radni powinni powołać komisję rewizyjną, żeby samemu to zbadać. Będą mieli okazję porozmawiać ze wszystkimi zainteresowanymi, w tym z pracodawcami specjalistki ds. kadr i płac, samą specjalistką, kontrolerem wewnętrznym. Prawdę mówiąc nie widzę w tej sytuacji innego wyjścia. Jest tutaj na pewno za dużo wątpliwości, żeby podczas głosowania przychylić się do wniosku pracodawców o zwolnienie radnej z pracy. Jest za dużo niedopowiedzeń, które pozwalałyby z czystym sumieniem zagłosować w ten sposób. Wydarzyło się coś – i widać to z daleka – co zaburzyło nawet dobre – jak można podejrzewać – relacje pań dyrektorek ze specjalistką ds. kadr i płac. Jeżeli spojrzeć pod tym kątem na te kontrole, to przecież nie widać z nich, żeby specjalista zaniedbywał swoje obowiązki, nie wywiązywał się z nich, lekceważył je. Tego te kontrole nie wykazują. Myślę, że pod tym względem pokazują wręcz coś innego – że to sumienny pracownik. To może być dla wielu osób nieznośny opozycjonista, którego się nie lubi, nie ceni, albo coś jeszcze gorszego. Ale warto te dwie sprawy od siebie oddzielić.
Jeżeli radni zagłosują przeciwko rozwiązaniu stosunku pracy i sprawą tą zajmie się komisja rewizyjna, to warto mieć na uwadze, że radna wróci do miejsca, w którym niestety jest ogromne napięcie, spowodowane skutkami tej kontroli. To wcale nie jest przegrana sprawa. To jest takie doświadczenie w tym mieście, gdzie wszyscy możemy unieść się ponad nasze nawyki i jakoś pomóc to wszystko odkręcić. Gdyby udało się na przykład zorganizować mediacje między pracodawcami a specjalistką – moim zdaniem byłoby idealnie. Oczywiście pod warunkiem, że nikt całej tej sytuacji nie będzie traktował tak zero-jedynkowo. Wyrządzono już krzywdę jednemu urzędnikowi samorządowemu. Moim zdaniem – wystarczy już tych krzywd.

Dodaj odpowiedź do Wwa Anuluj pisanie odpowiedzi