Ludzie, nie róbcie sobie jaj z pogrzebu. Felieton

Radni Przemysław Gliński i Miłosz Czopek chcieli właśnie tutaj, we Wschowie, pozostać sobą i zapytali 12 marca podczas wspólnej komisji, ile gmina zapłaciła za zmianę logotypu Wschowy, nowych haseł promocyjnych, całego tego rebrandingu, jak to mówią. Radny Czopek dopytywał kto za tymi zmianami stoi. Czy to jakieś wewnętrzne manewry Urzędu, czy ktoś z zewnątrz jest za to odpowiedzialny? Zapewniano radnych na tej komisji, żeby się nie martwili – wszystkie informacje zostaną podane na sesji Rady Miejskiej. Jak wiadomo – taka sesja odbywała się później od 18 marca do 22 marca z przerwą na weekend.

Być może dowiedzieliby się tego już wtedy, tego 12 marca i nie musieliby czekać na odpowiedź, ale mieli wyjątkowego pecha. Z jednej strony główny księgowy szukał czegoś w swoich dokumentach, żeby radnym odpowiedzieć na te pytania, ale ostatecznie przyznał, że nie ma tych informacji pod ręką i na sesji zostaną one ujawnione. Z kolei wiceburmistrz Marek Kraśny wiedział trochę więcej, więc informował radnego Czopka, że te zmiany nie są wynikiem wewnętrznych manewrów, a stoi za tym zewnętrzna firma. Jednak wiceburmistrz nie chciał się wypowiadać co do szczegółów. Jest to troszeczkę poza mną (cytat dosłowny) – mówił, ale również dodawał otuchy pytającym radnym, mówiąc, że wszystkie informacje otrzymają na sesji.

Tajemnica segregatorów

Słuchając tego, przypomniałem sobie, jak prawie dwa lata temu w takim tekście ,,Rodzina ponurych żniwiarzy”, opisywałem komisję budżetu, na której obecni byli główny księgowy i pani skarbnik. Przynieśli wtedy ze sobą dwa grube segregatory i jakieś pomniejsze dokumenty. I te segregatory leżały tak podczas komisji na stole i nikt do nich nie zaglądał. Przynajmniej wtedy. I to prawdę mówiąc zawsze mnie zastanawiało – co pani skarbnik i główny księgowy trzymają w tych segregatorach, skoro nie ma w nich dokumentów, o które pytają radni. Czy to jest życiorys burmistrza, którego uczą się na pamięć w wolnej chwili? Artykuły, które urząd zamierza do końca tej kadencji publikować na lokalnym portalu? Czy może spisane relacje radnych i kierownictwa urzędu z grudniowej wyżerki w Szlichtyngowej?

Troszeczkę poza wiceburmistrzem

Inna zupełnie sprawa, to wypowiedź wiceburmistrza Kraśnego. W sensie, że te zmiany logotypu Wschowy, te nowe hasła, ta zewnętrzna firma, że to wszystko jest troszeczkę poza wiceburmistrzem. Nie wiem, jak to odczytywać prawdę mówiąc. Czy to zapowiedź, że wiceburmistrz ma swoje przyzwyczajenia, jest trochę, jakby to powiedzieć, konserwatywny bardziej niż progresywny i on nadal będzie używać starego logotypu i nie przyjmuje do wiadomości, że we Wschowie można pozostać sobą. Że to jest jakaś nowomowa trenerów osobistych, których w ostatnich latach jest wysyp, jak jesienią grzybów po deszczu i on temu wiary nie daje i to jest w ogóle zawracanie gitary to bycie sobą. A może po prostu parasola zabrakło dla wiceburmistrza – ot i cała tajemnica i dlatego jest troszeczkę na zewnątrz. W sensie metaforycznie to ujął, dając do zrozumienia, że jak opuszcza mury ratusza w porze deszczowej, to nie może znaleźć parasoli z nowym logotypem i troszeczkę przez to moknie na zewnątrz w drodze do samochodu.

W każdym razie z takim mniej więcej stanem wiedzy pozostawieni zostali radni Gliński i Czopek, czekając na sesję, gdzie obiecano im, że wszystkiego się dowiedzą.

No więc radni czekali. Najpierw do 18 marca, a potem, jak ogłoszono przerwę na weekend, to jeszcze kilka dni dłużej.

Zaszło tutaj jakieś nieporozumienie

I wtedy, 22 marca, w czarny dzień wschowskiego samorządu, jak ktoś to nazwał przy okazji innego wydarzenia, pod koniec sesji, pani skarbnik poinformowała radnych, że przecież zaszło tutaj jakieś nieporozumienie. Bo do księgowości nie wpłynął na piśmie żaden dokument z zapytaniem o koszty tej operacji, znanej jako Rebranding Wschowy. Pani skarbnik tłumaczyła, że przecież na komisji omawiano uchwałę budżetową, a pytania radnych nie dotyczyły tej uchwały. A skoro radni wyciągnęli sobie z kapelusza te pytania, zamiast trzymać się porządku obrad, to są ustalenia, są przepisy, są procedury i takie pytania z kapelusza, nie na temat, to proszę składać na piśmie i wtedy będzie odpowiedź.

Jak wspomniałem – był to, zdaniem jednego z mieszkańców, czarny dzień wschowskiego samorządu. Zatem swoje pięć groszy dołożył również główny księgowy, który – owszem – przyznał, że obiecał te kilka dni temu, ale się z tym pospieszył. A wiadomo, że kiedy człowiek się spieszy, to się diabeł cieszy (jest to oczywiście ludowe powiedzenie, które ma wartość dla osób, wierzących w diabły, bo jeżeli ktoś jest np. ateistą, czy kimś w tym stylu, to dla niego to ludowe powiedzenie nie posiada odpowiedniej głębi, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie wierzy po pierwsze w diabły, a tym bardziej, że one się z czegoś cieszą). Główny księgowy więc dodał, że dobra, słuchajcie – mamy tę informację, żeby nie było, że nie mamy, ale bezwzględnie musicie na piśmie złożyć wniosek. I wtedy – po raz drugi w tym miesiącu – obiecał, że radni otrzymają odpowiedź.

Nie będziesz strzępił języka

Chciałbym zakończyć już ten tekst, ale jeszcze co najmniej dwie osoby się wypowiedziały na ten temat. Żeby nie przedłużać – najpierw radna, o której wszyscy wszystko wiedzą, a najwięcej lokalny portal, zapytała – co, na piśmie? W sensie – ale co wy gadacie znowu? Na to odpowiedział radca prawny. Mniej więcej w takim sensie – ale ludzie, nie róbcie sobie jaj z pogrzebu. Opamiętajcie się. Przebudźcie się. Czy wy nie wiecie, co jest napisane w ustawie o samorządzie gminnym? Czy naprawdę tylko radny Franciszek Baśczyn zna na pamięć tę biblię samorządu? Czy wy już zapomnieliście, co tam napisano? Że nie będziesz strzępił języka, a na piśmie złożysz zapytanie? Czy naprawdę trzeba wam to przypominać? Myślicie, że te zapisy są sobie a muzom, a priori lub in spe? Nie. Nigdy. One są tu i teraz. One są między nami, między wami, między tym, komu zaświta w głowie jakieś pytanie, a tym, który na to musi odpowiedzieć. Tak, tak właśnie jest. I dlatego, pilnujmy się wszyscy, żeby zawsze zgodnie z procedurami, z zasadami, żeby być w prawie, a nie w lewie, żeby mieć słuszność, a nie widzi mi się, bo tylko dzięki temu spotykamy się tutaj, a nie w spodenkach na boisku piłkarskim. Do widzenia.

Do widzenia

I tak właśnie zakończył tę wypowiedź, mówiąc – do widzenia. Co swoją drogą – kończąc ten przydługawy tekst – zabrzmiało naprawdę optymistycznie. Bo gdyby radca prawny zakończył swoją słuszną wypowiedź zwrotem – do usłyszenia, dałby tym samym znak, że nie wierzy, że radni coś zrozumieli z jego wywodu. Bo radni cały czas coś mówią, zamiast pisać, gadają, rozwodzą się, zamiast na piśmie wnioski składać. Dlatego radca prawny powiedział – do widzenia. W sensie – chcę widzieć, a nie słyszeć, wasze wnioski. Chcę, żebyście byli jeszcze lepsi, jeszcze bardziej profesjonalni, żeby biblia samorządu wypalała w was właściwe wzory, słuszne postawy, idealne pisma.

Zatem nie jest prawdą, jakby ktoś mógł ewentualnie pomyśleć, że radnym kłody ktoś rzuca pod nogi, że nie udziela się im odpowiedzi, że nie chcą informować radnych itd., itp. Nie. Trzy razy nie. Wszyscy stoją w blokach startowych i gotowi są odpowiadać na wszystkie pytania, oby tylko były złożone na piśmie. Będzie na piśmie, będzie odpowiedź, będzie pan zadowolony. Do widzenia.  

____________________________________________________________________________

Tekst, pomimo swojej formy, powstał w oparciu o prawdziwe zdarzenia. Dyskusję na temat opisanych w felietonie wydarzeń można wysłuchać – TUTAJ od 3 godziny 48 minuty i 34 sekundy do 3 godziny 53 minuty i 18 sekundy. Niestety nie ma zapisu z komisji, ale postaram się w w najbliższym czasie, fragment ten również zamieścić.

1 Comment

  1. proponuje zajrzeć bardziej do budżetu gminy i pokazać na jakie bzdety burmistrz wydaje nasze pieniądze, projekty, wizerunek, zatrudnione osoby z Wrocławia, z kręgu znajomych burmistrza za ogromne pieniądze jako konsultanci, a gdzie są zastępcy? za pensje zastępcy zatrudnia się osobę która przyjeżdża raz na miesiąc

    Polubienie

Dodaj komentarz