Właśnie mija 80 lat od premiery filmu Orsona Wellesa ,,Obywatel Kane”. Do niedawna słysząc tę zbitkę Welles-Kane-Orson-Obywatel ziewałem z nudów. Chętniej poszedłbym w obżarstwo, pijaństwo lub coś więcej, żeby tylko nie słyszeć, że krąży po świecie jakieś arcydzieło, najwybitniejszy film świata, na którego nie mam ochoty, sił ani czasu. A dzisiaj? A dzisiaj chętnie, mimo 47 lat, sprzedałbym wszystko co mam i resztę życia spędził w innym miejscu, w jakimś portowym miasteczku, a najlepiej z dala od ludzi, zajmując się nadal pisaniem, ale bez tej doraźnej i cuchnącej rzeczywistości. Cóż, z drugiej strony, gdyby nie te realne odniesienia w ,,Obywatelu Kane’ie”, nie opóźniano by premiery filmu w 1941 roku, a współzałożyciel studia Metro-Goldwyn-Mayer – Luis Mayer – nie proponowałby wraz z innymi szefami amerykańskich wytwórni 800 tysięcy dolarów, za które zamierzano wykupić wszystkie możliwe kopie ,,Obywatela Kane’a”, żeby je zniszczyć lub ewentualnie odłożyć do magazynu. Tak, żeby świat tego nigdy nie zobaczył. Luis Mayer, ale przede wszystkim William Randolph Hearst, ikona amerykańskiej prasy, magnat prasowy, którego biografia stała się inspiracją dla filmu Wellesa, robili wszystko, aby pogrzebać to dzieło, o którym w późniejszych latach będzie się opowiadać z wypiekami na twarzy. Aczkolwiek gdyby nie francuska krytyka filmowa po drugiej wojnie światowej, amerykanie zapomnieliby o tym filmie. I nie byłoby żadnego ,,Obywatela Kane’a” w rankingach najlepszych filmów wszechczasów. A ja nie musiałbym mierzyć się z tym, że coś takiego krąży po świecie, a nie mam sił na to, ani ochoty nie mam, ani czasu.
W Hollywood pracują niemieccy Żydzi
Zanim jednak doszło do tej majowej premiery, kilka miesięcy wcześniej, bo w styczniu 1941 roku wytwórnia RKO Pictures, prezentowała jeszcze nieskończonego ,,Obywatela Kane’a”. Zdaje się, że były to pokazy dla prasy. Ktoś od Hearsta zobaczył ten obraz i się zaczęło. Hearst nie miał już takiej pozycji w Ameryce, jaką miał jeszcze kilka lat temu. Ale nadal jego gazety były czytane, a dużą rolę odgrywały w nich doniesienia z Hollywood. Groził więc wszystkim bez wyjątku, że jeżeli zdecydują się na premierę gotowego filmu, na jego dystrybucję – skończy się sielanka w jego gazetach. Wszystkie brudy, jakie zna, i jakie tuszowali jego dziennikarze – teraz wyjdą na jaw. Groził też, że ujawni, że w Hollywood pracują niemieccy Żydzi, którzy uciekli z nazistowskich Niemiec. Bo pomimo tego, że czasy to były odległe, zawsze można było poszczuć w prasie, że emigranci odbierają pracę zdolnym amerykanom. Wszyscy się tego obawiali. Nikt nie chciał takiego rozgłosu. A groźby nie były wymierzone tylko w RKO Pictures, ale w całą branżę filmową.
Zagrożenie dla bezpieczeństwa USA
Premierę filmu więc odsuwano w czasie. To były niezwykle płodne miesiące dla dziennikarzy Hearsta. Pisano o Wellesie, dając do zrozumienia, że jego wyreżyserowane sztuki teatralne inspirowane są komunistycznymi ideami. FBI zakładało podsłuchy 25-letniemu reżyserowi. Jaki był tego koniec? FBI ostatecznie uznało, że Welles stanowi zagrożenie dla wewnętrznego bezpieczeństwa USA. Jeżeli ktoś kojarzy, co działo się w Ameryce po drugiej wojnie światowej, szczególnie od 1950 roku, kiedy działała senacka komisja McCarthy’ego, szukająca komunistów wśród osób z kręgów rządowych i show biznesu, ten zdaje sobie sprawę, czym to mogło skończyć się dla Wellesa, gdyby w tym czasie mieszkał w USA. Ale wtedy, od dwóch lat przebywał w Europie i wrócił do kraju dopiero w 1956 roku.
Takie rzeczy zostały zapoczątkowane i działy się wokół filmu, który krąży dzisiaj po świecie z etykietą najwybitniejszego obrazu w historii światowej kinematografii. Welles był podejrzewany o komunizm, homoseksualizm i wszystko, co mogło tylko mu zaszkodzić. Wytwórnia RKO Pictures wciąż się wahała na początku 1941 roku. Wypuścić to kukułcze jajo, czy nie robić sobie problemów. Poddać się Hearstowi, czy stanąć po stronie filmu i jego twórcy. A właściwie zrezygnować z możliwych dochodów, jakie mogła przynieść dystrybucja filmu, czy uznać ten obraz i pieniądze, jakie nań poszły – za straconą inwestycję?
9 nominacji, 1 Oscar
Doszło nawet do tego, że wszyscy najważniejsi właściciele wytwórni filmowych w USA wraz z prawnikami zebrali się w jednym miejscu, żeby zobaczyć ,,Obywatela Kane’a” i zdecydować co dalej. Tym bardziej, że wielki William Randolph Hearst podbijał stawkę, grożąc, że jeżeli film pojawi się na ekranach kin, jego gazety nie tylko, że nie będą pisać o ,,Obywatelu Kane’ie”, co było zrozumiałe. 78-letni Hearst szedł krok dalej, mówiąc, że o żadnym filmie, żadnej wytwórni nie będzie ani słowa w jego gazetach.
Ostatecznie, 80 lat temu, 2 maja 1941 roku RKO Pictures zadbała o to, by w Nowym Jorku pokazać to przyszłe arcydzieło. Film został uznany przez krytyków za najlepszy obraz tego roku. Ale już na Oscarach, gdzie ,,Obywatel Kane” był nominowany w 9 kategoriach, zdobył statuetkę jedynie za scenariusz, napisany przez Hermana Mankiewicza (świetnego dziennikarza, scenarzystę, pijaka i hazardzistę) oraz Orsona Wellesa. W każdej innej kategorii, w tym za reżyserię, najlepszy film i główną rolę męską – przegrał. Nie zdobył uznania. Mówi się, że akademia nie miała wyboru i uległa naciskom, które zabraniały głosować na debiut Orsona Wellesa.
Geniusz na okładce Time’a
Orson Welles zanim przyjechał do Hollywood, kręcąc film, który raz na zawsze stał się jego przekleństwem, pracował w teatrze i w radiu. Mając 21 lat wystawił Makbeta, przenosząc akcję do Haiti, wykorzystując kult VooDoo i angażując do tego spektaklu samych afroamerykanów. Rok później pojawił się na okładce Time’a, a pod koniec 1937 wystawił współczesną wersję szekspirowskiego Juliusza Cezara, nawiązującą scenografią i oświetleniem do norymberskich konwencji nazistowskiej partii NSDAP. Była to antyfaszystowska tragedia, wyprzedzająca w swojej formie i przekazie możliwości ówczesnego, amerykańskiego teatru. Był geniuszem. Podobne rzeczy robił w radiu. Czego się nie dotknął, przynosiło mu rozgłos, podziw i często kłopoty, zawiść i nieprzychylność ze strony osób, które nie tolerowały wokół siebie kogoś tak utalentowanego i wymykającego się wszelkim ustaleniom czasów, w jakich żył.
Czyli zrobił to wszystko
,,Obywatel Kane” zmienił raz na zawsze język filmu. Był nowatorski w formie, sposobie oświetlenia, kadrowania, które to kadry do dzisiaj robią wrażenie i wydają się, jakby zrobione były w XXI wieku. Porzucił liniową narrację, zaburzając chronologię fabuły, wprowadził retrospekcje, dokonał rewolucji w sposobie montowania filmu. Czyli zrobił to wszystko, z czego dzisiaj czerpią twórcy filmowi pełnymi garściami. Ale Amerykanie odkryli to dopiero w drugiej połowie lat 50-tych, kiedy Welles miał już 40 lat i kiedy wytwórnie jeszcze po ,,Obywatelu Kane’ie”, nie rozumiejąc jego późniejszych filmów, dokonywały zmian w jego obrazach, zmieniając wymowę, zakończenie i wszystko to, co wychodziło poza ustalony porządek. Hearst zrobił swoje, a Welles do końca życia zmagał się ze studiami filmowymi, które nieustannie chciały mieć wpływ na końcowy rezultat jego pracy. Owszem, po latach, część jego filmów była przywracana do reżyserskiej wersji Wellesa, jak chociażby jego drugi film ,,Wspaniałość Ambersonów”, który w wersji autorskiej jest przez wielu uznawany za jego najlepszy obraz. Z kolei jego ,,Falstaff” z 1965 roku, zrobiony w Europie, uważany jest za najwybitniejszą szekspirowską adaptację w historii kina.
Coś ty Atenom zrobił
Cóż z tego. Wszystko w sumie zaczęło się i skończyło wraz z filmem ,,Obywatel Kane”. Spotkali się wtedy na jednym planie naturszczycy, którzy planowali zmienić świat filmu – Welles, wybitny operator filmowy – Gregg Toland, czy może już nie pierwszej świeżości – pijak i hazardzista, ale przy tym świetny dziennikarz i scenarzysta – Mank (to o nim i o jego wpływie na kształt scenariusza ,,Obywatela Kane’a”, David Fincher zrobił film, który w tym roku był nominowany do Oscara między innymi w kategorii najlepszy film).
W każdym razie idąc tropem pewnego polskiego poety, który pytał w jednym ze swoich tekstów Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie/Że ci ze złota statuę lud niesie/Otruwszy pierwej? Warto wiedzieć, że Orson Welles zmarł w 1985 roku na zawał serca w Los Angeles. Przeżył dokładnie 70 lat. Nie było wiadomo, gdzie pochować urnę z jego prochami. Jego przyjaciel i operator filmowy Gary Graver miał wozić prochy reżysera przez 1,5 roku w bagażniku samochodowym (zobacz dokument: ,,Pokochają mnie gdy będę martwy”, dostępny na Netfliksie”). Ostatecznie został pochowany dwa lata później. W Hiszpanii. Jego debiut fabularny wciąż krąży po świecie. Mówią o nim, że to wybitny, a nawet najwybitniejszy film w historii światowej kinematografii. Już się z nim nie mierzę. Bo w końcu zrozumiałem, że Welles nigdy wcześniej, ani nigdy później nie zdecydował się, aby w swoim filmie wypowiadać się na temat współczesnego mu człowieka lub zjawiska. Owszem, zrobił wcześniej Juliusza Cezara, odwołując się do sytuacji w nazistowskich Niemczech, ale bądź co bądź, była to adaptacja Szekspira. Zdecydował się na to raz w swojej karierze, zrobił to w ,,Obywatelu Kane’ie”, czyniąc z niego po części sztukę zaangażowaną, po części publicystykę, po części pamflet na osobę, której siły i wpływów chyba nie docenił. Przegrał, bo z rzeczywistością wszyscy przegrywamy. Nie mógł wygrać, bo od takich historii, gdzie mógłby wyjść zwycięsko z tego pojedynku, są hollywoodzkie filmy.
Źródła z których korzystałem:
Filmy:
Obywatel Kane, reż. Orson Welles
Mank, reż. David Fincher
Pokochają mnie, gdy będę martwy, dokument, reż. Morgan Neville
Bitwa o ,,Obywatela Kane’a”, dokument, reż. Michael Epstein/Thomas Lennon
Podcasty:
Spoiler Master Michała Oleszczyka poświęcony filmom ,,Mank” i ,,Obywatel Kane”
Audycja radiowa ,,Wieczór filmowy Adamskiego: nowy film Orsona Wellesa”. Rozmowa z Michałem Oleszczykiem o filmie ,,Druga strona wiatru”
Teksty:
Pauline Kael: Wychowanie Kane’a
Cyprian Kamil Norwid: Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie
Wikipedia

Dodaj komentarz