Malejąca frekwencja, rosnąca rola kobiet i pokolenie 60+. Najważniejsze tendencje w Radzie Miejskiej od 2002 roku

Przeglądając dostępne statystyki, związane z lokalnymi wyborami do Rady Miejskiej we Wschowie widoczne są trzy główne tendencje. Zainteresowanie wyborami samorządowymi konsekwentnie maleje. W 2002 roku frekwencja liczyła 54, 44%, a w 2018 roku – 49, 5%. Rośnie reprezentacja kobiet w Radzie Miejskiej. Od 5 kobiet w 2002 roku i 3 kobiet w 2006 do 9 kobiet w 2014 i 8 kobiet w 2018 roku. Coraz więcej osób w wieku 60+ zasiada w Radzie Miejskiej. Nie było ich w 2002 roku, w 2006 – 1 osoba, w 2010 – 3 osoby, w 2014 – 5 osób, w 2018 – 5 osób.

Reprezentacja w Radzie Miejskiej

Za każdym razem największą reprezentację w Radzie Miejskiej stanowią osoby w przedziale wiekowym 40-60 lat. W 2002 roku było ich 16, 2006 – 12, w 2010 – 15, w 2014 – 9, w 2018 – 13. W kadencji 2010-2014 i 2018-2023, gdzie średnia wieku radnych w momencie wyboru wynosiła kolejno 50 i 51 lat, mieliśmy od 2002 roku największą reprezentację w przedziale wiekowym 50 lat i więcej. Odpowiednio – w 2010 było 13 radnych, w 2018 – 12 radnych.

Młodsze pokolenie, czyli osoby w przedziale 20-40 lat, to zdecydowana mniejszość w Radzie Miejskiej. W 2002 – 5 osób, w 2006 – 8 osób, w 2010 – 3 osoby, w 2014 – 7 osób, w 2018 – 3 osoby). Jeszcze młodsze pokolenie, czyli w przedziale wiekowym 20-30 lat, stanowi rzadkość we wschowskiej Radzie. W 2002 roku – 0, w 2006 – 3, w 2010 – 2, w 2014 – 1, w 2018 – 0.

Malejąca frekwencja

Trudno powiedzieć, czy to tendencja, ale w 2018 roku zdecydowanie spadła w gminie liczba wyborców uprawnionych do głosowania. Liczba ta rosła od 2002 roku (16 256 osób uprawnionych) do 2014, osiągając największą w tym czasie wartość – 17 241 osób. Ale wybory w 2018 przyniosły już zdecydowany spadek tej liczby –  16 749. Bez względu na to, czy liczba wyborców rosła, czy malała, jak pisałem wyżej – frekwencja wyborcza od 2002 roku konsekwentnie spada w dół.

Warto dodać, że za każdym razem (wyjątkiem są wybory w 2002 roku), frekwencja podczas wyborów do Rady Miejskiej jest większa, niż frekwencja wyborcza w II turze wyborów na burmistrza. Jedynie w 2002 roku, za sprawą kandydatów Krzysztofa Grabki i Leona Żukowskiego wybory z II tury osiągnęły lepszą frekwencję niż wybory z I tury. Można by tym samym zaryzykować twierdzenie, że Rada Miejska ma większy mandat społeczny, niż wybierani burmistrzowie.

Połowa uprawnionych wyborców

Kwestia frekwencji jest o tyle ciekawa, że warto pamiętać, że Rada Miejska za każdym razem wybierana jest jedynie przez połowę mieszkańców. Gdybyśmy zsumowali łączną liczbę głosów oddanych na poszczególnych radnych, którzy otrzymali mandat w kadencji 2018-2023, to mielibyśmy liczbę głosów – 3647 przy 16 756 uprawnionych do głosowania. Tak słaby wynik, który konstytuuje Radę Miejską (aczkolwiek najwyższy od 2002 roku), w mojej ocenie, powinien premiować tych radnych, którzy zdobyli najwięcej głosów. Na przykład osoba z najlepszym wynikiem wyborczym, powinna zasiadać w fotelu przewodniczącego Rady. A pozostałe osoby z najlepszymi wynikami w funkcji wiceprzewodniczących prezydium Rady i przewodniczących poszczególnych komisji. Można by tym sposobem wiele targów politycznych ukrócić już w trakcie rozstrzygnięcia wyborczego. Wydaje się, że takie porozumienie można osiągnąć na poziomie Rady Miejskiej. Gdyby to wziąć pod uwagę, to w tej kadencji przewodniczącym Rady Miejskiej byłby Miłosz Czopek (385 zdobytych głosów). Według tego klucza wiceprzewodniczącymi byliby Przemysław Gliński (268 głosów) i Jacek Kowalczyk (283 głosy). Przewodniczącymi stałych komisji byliby następujący radni: Wiesław Widera (227 głosów), Władysław Brzechwa (204 głosy), Piotr Buczek (195 głosów) i Jolanta Pawłowska (193 głosy). Zatem w prezydium Rady nie byłoby Hanny Kanflewskiej Walkowiak (147 głosów) i Krzysztofa Koli (103 głosy). A przewodniczącymi komisji nie byliby – Franciszek Baśczyn (77 głosów), Tadeusz Sobczuk (191 głosów – sporo, trzeba przyznać), Michał Drobnik (148 głosów) oraz Agnieszka Nachaj (178 głosów – też sporo).

Ogólnopolska tendencja

Słaba frekwencja w wyborach samorządowych jest ogólnopolską tendencją. W żaden sposób się tutaj nie wyróżniamy, ani nie odstajemy. Jest na to kilka teorii. Słaba rozpoznawalność kandydatów. Brak wiedzy o ich programach lub ugrupowań, z których startują. Ale również mówi się o tym, że ci, którzy nie głosują, albo uznają, że wszystko jest ok. i nie widzą powodu, by zabierać głos podczas wyborów. Inni z kolei zwracają uwagę, że dla tych, którzy nie głosują, stawka tych wyborów jest mało znacząca. Mnie samemu jest blisko do tej ostatniej teorii. Ostatnie wybory ogólnopolskie pokazały, że przy bardzo gorącej dyskusji o kształt kraju, wyborcy się mobilizują. Padają kolejne rekordy frekwencyjne. W lokalnych wyborach, poza 2002 rokiem, takiej gorączki samorządowej nie obserwujemy. I pomimo tego, że w trakcie poszczególnych kadencji może się wydawać, że dyskusja wokół lokalnego samorządu jest coraz gorętsza, to w żaden sposób to się nie przekłada na frekwencję wyborczą. Wręcz można powiedzieć, że ten czynnik nie ma zbyt dużego znaczenia w tym zakresie. Z kolei opinia, która krąży po kraju, że samorządy się nam udały i trzeba ich bronić na każdym kroku, wydaje się ze względu na znaczenie, jakie przykładają do tego wyborcy, nieco już zamierzchłą opowieścią.

Obecność młodszego pokolenia

W przypadku reprezentacji poszczególnych grup wiekowych – wschowska Rada Miejska również nie odstaje od ogólnopolskiej normy. Słaba obecność młodych osób jest najprawdopodobniej wynikiem tego, że wyborcy w przedziale wiekowym 20-40 lat, a już szczególnie w przedziale 20-30 lat rzadziej biorą udział w wyborach. Zmienia się to wraz z wiekiem. I w Polsce zawsze tak było. Zatem w Radzie Miejskiej – z dużą dozą prawdopodobieństwa – zasiadają te grupy wiekowe, które też biorą udział w wyborach.

Czy można to zmienić? Myślę, że warto próbować. Rada Miejska musiałaby nieco zmienić swój charakter. To znaczy, nie tracąc nic z tego, co posiada dzisiaj, więcej uwagi poświęcić mieszkańcom, szczególnie młodszemu pokoleniu. Na przykład w budżecie gminy, przeznaczałbym kilka tysięcy więcej na Radę Miejską. I te kilka tysięcy wykorzystałbym na nagrody w konkursach dla młodzieży szkolnej. Spróbowałbym jeszcze raz (bo już w jednej kadencji próbowano tego) powołać młodzieżową Radę Miejską. Jakkolwiek – warto by podjąć jakieś działania, które miałyby na celu zwiększenie rozpoznawalności Rady Miejskiej wśród mieszkańców. I chociaż zdaję sobie sprawę, że brzmi to naiwnie, bo komu by się chciało i szkoda na to czasu, to jednak myślę, że możliwości w tym zakresie jest sporo. I warto je testować. Jeżeli połączy się ich atrakcyjność z jakimś drobnym, merytorycznym przekazem, to z czasem (w perspektywie raczej kilkunastu lat) mogłoby to przynosić efekty.

O zwiększającej się roli kobiet i pokolenia 60+ napiszę w następnym artykule.

Dodaj komentarz