Nie udaję, nie kradnę, ale czasem
Nie kojarzę, co moje, a co jest wasze
Nie wierzę w wybory, gdy nie ma wyboru
Chujowo się czuję, nie wracam do domu
Nie wyszedłem z szafy, chociaż to jest w modzie
Nie lubię poliestru, czasem jestem na głodzie
Nic nie poradzisz, słyszę głosy co rano
Woda cieknie z lodówki, woda cieknie z ekranu
I znowu gdzie się nie obejrzę
Tam porno na niebie, nie jeżdżę na rowerze
Znowu się przejrzałem, znowu się przewidziałem,
Ja w tym czasie, raczej, nie oddychałem
Coraz częściej i gęściej mam puste kieszenie
Gazet przecież nie czytam, czytają tylko lenie
Gdy wstajesz, jak najemnik o szóstej rano
Może kiedyś zrozumiesz, że się nie opłacało
Nie będzie transmisji na żywo
Gdy chcę to wykrzyczeć, już otwierasz okno
Nic w całość się nie składa, nie wysycha i jest mokro
Zasypiam codziennie, budzę się jeszcze rzadziej
Kawa kończy się szybko, jest pusto na pokładzie
Uciekam, przewlekle, nikt mnie nie goni
Skrzynka jest bez listów, słońce gnije dość powoli
Cegłą nagrywam, chociaż nic się nie dzieje
Na ugiętych kolanach, obraz trzęsie się i chwieje
Nie będzie transmisji na żywo