11 lipca minęło 78 lat od rzezi wołyńskiej, a dokładnie od jej kulminacyjnego punktu, zwanego krwawą niedzielą. Nie będę się tym zajmował, bo to temat znany, chyba dobrze opisany i upamiętniany. Mieszkańcy Wschowy tematykę Kresów znają dość dobrze. Pamięć o tamtejszych zbrodniach była u nas pielęgnowana szczególnie w latach 2002-2014. Punktem kulminacyjnym, pewnym podsumowaniem tego okresu – była książką pod redakcją Jakuba Gałęziowskiego ,,To wszystko człowiek widział” – nagrane, a potem spisane relacje mieszkańców Wschowy, którzy przyjechali z Kresów na ziemie zachodnie. Po 2014 roku można pokusić się o zdanie, że zainteresowanie tą tematyką zdecydowanie zmalało. Niemniej oprócz wspomnianej publikacji (nakład liczył 1000 egzemplarzy, nie orientuję się w jakiej ilości udało się go sprzedać) na pewno w przestrzeni publicznej widoczny jest również pomnik przy ulicy Rzemieślniczej we Wschowie*, upamiętniający pomordowanych na Kresach.
Trafiłem ostatnio na kilka ciekawych opracowań i wykładów na temat Kresów, chociaż prawdę mówiąc droga do nich była kręta i niejednoznaczna. Wszystko zaczęło się od Henryka Walezego, francuskiego króla na polskim tronie, któremu polska szlachta próbowała postawić warunki, na które on ostatecznie się nie zgodził. Różnie się o tym pisze, ale ciekaw byłem tej polskiej szlachty, na bazie której do dzisiaj w środowiskach konserwatywnych, buzuje mit Polaka-Sarmaty, który w dalszej, historycznej perspektywie po części był odporny na Oświecenie, a po części się temu Oświeceniu poddawał. Jeżeli ktoś się interesuje współczesną polityką, to zapewne zdaje sobie sprawę, że na przykład popularny dzisiaj konserwatywno-prawicowy think-thank nosi nazwę Klubu Jagiellońskiego. Ponieważ nieustannie wraca w mniejszym lub większym stopniu mit Rzeczpospolitej, która kiedyś w Europie, odgrywała niemałe znaczenie.
Od Walezego do Kresów
Zacząłem od Walezego, bo część naukowców, badających te czasy jest zdania, że właśnie wtedy zaczął się powolny upadek Rzeczpospolitej, którego końcem były rozbiory Polski. Nie za sprawą Walezego rzecz jasna, ale za sprawą polskiej szlachty. Ten polski szlachcic, który Walezemu machał artykułami henrykowskimi przed nosem, to jednocześnie typ wewnętrznego kolonizatora, dla którego większość ludności, zamieszkującej ówczesne tereny Rzeczpospolitej, pracowała w ciężkich warunkach na roli. W Polsce istniał ogromny kontrast między pańskością o chłopskością, który w skrajnej postaci widoczny był na Polesiu. A relacje te nie dotyczyły tylko tej części Kresów, ale całych tych ziem. Pisał o tym wybitny polski etnolog i socjolog Józef Obrębski w latach 30-tych XX wieku. Jego praca, dotycząca części Kresów, czyli Polesia, została opublikowana 70 lat później, czyli dopiero w 2007 roku za sprawą Anny Engelking w książce ,,Polesie. Studia etnosocjologiczne”. I to za jego sprawą stosunki panujące na tych ziemiach skonfrontowane zostały z całą polską literaturą, która w sposób sentymentalny i bezkrytyczny, a często rasistowski i w języku przejawiającym najgorsze, kolonialne zapędy, opowiadała o narodowościach, zamieszkujących te tereny.
Lepszość pana nad chłopem
Według Grażyny Borkowskiej, profesor nauk humanistycznych, pracownika Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk – wszystkich uwag Obrębskiego, dotyczących Polesia, nie sposób rzecz jasna przełożyć na całe Kresy. Nie ulega jednak wątpliwości, że kontrast między polskimi panami/magnatami (z dala od centrum Rzeczpospolitej) a tamtejszymi chłopami, był podobny do tego – pisał tak Obrębski – co można było zaobserwować w relacjach między kolonizatorami a plemionami lub społecznościami Konga, Maroka, czy Indochin. Brało się to również z ogromnych różnic kulturowych i cywilizacyjnych. I jak można się domyślać – tak w odległych częściach świata, jak i na Kresach – pańskość czuła się nie tylko lepsza, mądrzejsza, ale jednocześnie zamierzała narzucić tę swoją lepszość w sposób zdecydowany zamieszkiwanym społecznościom, które się od nich różniły.
Prawo pierwszej nocy
Na Kresach wyglądało to fatalnie, szczególnie w czasach, kiedy dominowała na tych terenach pańszczyzna. Ale i później – na przełomie XIX i XX wieku relacje te, nie wyglądały lepiej. Do tego stopnia, że pan/magnat-ciemiężyciel ostatecznie był utożsamiany z Polakiem/Lachem-ciemiężycielem. Na czym to polegało? W czasach pańszczyzny obowiązywało prawo pierwszej nocy, darmowa praca, przemoc i okrucieństwo wobec chłopa. Sytuacja kresowego chłopa była o tyle gorsza od polskiego, że ten pierwszy czuł się jeszcze bardziej wyobcowany ze względu na różnice religijne i językowe. Polska magnateria na tych terenach (badacze zwracają uwagę, że tutaj tzw. demokracja szlachecka nie miała nic do powiedzenia, bo szlachta była uzależniona od magnaterii) nie tylko traktowała miejscowych chłopów jak podludzi, ale jednocześnie drenowała na dużą skalę środowisko naturalne – lasy i zwierzynę. Opisy tych barbarzyńskich działań można znaleźć w literaturze bez problemu. Owszem sytuację nieco zmienia carski dekret z 1864 roku uwłaszczający chłopów na ziemiach polskich. Ale trzeba pamiętać, że jakiś minimalny oddech cywilizacyjny zagwarantował tym ziemiom nie Polak-ciemiężca, ale ktoś z zewnątrz. Bo, jak mówią niektóre opracowania socjologów i historyków, Rzeczpospolita była w takim stanie degrengolady, że tylko reformy narzucane przez zaborcę, mogły Polskę popchnąć we właściwym kierunku. Sami z siebie byśmy tego zapewne nie zrobili.
Fiasko ,,misji cywilizacyjno-kulturowej”
W 1936 roku Józef Obrębski przedstawił swoje spostrzeżenia, dotyczące Polesia na I Zjeździe Naukowym Poświęconym Ziemiom Wschodnim. Jego wykład odbił się szerokim echem, ale ani polskie władze, ani tym bardziej stosunki i niechęć do polskich panów, utożsamianych wtedy po prostu z ciemiężcami, Polakami/Lachami, nie zmieniła się, a raczej się pogłębiała. Pokazał to dobitnie okres II wojny światowej. Jak pisała o tym profesor Anna Engelking w artykule ,,Antropolog a polityka. Jeszcze raz o Józefie Obrębskim, badaczu Polesia w II Rzeczpospolitej”, cytuję: Polonizacyjna «misja cywilizacyjno-kulturalna» zakończyła się fiaskiem. Generał Kasprzycki i inni promotorzy polskiej polityki kolonizacyjno-asymilacyjnej na ziemiach białoruskich i ukraińskich musieli skonfrontować się z faktami, które negatywnie zweryfikowały przeświadczenie, że «jesteśmy na wschodzie Polski wieczyści i odejść stąd, jak to nam próbują sugerować różni nieproszeni obcy doradcy, nie zamyślamy»
* dokładny adres pomnika Kresowian, to ulica Zielony Rynek, Wschowa
źródła:
Jan Sowa, Fantomowe ciało króla
Józef Obrębski, Polesie. Studia etnosocjologiczne, T. 1
Anna Engelking, Antropolog a polityka. Jeszcze raz o Józefie Obrębskim, badaczu Polesia w II Rzeczpospolitej
Grażyna Borkowska, Daleko od mitu. Kresy według Obrębskiego