W piątek, albo w czwartek (nie pamiętam, kiedy dokładnie, chociaż mógłbym sprawdzić, ale konkretna data nie ma tutaj znaczenia) pojawił się na facebooku mem, który zilustrował plany Spółki Komunalnej. Marzenie SK jest proste. Jedni piszą, że absurdalne, żartobliwe raczej, niemożliwe, głupie itp. Ale prawdę mówiąc – do zrobienia. Czyli postawienie nowego obiektu we Wschowie. Dokładnie na działce, gdzie obecnie mieści się skwer. Ten na rynku, naprzeciwko wschowskiego ratusza. I w tym obiekcie byłby wschowski urząd, spółka komunalna i jeszcze inne instytucje. A może nawet punkty usługowe. A jak punkty usługowe, to przecież może i praca dla mieszkańców Wschowy, prawda? A nowe miejsca pracy dla wschowian, to rzecz święta przecież. Jak tego zabraknie (patrz historię kina Hel, gdzie miała powstać super mini galeria), to dadzą się pokroić, pójdą na barykady internetowe, są skłonni krzyczeć, że to hańba, że ci, którzy rzekomo dopuścili do tego, że nie ma tam nowych miejsc pracy i nowego obiektu, powinni natychmiast to miasto opuścić. A nazwiska ich (tych rzekomo odpowiedzialnych za ten skandal w świecie polskiego biznesu) powinny zostać wymazane z ksiąg wieczystych, kościelnych (jeżeli tam się znajdują) i ze wszystkich innych możliwych.
Oczywiście nie zawsze mieszkańcy gminy są tak oburzeni, jak w przypadku ewentualnej budowy nowego obiektu na rynku, czy tzw. sprawy kina hel. Na przykład ze świeczką można szukać wściekłych spazmów niezadowolenia w przypadku galerii handlowej, która miała powstać przy ulicy Moniuszki. Aż dziw bierze, że nie powstała jakaś wschowska grupa na facebooku, która postanowiłaby zachęcić czeskiego inwestora i w efekcie nie wylała tam fundamentów pod galerię. Tak na zachętę. Bo przecież inwestor wydał ponad milion złotych, a teraz z jakichś niewyjaśnionych powodów nic nie robi. Szczególnie polecałbym ten wkład własny obecnej ekipie rządzącej, która tak rzewne łzy wylewała, pisząc w internetach, jak to biznes w okolicy, a może nawet w całej Europie, obraził się na tę Wschowę, jakby co najmniej mieszkańcom tego urokliwego miasteczka, będącego nieustannie na odwyku, brzydko pachniały stopy.
W sumie to ciekawe, prawda? Co decyduje o tym, że w jednej sprawie mieszkańcy są gotowi iść na noże, a w innej nie. Nie idą. Milczą. Ewentualnie coś tam sobie może cicho jeden do drugiego przed snem powie.
Albo – bo szukałem tej informacji na wschowskich plakatach, zapowiadających holi coś tam święto kolorów – czy napisano gdzieś, że dzieciaki, żeby uczestniczyć w jednym z wydarzeń, które wchodziły w skład tej rzekomo gminnej imprezy, będą musiały 10 zika zapłacić za jedną torebkę holi coś tam. Nie znalazłem takiej informacji. A mieszkańców to nie dziwi. Poszli, bawili się, są zdjęcia z imprezy. Wydali pieniądze na to i siamto. Myślę sobie – a nie znam się. Nie rozumiem. Zawsze trafiam kulą w płot. Czy jak to się mówi? Kulą w płot chyba, prawda?
Więc w sumie – nie wiadomo, co decyduje o tym, że ktoś protestuje. Nie wiadomo – dlaczego jedne wydarzenia są super, a inne, niemal identyczne nie są super. Tak się zastanawiam, bo kończę dzisiaj 47 lat i bank do mnie napisał, cytuję: Panie Rafale, w tak szczególnym dniu, itd., itp.