Samorządność w małych miasteczkach, tak małych, jak Wschowa przypomina bardziej system folwarczno-pańszczyźniany niż nowoczesny model zarządzania miastem z silnymi instytucjami, niezależnymi mediami i sprawnym społeczeństwem obywatelskim. Obecnie widać to właściwie jak na dłoni, aczkolwiek, gdyby się temu przyjrzeć, to jest to model mniej lub bardziej konsekwentnie budowany przez wszystkich, którzy odpowiadali w ostatnich 30 latach za to, jak gmina dzisiaj pod tym względem wygląda.
Nie ma już Pana i Chama?
Ustawa o samorządzie oraz wszelkie inne tej wagi dokumenty, które organizują życie nie tylko samego samorządu, ale i innych aktorów, którzy pojawiają się na tej scenie – zapewne ma ten charakter zachodnich demokracji, w którym pulsuje przeświadczenie, że na czele takiej małej gminy, na czele instytucji, na czele organizacji pozarządowych, na czele prasy, portali internetowych będą stali ludzie, którzy świadomie (bo żyjemy po oświeceniu i wierzymy w prymat rozumu) doceniać będą fakt, że ich władza rozprasza się dla dobra ogółu. Że nie ma już Pana i Chama – chociaż, jak wiadomo, kiedy w Europie Środowko-Wschodniej w najlepsze rozwijała się gospodarka folwarczno-pańszczyźniana, na zachodzie Europy w tym samym czasie rodziły się zręby współczesnych demokracji. Ten rozdźwięk jaki towarzyszył krajom Europy trwał w najlepsze przez jakieś dobre 300 lat. A w samej Polsce w niektórych miejscach nawet do lat 30-tych XX wieku, czyli zdecydowanie dłużej.
Nowoczesne drogi, ale świadomość przednowoczesna
Trudno więc, żeby te wszystkie zapóźnienia nadrobić w ciągu ostatnich 30 lat. Owszem, część z nich jesteśmy w stanie nadgonić – ale jedynie na poziomie ewentualnych inwestycji. Mogą pojawić się u nas lepsze drogi, lepsze samochody, lepsze sklepy, lepsze produkty, ale stan małomiasteczkowej samorządności raczej nie dorasta do standardów, do których aspirujemy.
Oczywiście jest z tym lepiej lub gorzej. Większe miasta zapewne mają łatwiej, bo jak prezydent, czy burmistrz wymyśli coś absurdalnego, to jest dookoła na tyle dużo niezależnych instytucji, fundacji, stowarzyszeń i mediów, że te absurdy można u źródła zahamować. Gorzej to wygląda w miasteczkach średniej wielkości, a już najgorzej w takich miasteczkach, jak Wschowa, gdzie wszystko – od instytucji, radnych/ich rodzin, po stowarzyszenia i media – podporządkowane jest budżetowi gminy. Naturalnie w takiej sytuacji nic tutaj niezależnego nie jest w stanie wykiełkować. Nie ma takiej możliwości. Nie tylko dlatego, że takie warunki panują w małych folwarczno-pańszczyźnianych miasteczkach, ale również dlatego, że systemowo, na poziomie ustaw nie ma na to żadnego lekarstwa.
Pod dekoracjami demokracji liberalnej
A nawet jeżeli są jakieś rozwiązania, nawet drastyczne – jak to miało miejsce w poprzedniej kadencji, kiedy spróbowano referendalnym narzędziem przerwać rządy ówczesnej pani burmistrz – to ostatecznie wygrywa w takich sytuacjach pańska władza, wobec której potencjalnie antagonistyczna siła nie ma odwagi się przeciwstawić. Raczej kombinuje, tak, jak wszystkie instytucje, stowarzyszenia i media naokoło. Co będzie lepiej, co się opłaca, co można na tym stracić, a co zyskać. Pan to doskonale wie, zna tę grę, zna zasady i wie, że w tym systemie nikt nie zakwestionuje jego pańskości, a nawet jeżeli, to jakieś tam jednostki, nic znaczącego, nic, co mogłoby zmienić bieg historii. Nawet tak małej, jak historia miasteczka Wschowa. Jest to może fascynujące, może nawet godne nakręcenia jakiegoś dramatu filmowego. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z realnym systemem folwarczno-pańszczyźnianym, ukrywanym pod dekoracjami demokracji liberalnej, samorządności, wolności słowa i tego typu haseł, które nie mają żadnego znaczenia w praktyce.
Genów się nie oszuka
Temu procesowi, który z kadencji na kadencję, zatacza coraz szersze kręgi, przyglądają się w tym samym czasie przyszli kandydaci na burmistrzów tego miasta. Część z nich już dzisiaj wie, że będą starali się o fotel burmistrza. Ich milczenie dzisiaj to również efekt tego folwarczno-pańszczyźnianego krajobrazu. A skoro dzisiaj nic nie mówią, to jutro będą kontynuować ten proces. Na pewno go nie zmienią. Nie ma na to żadnych szans. Lokalnych genów o proweniencji pańszczyźniano-folwarcznej się nie oszuka.
CDN